Czasem pytamy innych o zdanie, choć właściwie już znamy odpowiedź. Wystarczy jednak jeden krytyczny komentarz, żebyśmy zaczęły podważać własną decyzję.
Zanim podejmiemy decyzję, szukamy aprobaty Pierwszym odruchem staje się telefon do partnera, przyjaciółki, siostry albo dorosłych dzieci. Nawet w zwykłych sprawach chcemy usłyszeć, że wybrana przez nas droga jest rozsądna. Samodzielna decyzja budzi niepewność, jakby brak konsultacji zwiększał ryzyko pomyłki. Ulgę przynosi dopiero zdanie: „zrobiłabym tak samo”. Z czasem coraz trudniej nam odróżnić własne przekonania od rad, których słuchamy od lat. Odpowiedzialność za wybór po cichu przenosimy wtedy na osobę, która go poparła.
Jedna krytyczna uwaga odbiera nam pewność Jeszcze przed chwilą byłyśmy przekonane do swojego pomysłu, lecz czyjaś sceptyczna mina wystarczy, by stracił cały urok. Wątpliwości pojawiają się szczególnie szybko, gdy opinię wyraża ktoś stanowczy albo dla nas ważny. Jeden komentarz potrafi przeważyć nad tygodniami przygotowań i wszystkimi naszymi argumentami. Zamiast ocenić, czy krytyka ma podstawy, przyjmujemy ją jak ostateczny werdykt. Przypadkowe słowa pamiętamy później znacznie dłużej niż pochwały i zapewnienia o wsparciu. Wiele planów porzucamy więc, zanim zdążymy przekonać się, czy miały szansę się udać.
Myślimy przede wszystkim o tym, jak nasz wybór zostanie oceniony Przy zmianie pracy większe znaczenie może mieć dla nas prestiż stanowiska niż codzienny komfort. Podczas urządzania mieszkania zastanawiamy się, jakie wrażenie zrobi ono na gościach. Podobnie wybieramy ubrania, miejsce wakacji, a czasem także sposób spędzania wolnego czasu. Własna przyjemność schodzi na dalszy plan, gdy danej decyzji trudno nadać atrakcyjną otoczkę. Zdarza się również, że trwamy przy czymś, co dawno przestało nam służyć, ponieważ inni uważają to za sukces. Coraz rzadziej pytamy wtedy siebie, jak naprawdę czujemy się z tym wyborem.
Odmowa wywołuje w nas poczucie winy Zgadzamy się szybciej, niż zdążymy pomyśleć o własnych planach, siłach i chęciach. Prośby bliskich automatycznie uznajemy za ważniejsze od odpoczynku albo wcześniej podjętych zobowiązań. Odmowie towarzyszy obawa przed rozczarowaniem, chłodem lub oskarżeniem o egoizm. Po postawieniu granicy długo analizujemy rozmowę i zastanawiamy się, jak wynagrodzić drugiej osobie swoje „nie”. Łatwiej nam czasem zrezygnować z własnych potrzeb, niż przez chwilę znieść czyjeś niezadowolenie. W końcu zaczynamy wierzyć, że dobre relacje wymagają od nas stałej dyspozycyjności.
Sukces cieszy nas dopiero wtedy, gdy ktoś go zauważy Radość z osiągnięcia szybko ustępuje pytaniu, co powiedzą inni. Brak pochwały potrafi odebrać nam satysfakcję nawet z decyzji, która przyniosła oczekiwane rezultaty. Zaczynamy cenić przede wszystkim te osiągnięcia, o których można opowiedzieć i usłyszeć słowa uznania. Wybieramy więc cele budzące podziw, choć ich realizacja nie zawsze daje nam poczucie spełnienia. Własne kryteria sukcesu pozostają niewyraźne albo zmieniają się zależnie od środowiska, w którym akurat przebywamy. Trudno nam wówczas docenić prywatne zwycięstwa, których nikt poza nami nie widzi.
Czujemy potrzebę tłumaczenia każdej decyzji Krótka informacja szybko zmienia się w rozbudowane uzasadnienie pełne argumentów i zastrzeżeń. Próbujemy przekonać wszystkich, że nasz wybór był rozsądny, odpowiedzialny i dobrze przemyślany. Czyjś brak entuzjazmu odbieramy jak zarzut, na który trzeba natychmiast odpowiedzieć. Tłumaczymy się nawet osobom, które nie poniosą żadnych konsekwencji naszej decyzji. Gdzieś pod spodem kryje się obawa, że sama chęć zmiany, odejścia lub rozpoczęcia czegoś nowego nie jest wystarczającym powodem. Spokój pojawia się dopiero wtedy, gdy pozwalamy innym mieć własne zdanie, ale nie próbujemy już zdobyć ich zgody.
Po podjęciu decyzji uważnie śledzimy reakcje otoczenia Po ważnej rozmowie zastanawiamy się, czy ktoś się obraził i co teraz o nas myśli. Ocenę własnego wyboru uzależniamy od nastroju osób z najbliższego otoczenia. Ich chłód wywołuje w nas chęć wycofania się, nawet jeśli podjęta decyzja przyniosła ulgę. Zamiast skupić się na własnym samopoczuciu, analizujemy wiadomości, spojrzenia i drobne zmiany w zachowaniu bliskich. Nasze potrzeby ponownie trafiają na dalszy plan. Warto wtedy zastanowić się, czy decyzja rzeczywiście była błędna, czy po prostu przestała być dla kogoś wygodna.