Wygląda świeżo, lekko i dobrze współgra z minimalistycznym makijażem na dzień.
Od kilku sezonów wyraźnie widać fascynację różem. W mediach społecznościowych co chwila pojawia się nowy pomysł na uroczy rumieniec. Po sad blush - w stonowanym, beżowo-różowym odcieniu, który niemal stapia się z cerą, cherry blossom blush - polegającym na malowaniu dwóch delikatnych kwiatów wiśni na szczytach kości policzkowych, oraz Brontë blush - intensywnym, malinowo-różanym rumieńcu inspirowanym „Wichrowymi Wzgórzami”, przyszedł czas na kolejny - watercolor blush.
To lekki rumieniec, roztarty na brzegach, z delikatnie świetlistym środkiem. Nie daje mocnej plamy koloru, tylko efekt lekko zaróżowionych policzków. Wygląda świeżo i naturalnie.
Najlepiej sprawdzają się róże kremowe, płynne i tinty. Produkt warto najpierw nanieść na dłoń, a następnie wklepać w policzki palcami, gąbką albo małym pędzlem. Ważne, aby nie rozcierać go zbyt mocno - rozmywa się głównie brzegi.
Najczęściej wybiera się odcienie chłodnego różu, brzoskwini albo koralu. Można też połączyć dwa kolory (chłodniejszy i cieplejszy), aby efekt wyglądał jeszcze bardziej naturalnie.
Rumieniec pasuje do każdego typu urody. Na jasnych cerach dobrze wypadają chłodne róże i jagodowe odcienie, na cieplejszych i ciemniejszych - brzoskwinia, morela oraz róż przełamany koralem.
Reszta makijażu powinna pozostać minimalistyczna: satynowa lub rozświetlona cera, subtelnie wytuszowane rzęsy oraz usta muśnięte nawilżającym balsamem lub olejkiem.
Dobrze współgra również z modnymi w tym sezonie ballet slipper lips - jasnoróżowymi ustami z połyskiem, przywodzącymi na myśl satynowe baletki.