W niedzielę 20 września zmarł 27-letni syn modelki Cindy Crawford, Presley Gerber. Jego śmierć po raz kolejny zwraca uwagę na grono znanych osób, które odeszły właśnie w tym wieku.
Klub 27 to popularne określenie grupy muzyków, którzy zmarli w wieku 27 lat. Wśród jej najbardziej znanych członków znajdują się Brian Jones, Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison, Kurt Cobain i Amy Winehouse. Biorąc jednak pod uwagę pozostałych muzyków XX i XXI wieku, w tym wieku zmarło około pięćdziesięciu artystów. Skąd tak wiele tragicznych historii związanych właśnie z dwudziestym siódmym rokiem życia? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć dostępny na Netfliksie dokument „Klub 27”.
Sława ma swoją cenę, a dla młodych artystów bywa ona szczególnie wysoka. W wieku dwudziestu kilku lat wielu muzyków, których dziś kojarzymy z Klubem 27, znajdowało się na szczycie. Ich nazwiska znał cały świat, a każdy kolejny krok obserwowały miliony. Jednocześnie branża muzyczna nie dawała im wiele przestrzeni na słabość. Stali się ofiarami wiecznej presji, by nieustannie tworzyć, zaskakiwać i sprostać wszelkim oczekiwaniom fanów. W przeciwnym wypadku branża była gotowa bardzo szybko znaleźć sobie ich zastępców, nowych bohaterów. Dla części z artystów ucieczką od napięcia stawały się używki.
Brian Jones, współzałożyciel zespołu The Rolling Stones, był pierwszym z muzyków tworzących najbardziej znaną dziś grupę artystów kojarzonych z fenomenem Klubu 27. Osiągnął ogromną sławę w młodym wieku, jednak u szczytu kariery zmagał się z uzależnieniem, co doprowadziło go do odejścia z zespołu w czerwcu 1969 roku. Zaledwie kilka tygodni później 27-letni Jones utonął w basenie na swojej posiadłości. Oficjalnie jego śmierć uznano za nieszczęśliwy wypadek.
Kolejnym artystą, który odszedł w wieku 27 lat, był Jimi Hendrix, jeden z najbardziej wpływowych gitarzystów w historii rocka. Podobny los dzielą wokalistka Janis Joplin, lider zespołu The Doors Jim Morrison, wokalista Nirvany Kurt Cobain oraz brytyjska piosenkarka Amy Winehouse. Oprócz nich podobnych przypadków było znacznie więcej.
„Wytwórnie muzyczne są odpowiedzialne, szczególnie gdy pracują z młodym talentem. Muszą być pewne, że artysta jest stabilny” – mówi w dokumencie Korda Marshall, wiceprezes wytwórni BMG. Praca z młodymi artystami, ze względu na ich wrażliwość i podatność na presję, wiąże się w końcu z ogromną odpowiedzialnością. Za sukcesem nie powinny stać wyłącznie wyniki, sukcesy finansowe i pobijanie kolejnych rekordów. Równie ważne jest to, by za kulisami znalazło się miejsce na troskę o człowieka, który ten sukces tworzy.