"W takim razie - rozstańmy się". To jedno zdanie rzucone podczas kłótni może mieć większe znaczenie, niż się wydaje. Powtarzane regularnie przez jedną ze stron, będzie stopniowo zmieniać układ sił w relacji.
Kłótnia trwa kilka minut, aż nagle pada: „Skoro tak na to patrzysz, może ten związek nie ma przyszłości” albo „Może po prostu powinniśmy dać sobie spokój”. Zamiast konstruktywnej rozmowy o tym, co wydarzyło się tu i teraz i co wywołało konflikt, pojawia się groźba rozstania. W jednej chwili stawką przestaje być rozwiązanie konkretnego problemu, a zaczyna przyszłość całej relacji.
Tak działa dread game, czyli taktyka wzbudzania w partnerze lęku przed utratą związku. Zamiast bronić własnego stanowiska, zaczynamy zastanawiać się, czy partner rzeczywiście może odejść. Czasem wystarczy też mniej bezpośrednia sugestia, że nie jesteśmy jedyną opcją.
Gdy podobne sytuacje się powtarzają, zmienia się sposób, w jaki rozmawiamy z partnerem. Omijamy drażliwe tematy, szybciej ustępujemy, łagodzimy własne słowa. Coraz więcej uwagi poświęcamy jego reakcji, a coraz mniej temu, co same chciałyśmy powiedzieć.
Po kilku takich sytuacjach może wystarczyć samo przewidywanie, co wydarzy się po poruszeniu niewygodnej sprawy. Pewnych tematów już nie podejmujemy, choć nadal nam przeszkadzają. Wtedy zmiana układu sił staje się coraz bardziej widoczna: on swobodnie mówi o swoim niezadowoleniu, a my zaczynamy ostrożniej wybierać moment i sposób, w jaki wyrażamy własne zdanie.
Powody mogą być różne. Partner może w ten sposób próbować szybko zakończyć rozmowę, z którą sobie nie radzi, albo uniknąć mierzenia się z tym, co właśnie usłyszał. Bywa też, że taki sposób reagowania się utrwala, ponieważ wcześniej przynosił oczekiwany rezultat: wycofywałyśmy się, przepraszałyśmy albo rezygnowałyśmy z własnych argumentów.
Pojedyncza sytuacja nie wystarczy, by mówić o dread game. Znaczenie ma przede wszystkim to, czy podobne zachowanie wraca przy kolejnych sporach, zwłaszcza wtedy, gdy poruszamy temat niewygodny dla partnera.
Warto wrócić do sprawy, od której zaczęła się rozmowa. Jeśli emocje są zbyt duże, można zrobić przerwę i porozmawiać później, ale nie rezygnować z własnego stanowiska tylko dlatego, że partner zakwestionował przyszłość związku.
Wiele pokazuje również jego reakcja, gdy jasno mówimy, że taki sposób prowadzenia sporu nam nie odpowiada. Czy potrafi wrócić do konkretów i wysłuchać naszego zdania? Czy przy następnej różnicy zdań znów stawia całą relację pod znakiem zapytania? Ostatecznie właśnie to pozwala ocenić, czy mamy do czynienia z niefortunnymi słowami wypowiedzianymi w emocjach, czy ze sposobem prowadzenia konfliktów, który stopniowo ogranicza naszą swobodę w związku.
https://www.psychologytoday.com/us/blog/a-funny-bone-to-pick/202608/beware-of-the-dread-game-in-dating-and-relationships