"Jestem pod twoim domem, zejdź na chwilę”. „Nie śpisz jeszcze? Potrzebuję pogadać". Dla nadawcy to często drobiazg, spontaniczny gest albo dowód bliskości. Dla odbiorcy nieraz konieczność natychmiastowej zmiany planów. Czy wypada wpadać do kogoś bez zapowiedzi? Dzwonić późnym wieczorem? Kiedy to jest w porządku, a kiedy staje się nietaktem?
Spis treści
W niezaplanowanych spotkaniach może być coś przyjemnego. Przyznam, że czasem cieszy mnie spontaniczne zaproszenie na kawę i świadomość, że ktoś pomyślał o nas właśnie teraz. Jedna nie zawsze plan dnia pozwala na zrobienie sobie przerwy (bądźmy szczerzy, z reguły musimy takie rzeczy planować). I problem zaczyna się wtedy, gdy spontaniczność jednej osoby staje się obowiązkiem drugiej. Telefon, wiadomość: „Jestem pod twoim domem” albo: „Nie śpisz jeszcze?”, to niby nic wielkiego. Możemy przecież powiedzieć „nie”. Tylko że czasem nie umiemy się na to zdobyć, zwłaszcza gdy lubimy tę osobę i nie chcemy jej urazić. Łatwiej jest otworzyć drzwi, odebrać telefon czy zaprosić kogoś do środka, niż przyznać: „Dzisiaj naprawdę nie mam na to przestrzeni”.
Co właściwie ma zrobić osoba, który dostaje wiadomość: „Jestem pod twoim blokiem”? Powiedzieć: „Super, ale nie mam ochoty (albo czasu) cię widzieć”? Jeśli nie jest asertywna, prawdopodobnie otworzy drzwi, nawet jeśli miała inne plany.
Dlatego znacznie bardziej elegancko brzmi: „Jestem niedaleko. Masz ochotę na szybką kawę?” To drobna, ale ważna różnica. W pierwszym przypadku informujemy o podjętej przez siebie decyzji. W drugim pytamy o zdanie drugiej osoby i dajemy jej możliwość wyboru.
To zdanie często ma uspokoić gospodarza. „Przecież nie będę długo siedzieć”. Tyle że dla osoby, która właśnie w tej chwili pracuje, usypia dziecko, odpoczywa po ciężkim dniu albo po prostu chce pobyć sama, nawet przysłowiowe pięć minut może być trudne do wygospodarowania. Dlatego nie zakładajmy, że krótka wizyta jest automatycznie wizytą wygodną dla gospodarza. Jeśli sami zdecydowaliśmy, że złożymy komuś niezapowiedzianą wizytę, najpierw zapytajmy, czy to dobry moment.
„Nie śpisz?”. „Mam nadzieję, że nie przeszkadzam!” brzmi niewinnie? Jeśli nie wiemy, jak ta druga osoba spędza wieczór, czy rzeczywiście jeszcze nie śpi, lepiej tego nie sprawdzać, zaskakując ją wieczornym telefonem. Zwłaszcza jeśli nie jesteśmy ze sobą bardzo blisko.
Jeśli sprawa jest pilna, można najpierw wysłać wiadomość. To daje wybór: można ją przeczytać od razu, oddzwonić, ale też odpowiedzieć za godzinę albo następnego dnia. Telefon wymaga reakcji tu i teraz. Oczywiście bliscy sobie ludzie często mają własne zasady. Jeśli ktoś lubi porozmawiać wieczorem z przyjaciółką, którą odbiera od nas telefon o 23 i sama dzwoni o tej porze, trudno mówić o faux pas. Pod warunkiem, że pasuje to obu stronom.
Ktoś odmówił spotkania? Nie dopytujmy: „Ale dlaczego?”, „Co masz takiego ważnego do roboty?”, nie próbujmy przekonywać: „To zajmie tylko chwilę”. Wystarczy przyjąć do wiadomości komunikat, mówiąc: „Jasne, innym razem”.
To samo dotyczy telefonu. Jeśli ktoś nie odbiera, nie dzwońmy pięć razy pod rząd, chyba że sprawa jest rzeczywiście pilna. Jeśli nie odpisuje od razu, nie wysyłajmy po godzinie wiadomości: „Obraziłeś się?”. Danie komuś przestrzeni jest jedną z najbardziej niedocenianych form dobrego wychowania.
Jeżeli zdarzyło nam się przyjść bez zapowiedzi i usłyszymy: „Przepraszam, dziś nie mogę”, nie obrażajmy się. To nie jest odrzucenie naszej osoby. To informacja, że ten konkretny moment nie jest dobry na spotkanie.
Nie wypada też komentować, zwłaszcza ze złośliwością w głosie „masz nieposprzątane?” albo „nie martw się, nie wypiję ci całego zapasu kawy”. To sprawia, że spontaniczna wizyta szybko przestaje być sympatyczna. Jeśli sami zdecydowaliśmy się pojawić bez zapowiedzi, powinniśmy być gotowi na to, że zastaniemy gospodarza w środku zwyczajnego dnia, zajętego swoimi sprawami. Nie możemy oczekiwać, że będzie przygotowany na przyjęcie gości.
Tu zasada jest prosta: nie mamy obowiązku otwierać drzwi tylko dlatego, że ktoś już pod nimi stoi . Wystarczy uprzejmy, ale stanowczy komunikat, że teraz nie mamy czasu lub przestrzeni na niezapowiedziane spotkanie. Można powiedzieć: „Bardzo mi miło, ale dziś naprawdę nie mogę. Umówmy się na inny dzień”. Bez tłumaczenia się, dlaczego na stole leżą dokumenty, w zlewie są brudne naczynia, a my mamy na sobie piżamę.
Jeśli chcemy wpuścić gościa - świetnie. Nie musimy jednak nagle sprzątać całego mieszkania, robić w biegu makijażu ani przygotowywać obiadu dla czterech osób.
W bliskich relacjach spontaniczne wizyty bywają czymś zupełnie naturalnym. Jeśli przyjaciółka od lat mówi: „Jak chcesz pogadać, po prostu przychodź”, nie potrzebujemy za każdym razem oficjalnego zaproszenia. Ale nawet wtedy warto pamiętać, że ludzie zmieniają swoje przyzwyczajenia. To, co było wygodne kilka lat temu, dziś może już takie nie być. Dlatego także w bliskiej relacji lepiej zapytać o zgodę, napisać: „Jesteś w domu? Mogę wpaść?” To nie chłód ani przesadna formalność. To zwykła uważność na potrzeby drugiego człowieka.
Osoba dobrze wychowana nie zakłada, że jej wizyta zawsze będzie mile widziana, jej telefon odebrany, a wiadomość natychmiast odczytana. Daje drugiej stronie możliwość wyboru. Między stwierdzeniem: „Jestem pod twoim domem. Zejdź” a „Jestem niedaleko. Masz ochotę się zobaczyć?” jest zaledwie kilka słów różnicy. Jednak mówią one: „Szanuję twój czas”, „rozumiem, jeśli pora nie jest dla ciebie odpowiednia”.
Bo prawdziwa klasa to nie umiejętność wejścia do czyjegoś domu bez pukania. To świadomość, że czasem warto najpierw zapytać, czy drzwi są dla nas otwarte.