Nie zawsze musimy uprzejmie i z uśmiechem robić to, czego oczekują od nas inni. Czasem odwołanie spotkania, wcześniejsze wyjście z imprezy, brak natychmiastowej odpowiedzi czy stanowcze „nie”, nie świadczą o złym wychowaniu, ale o tym, że zaczynamy szanować własny czas, energię i granice.
Spis treści
Która z nas nie ma czasem ochoty powiedzieć: "a dajcie mi wszyscy święty spokój", odwrócić się na pięcie i pójść w swoją stronę? Przez lata wpajano nam jednak, że powinnyśmy być miłe, pomocne, ugodowe. Uśmiechać się, nawet jeśli wcale nie mamy na to ochoty. Nic dziwnego, że kiedy zaczynamy stawiać granice, otoczenie czasem reaguje zdziwieniem. Nagle okazuje się, że jesteśmy „chłodne”, „trudne”, „mało towarzyskie” albo po prostu… niegrzeczne.
Tymczasem niektóre zachowania, które z zewnątrz mogą wyglądać na brak kultury, są zwyczajnie sposobem na ochronę własnej energii i dobrostanu. Nie oznacza to oczywiście, że każdą nieuprzejmość można usprawiedliwić hasłem „dbam o siebie”. Chodzi o znalezienie granicy między troską o innych a rezygnowaniem z siebie tylko po to, by nikogo nie rozczarować.
Umówione spotkanie z przyjaciółką może wydawać się zobowiązaniem, którego trzeba dotrzymać bez względu na wszystko, zwłaszcza jeśli plany zostały ustalone kilka dni wcześniej.
Tymczasem okazuje się, że tydzień pracy był wyjątkowo intensywny i jedyne, o czym marzymy to chwila spędzona w ciszy i samotności. Czy odwołanie spotkania oznacza, że nie zależy nam na drugiej osobie? Niekoniecznie. Jednorazowe: „Dzisiaj naprawdę nie dam rady, słabo się czuję, potrzebuję odpocząć” nie musi być egoizmem, lecz rozpoznaniem własnych potrzeb.
Czym innym jest regularne odwoływanie planów w ostatniej chwili i traktowanie czasu innych osób bez szacunku. Jeśli jednak naprawdę brakuje nam energii, nie musimy zmuszać się do wyjścia tylko dlatego, że wcześniej powiedziałyśmy „tak”.
„Ale dzisiaj zimno”. „Jak tam w pracy? „Ale korki!” Dla jednych takie konwersacje typu "small talk" są przyjemnym elementem codziennych kontaktów, inni czują się nimi zwyczajnie zmęczeni i zdecydowanie wolą rozmowę o czymś konkretnym.
Ludzie różnią się temperamentem, stylem komunikacji i potrzebą kontaktu społecznego. Ale przecież nie każda osoba, która nie potrafi godzinami rozmawiać o pogodzie, jest wyniosła i nietowarzyska. Można być uprzejmą, a jednocześnie nie czerpać przyjemności z każdej rozmowy. Nie trzeba też na siłę podtrzymywać konwersacji, która od dawna odbiera energię. Można zakończyć ją naturalnie, zmienić temat albo wytłumaczyć, że musimy już iść.
Telefon zawibrował. Wiadomość. Nie odpisujemy od razu? To nie oznacza, że kogoś ignorujemy. Po prostu nie zawsze mamy czas i możliwość na wymianę wiadomości. W czasach, wysyłamy je i odbieramy niemal bez przerwy, natychmiastowa odpowiedź zaczęła być traktowana jak dowód zaangażowania. Tymczasem brak odpowiedzi przez kilka godzin nie musi oznaczać braku szacunku ani zainteresowania. Możemy być zajęte, zmęczone albo zwyczajnie nie mieć ochoty na kontakt. Nie każda wiadomość wymaga natychmiastowej reakcji. Czasem potrzebujemy odłożyć telefon, odpocząć od bodźców i wrócić do komunikacji wtedy, kiedy rzeczywiście mamy na nią energię.
Zdrowa granica nie powinna być wymówką do lekceważenia ludzi - regularne ignorowanie ważnych wiadomości albo pozostawianie innych bez informacji w sprawach, które wymagają odpowiedzi jest zdecydowanie w złym tonie. Nie musimy jednak być dostępne dla wszystkich przez całą dobę.
Dla niektórych osób zdania typu: „Nie mogę”. „Nie zgadzam się”. „Potrzebuję więcej czasu” czy „Nie chcę się tego podejmować” brzmią ostro. Często spotykamy się z oczekiwaniem, żeby formułować swoje potrzeby łagodniej, owijać je w uprzejmości i uważać, by przypadkiem nikogo nie urazić.
Tymczasem bezpośredniość sama w sobie nie jest brakiem kultury. Można mieć własne zdanie i jednocześnie szanować rozmówcę. Powiedzieć prawdę bez poniżania drugiej osoby, albo odmówić bez agresji. Nie każda odmowa wymaga też wielkiego uzasadnienia. Czasami „nie mogę” naprawdę wystarczy.
„Zostań jeszcze, wyśpisz się w weekend!”. „Jest tak fajnie, a ty chcesz już wychodzić?” Kto z nas nie słyszał takich uwag, gdy zdecydował, że czas wracać do domu ze spotkania ze znajomymi. Odpoczynek jest jednym z najważniejszy elementów troski o siebie i nie powinnyśmy mieć wyrzutów sumienia, że bywa dla nas priorytetem.
Czasami oznacza to odmowę kolejnego drinka, wyjścia albo spontanicznego spotkania. Jeśli następnego dnia czeka nas wczesna pobudka, możemy po prostu wrócić do domu. Jeśli jesteśmy zmęczone, nie musimy udowadniać nikomu, że jesteśmy towarzyskie i koleżeńskie, kosztem własnego samopoczucia.
Są rozmowy, które dodają skrzydeł. Ale też takie, po których mamy ochotę wyłączyć telefon i przez godzinę z nikim nie rozmawiać. Zdarza się, że ktoś nieustannie narzeka, wraca do tych samych problemów, próbuje wciągnąć nas w konflikt albo oczekuje, że rozwiążemy jego problemy. Często taka rozmowa zabiera więcej energii, niż jesteśmy gotowe oddać.
Oczywiście bliskie osoby czasem potrzebują wysłuchania i wsparcia. Nie oznacza to jednak, że musimy bez końca uczestniczyć w rozmowie, która źle na nas wpływa. Możemy zaproponować przełożenie jej na inny termin albo zmianę tematu. Czasami wystarczy po prostu zakończyć, mówiąc np. „Nie mam dziś przestrzeni na tę rozmowę”. Dbanie o własny spokój nie jest automatycznie brakiem empatii.
Kilkuminutowe spóźnienie może przydarzyć się każdemu. Korki, problemy z komunikacją czy nieprzewidziana sytuacja są częścią życia. Co innego, gdy ktoś regularnie się spóźnia, odwołuje spotkania w ostatniej chwili albo zakłada, że będziemy czekać do skutku. W takich sytuacjach wiele osób udaje, że wszystko jest w porządku. „Spokojnie, poczekam”, „Nic się nie stało” – mówimy zwykle. Tylko że nasz czas również ma wartość – i druga strona powinna mieć tego świadomość.
Możemy powiedzieć: „Jeśli będziesz się spóźniać, daj wcześniej znać” albo „Nie mogę dłużej czekać, więc przełóżmy spotkanie”. To nie jest przesadna reakcja. To informacja o tym, jak chcemy być traktowane. Nie musimy udawać, że coś nam nie przeszkadza tylko po to, żeby druga osoba nie poczuła się niekomfortowo.
Dbanie o siebie nie zawsze polega na spędzeniu weekendu w spa albo zatopieniu się w lekturze na własnej kanapie. Czasami wymaga wyłączenia telefonu, przerwania niekomfortowej rozmowy, wcześniejszego wyjścia z imprezy. Dojrzałość nie polega na tym, że zawsze jesteśmy miłe. Czasami warto powiedzieć „nie” i wytrzymać to, że być komuś się to nie spodoba.
Nie oznacza to jednak, że każdą nieuprzejmość należy nazywać „zdrową granicą”. Najważniejsze, to odpowiedzieć sobie na pytanie: czy potrafimy zadbać o swoje potrzeby, nie odbierając przy tym szacunku drugiej osobie? Można troszczyć się o swoje potrzeby, będąc jednocześnie uważnym na innych.