Pszczoły w wielkim mieście. Spotkanie z warszawskimi producentami miodu
Kit pszczeli, pierzga, pyłek... Podczas warsztatów Pszczelarstwo w pigule Agnieszka i Kamil zdradzają tajemnice swojej profesji
Fot. Grazyna Saniuk

Pszczoły w wielkim mieście. Spotkanie z warszawskimi producentami miodu

Owady czują się tu znakomicie i mają do wyboru więcej roślin niż na łące. Miejskie miody ciekawie smakują i są równie zdrowe jak te z wiejskich pasiek, przekonują warszawscy pszczelarze.

big-1593088912-gra-0467
Miody wyprodukowane w Pszczelarium można kupić w kilku kawiarniach (adresy na stronie),
podczas targów lub zamówić przez internet.
grażyna Saniuk

Miód bielański z kasztanowca, klonu i akacji ma intensywny smak przypominający kogel-mogel. Mokotowski jest lekko cierpki, a to dzięki typowym dla tej dzielnicy parkowym krzewom: irdze i obsypanej białym kwieciem tawule. Miód ochocki o delikatnym posmaku limonki zawdzięcza go pyłkom żmijowca, a praski lipowo-koniczynowy jest wyrazisty i ostry. – Dobrze oddaje charakter warszawskiej Pragi – żartuje Agnieszka Skórska-Baj, która z mężem od pięciu lat prowadzi Pszczelarium, firmę specjalizującą się w miejskim pszczelarstwie. – W naszych miodach występują mieszanki nektarów roślin, których nie spotka się na wsi – dodaje Kamil Baj. – Owady nieustannie nas zaskakują. W ubiegłym roku zrobiły miód z winobluszczu, a tej wiosny z kaliny. Ich skład poznajemy dzięki badaniom, które zamawiamy w laboratorium Zakładu Pszczelnictwa Instytutu Ogrodnictwa w Puławach. 

Owady latają zwykle w promieniu pięciu kilometrów od ula. „Rezydentki” dachu Galerii Wileńskiej odwiedzają Ogród Zoologiczny, Park Praski i Skaryszewski oraz dziki brzeg Wisły. – Owady na wsi nie zawsze mają tak bogaty „stół” – mówi Agnieszka. – Jeśli ule znajdują się np. przy dużym polu rzepaku, rój jest skazany na kwiatową monokulturę. 

Nektar pod lupą

Czy miejski miód nie jest zanieczyszczony? – Zanim zaczęliśmy go sprzedawać, musieliśmy to zbadać – opowiada Kamil i pokazuje ekspertyzę Państwowego Zakładu Higieny. Zmierzono poziom stężenia węglowodorów aromatycznych (substancji obecnych w spalinach) oraz metali ciężkich, jak ołów i kadm. Ich stężenie było zerowe lub śladowe, wielokrotnie mniejsze niż normy dla żywności. Jak to możliwe? – Zimowy smog nie dotyczy owadów, bo wtedy hibernują się w ulu – tłumaczy pszczelarz. – Z kolei latem zanieczyszczenie powietrza jest niewielkie, a nektar na kwiatach obecny przez krótki czas i od razu zbierany przez robotnice.

Kamil uważa, że miejski miód może być nawet zdrowszy niż wiejski. – W parkach i na ulicznych rabatach nie stosuje się chemicznych oprysków – wyjaśnia. – A to właśnie pestycydy najczęściej przedostają się do miodu. 

big-1593088870-thumbnail-img-0113
W stolicy jest ponad tysiąc uli. Można je znaleźć na dachach galerii handlowych i biurowców, ale też Pałacu Kultury i Nauki (na poziomie teatru Studio) czy Teatru Wielkiego.
grażyna saniuk

Bzyczek na dachu

Pierwsze ule na paryskich i nowojorskich budynkach pojawiły się blisko 20 lat temu. W 2013 roku Agnieszka i Kamil spędzali wakacje w Sztokholmie. Odwiedzili tam znajome, które prowadziły pasiekę dla odzieżowej firmy H&M. – W tamtym czasie rozwijała się koncepcja społecznej odpowiedzialności biznesu – opowiada Kamil. – Zgodnie z nią koncerny zaczęły angażować się w działania wspierające interesy społeczne i ochronę środowiska. Miejskie pszczelarstwo nas zafascynowało i postanowi- liśmy zająć się tym w Polsce.

Decyzja była tym łatwiejsza, że Kamil miał już doświadczenie. Od dzieciństwa pomagał przy ulach w gospodarstwie ojca. Pierwsza pasieka stanęła na dachu centrum handlowego Arkadia. Pomógł łut szczęścia. – Jego dyrektor, Francuz, był fanem miejskiego pszczelarstwa, a firma miała już ule na dachach biur w Paryżu – mówi Kamil. Kolejne pasieki pojawiły się na galeriach Mokotów i Wileńskiej, a zarządcy kilku biurowców zgodzili się, by trawniki zamienić na dzikie łąki. Pomysł prowadzenia miejskich uli podchwycili też samorządowcy z dzielnic Żoliborz, Bielany i Wilanów. – Nowocześni menedżerowie chętnie z nami współpracują, bo chcą zmieniać miasta na lepsze – cieszy się Agnieszka. I dodaje, że miód z firmowego dachu czy pszczelarskie warsztaty są dla pracowników ciekawszym prezentem świątecznym niż czekoladki z supermarketu. 

Gwarno jak w ulu

Dzięki Pszczelarium nowe hobby stało się w stolicy modne. Na kursy prowadzone przez Agnieszkę i Kamila w drewnianym domu przy Parku Morskie Oko zawsze są chętni. Można się dowiedzieć, gdzie kupić pszczoły, ile kosztuje założenie pasieki, jakiego wymaga nakładu pracy. Uczestnicy warsztatów oswajają się z obecnością pszczół. – Nie trzeba się ich bać, nawet gdy latają koło głowy – zapewnia Agnieszka. – Szukają nektaru, nie ofiary! I zachęca, by wiosną urządzić im na balkonie kwietny kącik. W sklepach ogrodniczych można kupić specjalne mieszanki nasion wabiące pszczoły. To jak bilet na spektakl! 

big-1593088987-678-pszczelarium-baner-2100x1700-prevka
Pasieki Pszczelarium poza Warszawą prowadzone są też we Wrocławiu, w Katowicach czy Sopocie.
grażyna saniuk
Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 11/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również