Wywiad

Kiedyś był strach, dziś Olga Bołądź mówi: "Moje życie jest pełne miłości"

Kiedyś był strach, dziś Olga Bołądź mówi: "Moje życie jest pełne miłości"
Olga Bołądź
Fot. AKPA

Olga Bołądź wychowywała swojego syna samodzielnie. Mimo to wolała odrzucić intratne kontrakty na rzecz zawodowej wolności. Teraz cieszy się udaną karierą i szczęśliwym związkiem.

Nie ma cię w kiepskich filmach. John Malkovich mówił, że zdarzało mu się zagrać coś wyłącznie dla pieniędzy. Tobie nie?

Olga Bołądź: Na szczęście moja pasja jest moim zawodem. Intuicyjnie wyczuwam, kiedy nie powinnam w coś wchodzić. To uchroniło mnie przed wpadkami. Mam też chyba szczęście do niebanalnych reżyserów i ciekawych ról. Dużo gram w teatrze, to daje mi żywy kontakt z widzem. Nie gonię za zleceniami, nie chcę grać wszędzie. Oczywiście zdarzało się, że brałam udział w rzeczach, które rozczarowywały. Ale... nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Odmówiłam roli w serialu na trzysta odcinków. Na pewno miałabym z tego sporo pieniędzy, ale bałam się, że się uduszę w powtarzalności i stracę artystyczną wolność. Rozważnie przyglądam się propozycjom. Ale pamiętam moment, gdy urodziłam dziecko i jako samodzielna matka po miesiącu musiałam wrócić do pracy ze strachu, że nie będę mieć roboty i sobie nie poradzę. Od rana do wieczora byłam na próbach do spektaklu... Ale nie rozczulałam się nad sobą. Zwyczajnie musiałam zapewnić dziecku byt. Tak się zaczęła dorosłość. Na szczęście z pomocą przyjechała wtedy mama, miałam też nianię Jolę, która wspiera mnie do dziś. Samodzielne wychowanie dziecka to wyzwanie.

Twoja bohaterka Nina z filmu "Miłość na pierwszą stronę" też zostaje sama z córką. Co ci dodawało sił w samotnym macierzyństwie?

 Świadomość, że... nie ma innego wyjścia. Nagle masz kogoś, za kogo jesteś już na zawsze odpowiedzialna. To ważne doświadczenie w życiu młodego rodzica. Różnica między mną a Niną jest taka, że ona oddała odpowiedzialność finansową za siebie i córkę mężczyźnie i została na lodzie. Ja miałam swój los we własnych rękach. A finansowa niezależność jest do tego kluczem. Praca i własny rozwój to dla mnie nie tylko filary samodzielności, ale też satysfakcji z życia.

Marzeń nigdy dość? Zaczęłaś reżyserować. Twój film "Alicja i żabka" zgarnął kilka nagród.

"Alicja i żabka" to prawdziwa opowieść o 14-letniej dziewczyn-ce, która zaszła w niechcianą ciążę. Rzecz działa się w 2008 roku. Dziewczynka, jako nieletnia, dostała zgodę od prokuratora na usunięcie ciąży, ale kolejni lekarze powoływali się na klauzulę sumienia. W prawdziwej historii Alicja w ostatnim momencie dokonuje aborcji w szpitalu na Wybrzeżu, a potem wygrywa w Strasburgu w Trybunale Praw Człowieka proces z państwem polskim. W filmie zostawiam widza w zawieszeniu – do niego należy interpretacja, jaki jest finał tej historii. Dla mnie to przede wszystkim film o końcu dzieciństwa. O tym, co się dzieje, gdy dziecko musi urodzić dziecko, bo świat je do tego zmusza. Chciałabym, by ten film był udostępniany w szkołach, zachęcał do uczciwej dyskusji, refleksji. "Alicja i żabka" to wynik działań Fundacji Gerlsy (do dziś tworzą ją Jowita Radzińska, Olga Bołądź i Magdalena Lamparska – przyp. red.), którą przed laty założyłam z przyjaciółkami. Scenariusz napisałyśmy we cztery z Julitą Olszewską. Chciałyśmy opowiedzieć historię, która byłaby dla każdej z nas ważna. Stąd wybór tematu. Gdy zaproponowałam dziewczynom, że wyreżyseruję ten scenariusz, zaufały mi, choć nie miałam doświadczenia. To było prawdziwe kobiece wsparcie. Dajemy je sobie nadal. Chcemy wspierać nie tylko siebie, ale i inne kobiety. Dlatego zorganizowałyśmy warsztaty z pewności siebie, kreatywnego pisania i scenopisarstwa. Wydałyśmy też „Rozwojownik”: 12-tygodniowy „przewodnik po sobie samej”, który zachęca kobiety do uważnego spotkania ze sobą. Bo w codziennym życiu zajmujemy się wszystkimi, tylko nie sobą!

Miałaś więcej szczęścia w pracy czy w miłości?

Moje życie jest dziś pełne miłości. Do innych i do świata. Z Kubą, moim partnerem, jesteśmy szczęśliwi i oboje czujemy, że fajnie iść nam razem przez życie. Skoro mogę tak powiedzieć, to... z pewnością szczęścia mi nie brakuje.

Cały wywiad dostępny w grudniowym wydaniu Twojego STYLu.

Okładka TS 12/2022

 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również