Historie osobiste

Zapytałyśmy kobiety 45+, jakie drobiazgi naprawdę poprawiają im samopoczucie. I ekspertów dlaczego to ważne

Zapytałyśmy kobiety 45+, jakie drobiazgi naprawdę poprawiają im samopoczucie. I ekspertów dlaczego to ważne
Fot. Getty Images

Poranna kawa wypita bez pośpiechu na tarasie, chwila zabawy z ukochanym zwierzakiem, wiadomość od koleżanki z lat szkolnych… Nieznaczące drobiazgi? Przeciwnie! Według psychologów właśnie takie przyjemności budują nasze poczucie szczęścia.

Zawsze wydawało mi się, że prawdziwe szczęście mogą zapewnić tylko wielkie rzeczy. I sporą część życia spędziłam na czekaniu, aż nadejdą. Będę szczęśliwa, kiedy kupię własne mieszkanie. Obronię dyplom. Wezmę ślub. Kiedy wyruszę w wymarzoną podróż dookoła świata.

Owszem, niektóre ze swoich wielkich marzeń i planów udało mi się zrealizować i były wśród nich takie, które rzeczywiście przyprawiały o zawroty głowy z radości. Ale też takie, które okazały się rozczarowaniem. Myślałam sobie potem, że być może dlatego, że miałam zbyt wielkie oczekiwania? Że spodziewałam się fajerwerków, a dostałam… drobne iskierki?

Wielkie szczęście trwa krótko

Choć lubimy myśleć, że szczęście przynoszą nam wielkie, spektakularne wydarzenia, badania pokazują, że ich efekt emocjonalny szybko słabnie. Psychologowie nazywają to zjawisko adaptacją hedoniczną: nawet po wyjątkowych wydarzeniach albo życiowych  sukcesach po pewnym czasie wracamy do „normalnego” poziomu szczęścia.

Jak wykazali autorzy badania, mechanizm jest podobny do tego, który obserwujemy po stracie czy bolesnym doświadczeniu. Najpierw cierpimy, ale potem wracamy do normalności (P. Brickman, D. Coates, R. Janoff-Bulman, Lottery winners and accident victims: is happiness relative? Zwycięzcy loterii i ofiary wypadków: czy szczęście jest względne? – źródło: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/690806/).
Eksperci są zgodni, że większe znaczenie dla dobrego samopoczucia może mieć doświadczanie i kolekcjonowanie drobnych pozytywnych momentów. Takich "iskierek", których rozgrzewającego działania często nie doceniamy...

Dlaczego "mikroradości" działają?

"Lubię zanurzać dłoń w workach z ziarnami", "lubię robić 'kaczki' na wodzie ze St. Martin""lubię przebijać łyżeczką twardą powierzchnię crème brûlée" – mówiła filmowa Amelia, a w jej głosie czuć było prawdziwą przyjemność. Psycholożka Barbara Fredrickson, autorka teorii broaden-and-build (poszerzać i budować) wykazała, że pozytywne emocje, które odczuwamy – nawet te bardzo drobne, do których nie przywiązujemy zbyt dużej wagi – pomagają budować odporność psychiczną, wzmacniają relacje i zwiększają poczucie sprawczości. Co ważne, a może nawet najważniejsze, kumulują się, budując nasze poczucie szczęścia. Eksperci podkreślają też, że mikroradości są dostępne „tu i teraz”, w przeciwieństwie do wielkich życiowych momentów, na które często trzeba długo czekać.

Projekt "Big Joy" prowadzony na ponad 22 000 osób przez Greater Good Science Center na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkley pokazał, że drobne codzienne radości poprawiają samopoczucie i pozytywnie wpływają na odczuwanie emocji. Osoby uczestniczące w badaniu otrzymywały siedmiodniowe wyzwanie, polegającego na codziennym wykonywaniu drobnych rzeczy, które sprawiały radość im i osobom z ich otoczenia. Efekty? 26 proc. badanych stwierdziło, że korzystnie wpłynęły na ich nastrój i samopoczucie psychiczne, 12 proc. poprawiły jakość snu, a u 30 proc. korzystnie wpłynęły na jakość relacji.

Małe, a cieszy

Z czasem i ja nauczyłam się doceniać drobne rzeczy. Nie prowadzę wprawdzie dziennika wdzięczności, jednak co dzień staram się przywoływać chwile, które dostarczyły mi radości, zwłaszcza w trudne, intensywne dni. Dziś na przykład do mojego biura zajrzała koleżanka, której nie widziałam ponad pół roku - była na urlopie macierzyńskim. Wyciągnęła mnie na szybką kawę i wypytywała, co u mnie słychać. Pochwaliła się zdjęciami córeczki, a ja powspominałam, jak moje dzieci były małe. PO tym kwadransie praca okazała się jakaś lżejsza i skończyłam artykuł przed czasem (a wcześniej ślęczałam na dnim z trudem posuwając się do przodu).

A Wam, co sprawia radość i poprawia sampoczucie?

  • Uwielbiam budzić się przed wszystkimi. Nawet jeśli to tylko dwadzieścia minut. Dom jest wtedy taki spokojny i przytulny. Robię sobie kawę i siedzę owinięta kocem, zanim zacznie się codzienny harmider. Nie patrzę w telefon, nie słucham radia, po prostu cieszę się chwilą tylko dla mnie. - Iza, 40 lat
  • Czasami specjalnie zmieniam trasę do domu, żeby przejść obok piekarni. Nie zawsze coś kupuję. Po prostu lubię ten zapach ciepłego chleba w powietrzu. Chyba stymuluje jakieś ośrodki przyjemności w moim mózgu - Agata, 52 lata
  • Wracając wczoraj ze spotkania, pomyliłam autobusy. Wysiadłam, gdy tylko się zorientowałam, że jadę w złym kierunku. Okazało się, że jestem przy bramie prowadzącej do parku. Niewiele myśląc weszłam do środka. Ruszyłam przed siebie i... spędziłam tam najcudowniejszą godzinę całego dnia. Szwędałam się alejkami, podziwiając wiosenne kwiaty, nie patrząc na zegarek i nie sprawdzając wiadomości w telefonie, który, o dziwo, nie dzwonił. Na moment zapomniałam o czekających mnie zakupach, górze prania w domu i wizycie z dzieckiem u dentysty. Ta godzina była jak mnie mini-wczasy. Przewietrzyłam głowę, zrelaksowałam się i wróciłam do domu uśmiechnięta. - Patrycja, 46 lat
  • Wiecie, kiedy cieszę się jak dziecko? Kiedy pada pierwszy śnieg! Najchętniej wybiegłabym wtedy na podwórko i łapała na język spadające płatki (gdyby tylko sąsiadki nie patrzyły na mnie spod oka!). - Mirka, 50 lat
  • Kiedy jest mi źle, zamykam się w sypialni i... rozmawiam z moją kotką. Mąż śmieje się, że zachowuję się jak wariatka. Ale ona ze mną nie polemizuje, nie kłóci się, nie udziela dobrych rad. Tylko słucha – a przynajmniej tak sobie mówię. Mruczy tylko głośno, kiedy drapię ją po łebku, a ja odbywam swoją "sesję terapeutyczną". Pomaga! - Agnieszka, 39 lat
  • Mój ulubiony moment podróży to... pakowanie walizki w domu. Czuję wtedy dreszczyk podniecenia, motyle w brzuchu jak zakochani. Wiem, że już za chwileczkę będę odkrywać nowe miejsca, poznawać ludzi, już jutro-pojutrze zanurzę stopy w ciepłym morzu. Wiem, że to będzie bardzo przyjemne, ale to właśnie moment czekania, gdy wiem, że urlop jest tuż-tuż sprawia mi najwięcej radości. - Jola, 51 lat


Uwielbiam budzić się przed wszystkimi. Nawet jeśli to tylko dwadzieścia minut. Dom jest wtedy taki spokojny i przytulny. Robię sobie kawę i siedzę owinięta kocem, zanim zacznie się codzienny harmider. Nie patrzę w telefon, nie słucham radia, po prostu cieszę się chwilą tylko dla mnie.
Uwielbiam budzić się przed wszystkimi. Nawet jeśli to tylko dwadzieścia minut. Dom jest wtedy taki spokojny i przytulny. Robię sobie kawę i siedzę owinięta kocem, zanim zacznie się codzienny harmider. Nie patrzę w telefon, nie słucham radia, po prostu cieszę się chwilą tylko dla mni