Odsłanianie ciała po zimie bywa problematyczne. Często nie podoba się nam odcień naszej skóry. Ale można go szybko poprawić, a będzie wyglądała zachwycająco – bez względu na nasz fototyp.
„Nie założę jeszcze krótkich spodenek ani bluzki z odkrytymi ramionami. Mam przecież taką bladą skórę!” Która z was, podobnie jak ja, co roku powtarza takie zdanie? Utarło się przekonanie, że efektownie wygląda ciało opalone i dopóki nie nabierze złocistego kolorytu, lepiej nie wystawiać go na widok publiczny… Czas skończyć z takimi mitami.
Dermatolodzy mają na ten temat inne zdanie - opalenizna wcale nie jest oznaką zdrowia, a promieniowanie UV, które nadaje skórze ciemną barwę, jest jednocześnie jedną z głównych przyczyn fotostarzenia skóry.
W pielęgnacji coraz wyraźniej odchodzi się od „poprawiania” skóry na rzecz subtelnego wydobywania jej naturalnego piękna. Ciało może świetnie wyglądać również w "bladej" wersji (a dla Azjatek to wręcz ideał piękna).
Jeśli jednak bardzo zależy nam na udoskonaleniu go, z pomocą przychodzą balsamy rozświetlające. Nie opalają, nie zmieniają naturalnego kolorytu skóry, lecz delikatnie go wyrównują. Jak przekonałam się na własnej (nieopalonej) skórze, sekretem ich działania jest odbijanie światła. Zawierają mikropigmenty – np. mikę, perłowe drobinki lub nowoczesne pigmenty odbijające światło – które wygładzają powierzchnię skóry, ale tylko... optycznie. Drobne nierówności, szorstkość czy niewielkie przebarwienia stają się mniej widoczne nie dlatego, że zostały zamaskowane, lecz dlatego, że światło rozprasza się na skórze w bardziej równomierny sposób. Skóra wygląda na bardziej jednolitą, promienną – a w naszej percepcji oznacza to młodszą i wypoczętą.
Rozświetlające balsamy do ciała to jednak nie preparaty do makijażu i ich działanie nie ogranicza się do rozświetlania. A właściwie można by powiedzieć, że efekt glow jest miłym dodatkiem do pielęgnacji. Nowoczesne balsamy, spreje czy olejki rozświetlające coraz częściej mają składy zbliżone do kosmetyków do twarzy, a dzięki połączeniu działania upiększającego z regeneracją i nawilżeniem, poprawiają kondycję skóry.
Obok pigmentów i migoczących drobin znajdziemy w nich humektanty, takie jak gliceryna czy kwas hialuronowy, które odpowiadają za wiązanie wody w naskórku i poprawę jego elastyczności; emolienty, czyli substancje tłuszczowe, które wygładzają skórę i wzmacniają jej naturalną barierę ochronną; ceramidy, wspierające regenerację przesuszonego naskórka (a po wielomiesięcznym okresie noszenia ciepłych ubrań u większości z nas to norma). Nawilżenie i odżywienie skóry są więc podstawą promiennego wyglądu, ponieważ odwodniona skóra nie odbija światła równomiernie. Dodanie jej połysku jest więc elegancką "kropką nad i".
Ja wolę kosmetyki z rozproszonymi, niewidocznymi gołym okiem drobinami, które dają na skórze efekt lśniącej tafli. Niektóre moje koleżanki kochają te z wyraźnymi, złocistymi lub srebrzystymi drobinami, lśniącymi na skórze niczym brokat. Kiedyś panie używały takich głównie na wieczór, dziś moda nie stawia żadnych ograniczeń, możemy lśnić o każdej porze dnia i nocy!
Znaczenie może mieć jednak odcień rozświetlenia. Chłodne, perłowe tony pięknie podkreślają jasną cerę, dodając jej świeżości i subtelnej elegancji. Z kolei złociste pigmenty optycznie ocieplają skórę, tworząc czasem efekt nieco zbliżony do delikatnej opalenizny. Te będą pasowały szczególnie do ciemniejszej karnacji, podkreślając jej koloryt i dodając zmysłowości.