Lekcje miłości nauczycielki jogi, Agnieszki Passendorfer
Fot. Paulina Myśliwiec

Lekcje miłości nauczycielki jogi, Agnieszki Passendorfer

Niedawno straciła mężczyznę, z którym przeżyła 13 szczęśliwych miesięcy  i 11 szczęśliwych dni. W swojej trzeciej książce nauczycielka jogi, która z wykształcenia jest filozofem, pisze  o tym, czego nauczyła się kochając.  

„13 lekcji miłości”…  czy miłości można się nauczyć?
Agnieszka Passendorfer: Można. Ale czy trzeba? Wydaje mi się, że każdy kocha. Każdy potrafi kochać, tak samo jak każdy potrafi oddychać, czy bić sercem, trawić żołądkiem etc.

To o czym jest twoja książka?
To raczej 13 lekcji, która dała mi miłość.

Miłość do mężczyzny?
Do kilku mężczyzn ;-). I kobiet. Kochamy w życiu wiele razy i na wiele sposobów i pewnie każda taka miłość nas czegoś uczy. Także miłość do pani z przedszkola, Shakina Stevensa, psa, męża, dziecka, mamy, przyjaciółki. Każda. Ale rzeczywiście, do napisania tej książki skłoniła mnie jedna konkretna miłość.

Ponawiam pytanie: do mężczyzny?
Tak. Do mężczyzny, którego poznałam w sumie dość niedawno, zupełnie niespodziewanie pokochałam bardzo i niespodziewanie pożegnałam. Choć oczywiście wszystkiego mogłam się spodziewać. Myślę, że musieliśmy się spotkać.

Wierzysz w karmę?
Wierzę w zadania, które mamy do spełnienia w życiu. Nie musimy ich spełniać, mamy wolną wolę, ale możemy i wtedy się rozwijamy, a świat staje się lepszy.

Jesteś nauczycielką jogi. Czy to jogowe podejście do miłości i śmierci?
Trochę tak. Bardzo mi pomogło zaakceptować wszystko, co nam się przydarzyło.

Sama joga też ci pomogła?
W najtrudniejszych chwilach dużo praktykowałam. I, choć byłam w stresie, niewyspana, jadłam śmieciowe jedzenie, bo nie miałam głowy do zdrowego - robiłam tak zwane „postępy”, joga była dla mnie lekka. A przy okazji porządkowała umysł. Takie 90 minut sam na sam ze sobą pozwala zobaczyć więcej, zyskać perspektywę.

Pozwalała ci zapomnieć o bólu?
Nie, wręcz przeciwnie. Zabrzmi to teraz kiczowato, ale gdy pewnego dnia wsiadłam do samochodu, by pojechać do szpitala do Roberta (a było już wtedy bardzo mało nadziei), włączyłam radio i leciało „Przeżyj to sam”. I to właśnie postanowiłam zrobić. Przeżyć to, każdą piękną chwilę tego związku

Czego nauczę się z tej książki?
Piszę o miłości, o stracie, o chorobie i śmierci. Także o życiu w czasach pandemii (książka powstała w czasie lockdownu). Myślę, że zdasz sobie sprawę, że nie ma jednego sposobu na przeżywanie stanu zakochania, motyli w brzuchu, potem małżeństwa i straty. Twój sposób jest na pewno dobry. Mój też był. Choć nie do końca o tym jest, tę książkę można by oznaczyć modnym ostatnio hashtagiem #loveislove.

Czego ty nauczyłaś się, pisząc tę książkę?
Że miałam szczęście. Miałam szansę kochać i być kochana całym sercem. Cieszę się, że to przeżyłam.

107418345_734041630695138_4541787602499430358_n

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również