Twój Styl

Przepychanki i przytulanki czyli męska przyjaźń

Przepychanki i przytulanki czyli męska przyjaźń
Fot. 123rf

Jeśli mężczyzna nie jest czuły i wyrozumiały dla samego siebie, będzie mu trudno otworzyć się na przyjaźń – mówi psychoterapeuta Krzysztof Błażejewski. Twardość, dziarskość i manifestowanie siły to już nie są fundamenty takiej relacji.

Czym różni się przyjaźń od zwykłej znajomości? Od kumplowania się?

Krzysztof Błażejewski: Przyjaźń zaczyna się wtedy, kiedy pojawia się zaufanie, że mogę dzielić się wrażliwością, a przyjaciel odpowiada mi tym samym. Kiedy mogę na przykład powiedzieć, że jest mi trudno, czuję się bezradny, bez obawy, że będę wyśmiany. Wyśmiewanie za wrażliwość może kojarzyć się z modnym dziś zagadnieniem toksycznej męskości. To dzielenie się jest dla mnie wyznacznikiem przyjaźni. Z kumplem można raz na jakiś czas miło spędzić czas, ale nie ma w tej znajomości głębi.

Mówi się, że przyjaźń męska to działanie, a kobieca gadanie. To aktualne?

Unikałbym stereotypów, bo są krzywdzące. To może wyglądać różnie u różnych osób i na różnych etapach życia. Musimy zacząć od tego, jaki kontakt nawiązujemy sami ze sobą, a dopiero potem kształtować relacje z innymi. W moim życiu ułożyło się tak, że spotkania z mężczyznami na początku były trudne, brakowało mi pewności, świadomości siebie. Dziś wiem więcej o sobie i czego potrzebuję, więc łatwiej mi nawiązać bardziej bezpośrednią, bliższą relację.

W jaki sposób można nawiązać dobry kontakt z samym sobą?

Najlepiej zacząć od zapytania siebie, jak się do siebie zwracam. Jesteśmy złożeni z wielu różnych głosów, w ciągłym dialogu z samymi sobą. Czasem mówimy do siebie głosem przestraszonym, a czasem zezłoszczonym. Do każdej sytuacji możemy mieć kilka różnych nastawień. Powiedzmy, że mam trudny dzień i wiele do zrobienia, a ciężko mi idzie. Mogę wtedy mówić o sobie, że jestem leniem, albo też powiedzieć bardziej wspierająco: "Krzysiek, to rzeczywiście jest trudny dzień, zrób to, co konieczne, i odpocznij". Albo przeciwnie: "Weź się w garść, nie bądź mięczakiem". To, jak się do siebie zwracam – z szacunkiem czy z pogardą, czy szanuję własne emocje jako ważne informacje o mnie, czy próbuję je zagłuszyć lub unieważnić, to są sposoby nawiązywania ze sobą relacji. Oczywiście te głosy nie są w nas samych tak wprost słyszalne, czasem są niezauważalne lub zapisane w postaci uczuć, które skłaniają nas do różnych działań. Podczas psychoterapii możemy te głosy identyfikować, nazywać i rozwijać te bardziej wspierające formy mówienia do siebie. Osoby, które doświadczały przemocy w dzieciństwie, boją się swojej złości i ją tłumią, bo kojarzy im się z czymś okropnym. Dobrej relacji z sobą towarzyszy wysoki stopień samoakceptacji i adekwatna samoocena. Przejawia się to w tym, że na przykład nie karzę siebie za to, że czegoś nie potrafię, tylko mówię: "Aha, muszę się tego nauczyć".

Chłopcy, żeby się do siebie zbliżyć, muszą się najpierw "poprzepychać", twierdzi Zbigniew Miłuński, terapeuta. Mówi, że stosunki między mężczyznami opierają się na konkurencyjności. Tak jest?

Na pewnym etapie życia potrzebujemy się "poprzepychać", żeby wybadać swoje granice. Jako etap rozwojowy jest to w porządku. Dziś tak bardzo nie potrzebuję rywalizacji, wolę współpracę. Co nie zmienia faktu, że w bliskich kontaktach z kumplami też sobie czasem dogryzamy czy wygłupiamy się. Ważne jest, by rozróżnić, czy jest w tym element lęku i napięcia, czy więcej jest swobody i zaufania, że nie robimy sobie wzajemnie krzywdy. Dzisiaj daję sobie prawo do mówienia o swojej wrażliwości przy jednoczesnym przyzwoleniu na bycie stanowczym. Balans musi być zachowany. Bo jeśli jest tylko rywalizacja, czyli agresywność bez przestrzeni na wrażliwość, to kulejemy – jedna noga jest dłuższa.

Jak pogodzić męską siłę i wrażliwość?

To się wyklucza tylko w stereotypie. Każdy z nas ma wrażliwość, zdolność przeżywania obaw, nadziei i całej gamy miękkich uczuć. To, że mężczyzna ma być jakiś, a kobieta ma być jakaś, to mit narzucony przez kulturę.

Widzi pan różnicę w tym, jak kontaktują się ze sobą mężczyźni z pokolenia pana ojca i pana rówieśnicy?  

Jasne. Choć nie da się stworzyć uniwersalnej reguły. Faceci czują się zagubieni pomiędzy skrajnościami. Między figurą à la Arnold Schwarzenegger a mężczyzną metroseksualnym – "Jaki mam być, żebym był wystarczająco męski?". Brakuje równowagi między agresywną energią a wrażliwością. Obserwując relacje mężczyzn z pokolenia moich rodziców, zauważam tam więcej dziarskości, twardości, manifestowania siły. W bardziej współczesnych mi relacjach jest więcej poszukiwania tej miękkości, przyzwolenia na wrażliwość. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że dzisiaj mężczyźni są zmęczeni sztywną zbroją, którą narzuciła na nich kultura.

Może zawsze byli, tylko dawniej to wychodziło głównie po alkoholu.

To prawda. Pojawia się wtedy coś, co nazywam fazą bezkresnej miłości "bo ja cię tak kocham, mordo ty moja", kiedy wuj z kuzynem albo dwóch nieznających się chłopów przytula się do siebie podczas suto zakrapianej imprezy. Według mnie świadczy to o tym, że gdzieś głęboko jest w nas facetach ta tęsknota do męskiej bliskości nie w sensie erotycznym, tylko w formie fizycznej i emocjonalnej. Kulturowo i przez nasze doświadczenie historyczne jest ona mocno represjonowana. Dlatego nauczyliśmy się ją tłumić. Mówię o tym ze smutkiem, bo wiem, ile pracy i wysiłku kosztowało mnie, żeby swobodnie pielęgnować ją w sobie. Żeby móc zadzwonić do przyjaciela i powiedzieć: "Wiesz, stary, kurczę, stęskniłem się za tobą". Samo powiedzenie o tym pokazuje, że jesteśmy dla siebie ważni.

Czy w męskiej przyjaźni jest miejsce na czułość, na przykład obejmowanie się?

Ja i moi przyjaciele przytulamy się. Nieczęsto, ale są momenty, kiedy okazujemy sobie w ten sposób przyjaźń. Tu trzeba sięgnąć do dzieciństwa. Na początku życia chłopca ojciec powinien wejść w rolę czułego przewodnika i wprowadzić go w męski świat. Chodzi mi o emocjonalność, męską wrażliwość. Jeżeli tego wprowadzenia zabraknie, trudno jest potem dorosłemu synowi nawiązać przyjacielską relację z ojcem i z innymi. Bo jeśli jako chłopiec mężczyzna był opuszczony emocjonalnie lub fizycznie przez ojca, jeśli nie zaznał czułej relacji z nim, to nie pozwoli sobie na okazywanie czułości przyjacielowi, bo będzie to dla niego zagrażające. Będzie się bał, że zostanie odebrany jako słaby albo gej, a to dla wielu mężczyzn wciąż jest największą obelgą. Zapytałbym więc przewrotnie: czy jestem przyjacielem sam dla siebie? Bo jeżeli nie, to będzie mi trudno na przyjaźń się otworzyć. Będzie to terra incognita. A na ziemię nieznaną zwykle wkraczamy z niepokojem, nastawieni na walkę. Pojawia się rywalizacja i udowadnianie. Jeżeli agresywność jest formą zabawy, to w porządku, ale jeśli relacja ma opierać się tylko na walce o status, na dłuższą metę będzie to wycieńczające.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym wydaniu Twój STYL MAN.

okladka MAN_03

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również