Ewa Wachowicz: To mój wybór. W życiu zawsze szukam jaśniejszej strony
Fot. Mirosław Pietruszyński

Ewa Wachowicz: To mój wybór. W życiu zawsze szukam jaśniejszej strony

Producentka, dziennikarka, znawczyni kuchni inspirująca nas do podejmowania kulinarnych wyzwań w swoim autorskim programie telewizyjnym "Ewa gotuje". A także była Miss Polonia i rzeczniczka rządu premiera Pawlaka, podróżniczka, pasjonatka wspinaczki górskiej, autorka książek – nie tylko kulinarnych! Nam, przy okazji zbliżającej się Wielkanocy opowiada o relacjach i zwyczajach panujących w jej domu rodzinnym, którym pozostała wierna do dziś.

To już druga Wielkanoc, którą przyjdzie nam obchodzić z pandemią w tle. Jak będą wyglądały Pani święta?

Myślę, że zorganizujemy je podobnie jak Boże Narodzenie, w małym gronie, ale jednak razem z najbliższymi. Jestem osobą wierzącą, dla mnie Wielkanoc to przede wszystkim moment, by się zatrzymać, zastanowić się, jaki jest głębszy przekaz tych świąt. Dziś, kiedy wszystko chcemy mieć na już, natychmiast widzieć efekt, odarliśmy je z tej głębszej, duchowej warstwy, z przygotowań do odrodzenia, do nadejścia nowego. A po to właśnie jest 40 dniowy post. W moim rodzinnym domu bardzo tego przestrzegano, nie jedliśmy wtedy mięsa, mój tata nawet rzucał palenie na ten czas. A gdy przychodziły uroczystości Wielkiego Tygodnia, jak święcenie ognia czy czuwanie wielkopiątkowe w kościele, było oczywiste, że wszyscy w tym uczestniczymy. Uważam, że warto przypomnieć sobie, że przed Wielkanocą równie ważny jest okres poszczenia i duchowych przygotowań. Kiedy pościmy, nasz organizm w naturalny sposób zaczyna się oczyszczać. I to samo dzieje się z umysłem.

W moim domu rodzinnym był zwyczaj, który i ja kultywuję, że jedno jajko dzielimy na tyle części, ile osób przy stole. Każdy musiał zjeść odrobinę, dopiero później były życzenia i siadanie do stołu. Musiały być na nim baba i mazurki, te ciasta zawsze u nas królowały podczas świąt. Ja teraz robię tylko mazurki, bo pieczenie baby przejęła moja córka Ola.

Wszystkie kobiety w pani rodzinie dobrze gotują?

Obie moje babcie świetnie gotowały, ale babcia Zosia była w tym absolutnie genialna. Przed wojną służyła we dworze u hrabiego Skrzyńskiego, który wysyłał ją na kursy do najlepszych zawodowych kucharzy, żeby się jeszcze bardziej poduczyła. Wiele unikalnych umiejętności wyniosłam więc z domu, poza tym moja mama była bardzo kreatywną osobą, sama wymyślała dużo ciast. Moja córka robi to samo.

W pani domu gotowało się i gotuje z miłością...

To jest naczelna zasada, kochając kogoś gotujemy z miłością, żeby go pożywić. Poza tym babcia i mama dbały o to, żeby to, co jemy było sezonowe i związane z porami roku. Kiedy więc zaczynały się chłodne dni pilnowały, żeby zacząć dzień posiłkiem na ciepło, czyli żurem, jakimś rodzajem zupy mlecznej czy jajecznicą. W poście często jedliśmy kaszę jęczmienną gotowaną z suszoną śliwką, zalaną gorącym mlekiem.

Mama z tatą wstawali jeszcze przed piątą, pracowali w gospodarstwie, potem tata szedł na pole albo do warsztatu, a mama szykowała śniadanie. Gdy stawiała je na stole, siadali do niego wszyscy. Dlatego stół w kuchni był w naszej rodzinie tak ważny. Przy nim planowaliśmy rozpoczynający się dzień. Potem szliśmy do szkoły, a rodzice do pracy. To istotne, jak zaczynamy dzień.

Stąd u pani ten uśmiech i dobra energia?

Wychowałam się w domu, w którym dużo się żartowało, uśmiechało.  Mówi się, że przyzwyczajenie to nasza druga natura, ja miałam to szczęście, że rodzice przyzwyczaili mnie do cieszenia się nawet z małych rzeczy, i do tego, że i w tych mniej fajnych możemy znaleźć coś dobrego. To jest moje wyniesione z domu przyzwyczajenie, ale też mój wybór, że wstaję w dobrym humorze i zawsze szukam jaśniejszych stron.

 

Cała rozmowa z Ewą Wachowicz w najnowszym numerze Poradnika Domowego. Już w sprzedaży!

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również