Pełne zanurzenie. O shinrin-yoku, japońskiej sztuce kąpieli leśnych
Katarzynna Simonienko w Białowieskim Parku Narodowym
Fot. Grażyna Saniuk

Pełne zanurzenie. O shinrin-yoku, japońskiej sztuce kąpieli leśnych

Kiedy ostatni raz zatrzymałaś się z zachwytu podczas spaceru w lesie? Kiedy obserwowałaś żuka albo czułaś pod stopami miękkość mchu? Takie olśnienia są źródłem zdrowia, mówią praktycy shinrin-yoku, japońskiej sztuki kąpieli leśnych. Jak chłonąć naturę na zdrowie – wyjaśnia doktor Katarzyna Simonienko, leśny terapeuta.

Nasza wyprawa będzie połączeniem leśnej terapii i spaceru przyrodniczego – zapowiada Katarzyna Simonienko, lekarz psychiatra i przewodnik po rezerwacie ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego. Jest ekspertką shinrin-yoku, japońskiej sztuki doświadczania przyrody. – To proces chłonięcia natury wszystkimi zmysłami – wyjaśnia. Kilkanaście lat temu Japończycy zbadali, co sprawia, że spacer po lesie daje uczucie ukojenia, powoduje, że zaczynamy logicznie myśleć, odzyskujemy humor, energię. Pionier badań doktor Qing Li dowiódł, że świadome „zanurzenie się” w atmosferze leśnej pomaga obniżyć ciśnienie krwi, pobudzić układ immunologiczny, poprawia krążenie i redukuje poziom stresu. By sprawdzić to ostatnie, badał grupy ochotników: jedni przechadzali się po puszczy, drudzy – w pobliżu tokijskiego dworca, po czym mierzono im stężenie kortyzolu, hormonu stresu. U pierwszych malało, u drugich – rosło. Grupie „leśnej” podnosił się też poziom komórek odpornościowych. Dlaczego las dobrze na nas wpływa? Dla człowieka pierwotnego był środowiskiem przyjaznym: zapewniał pożywienie i schronienie. Więź z przyrodą jest w nas zakorzeniona – wyjaśnia doktor Simonienko. – To, że współcześnie spędzamy 90 procent życia w pomieszczeniach ze sztucznym światłem, jest wbrew naszej naturze. W tym roku byłam na zjeździe International Forest Therapy Days w Finlandii. Terapia leśna to światowy trend. W Finlandii na przykład pomaga uchodźcom w aklimatyzacji. W Korei na shinrin-yoku chodzą kobiety w ciąży, przedszkolaki i seniorzy. Jak „zaaplikować” sobie las? – By kąpiel leśna miała sens, nie należy wyznaczać sobie żadnych celów, trasy do pokonania, kalorii do spalenia. No i zostawić smartfon w domu, by nie rozpraszały nas powiadomienia z Facebooka. Ma nas zajmować wyłącznie las – mówi doktor Simonienko.

GSA_2543
Shinrin Yoku to poznawanie lasu wszystkimi zmysłami
FOT. GRAZYNA SANIUK

Otwórz oczy

– Spójrzmy na puszczę niestandardowo – rozpoczyna przewodniczka, kiedy wchodzimy na ścieżkę pośród stuletnich dębów. – Jeśli przykucniemy, dostrzeżemy wzór żyłek na liściu klonu, albo labirynt korników na pniu drzewa. Kładąc się na wznak, zobaczymy korony drzew i światło przechodzące przez liście – podpowiada i pomaga nam dostrzec leśne cuda, które inaczej byśmy przeoczyli. Na przykład śluzowce – organizmy przypominające rafę koralową. – Dawniej uważano je za grzyby, dopóki nie odkryto, że potrafią pełzać i polować. Kawałek dalej pokazuje rosnące na martwym drewnie czarne grzyby zwane palcami umarlaka. Ludzie wierzyli, że to umarli wyciągają do nas ręce – wyjaśnia. Każdy z uczestników wyprawy znajduje inny obiekt fascynacji. Ja studiuję liście paproci, chłopak obok wypatruje śmigających w ściółce nornic. Katarzyna Simonienko proponuje kolejne ćwiczenie. Na chwilę zamieramy, by wsłuchać się w otaczające nas dźwięki. Słyszę brzęczenie w mol i w dur, tęgie i ledwo słyszalne; szum liści, trzeszczenie konarów i całą gamę ptasich treli. Szeptem przewodniczka wyjaśnia, kogo słyszymy. Wysokie, lekko sepleniące tony: „cli-jist”, „cli-it” to świstunka. Ciche „pst pst” to muchołówka. Monotonne jak walenie młotkiem „cilp-calp-cilp-calp” to pierwiosnek. Ptasie radio!

GSA_2769
 Katarzyna Simonienko jest licencjonowanym
przewodnikiem i doktorem psychiatrii
FOT. GRAZYNA SANIUK

Na własnej skórze

Doktor Simonienko zachęca do dotykania roślin i kory drzew. Grzyb zwany skórnikiem w dotyku przypomina zamsz, przylaszczka jest włochata, mech – jedwabisty. – Dotykać można nie tylko rękami – namawia do zdjęcia butów. – Kilkadziesiąt prac naukowych opisuje jego zdrowotne zalety. Dobrze nam robią żyjące w ziemi bakterie Mycobacterium vaccae, które pomagają w problemach skórnych i chorobach wynikających z autoagresji – wylicza. Ściągam trampki. Nigdy nie szłam po lesie boso, ostrożnie stąpam po igliwiu. Ziemia jest chłodna, ale przyjemna i aksamitna. Zewsząd dochodzą zapachy. Intensywne, hipnotyczne. Pani doktor pomaga je zidentyfikować. Woń jakby świeżo skoszonej trawy to marzanka wonna, której kwiatów używa się do nalewek, anyżkiem pachnie pewna odmiana huby, duszny, „chemiczny” smrodek to bodziszek cuchnący. Daleko mu jednak do sromotnika bezwstydnego. Grzyb nie tylko nieprzyzwoicie śmierdzi – ale i tak wygląda. Wystaje spośród traw niczym wielki fallus. Sromotnik, trzęsak pomarańczowożółty, wilgotnice – dzięki wycieczce poznaję, jak zmysłowe są polskie nazwy przyrodnicze. – Zapachy, które czujemy w lesie, to fitoncydy, substancje lotne służące roślinom do obrony – dowiaduję się. Mają właściwości antyseptyczne: pierwotniako-, bakterio- i grzybobójcze. To dlatego produkowany przez drzewa iglaste alfa-pinen stymuluje naszą odporność. Biorę głęboki wdech.

GSA_2549
Boso przez scieżkę przyrodniczą Białowieski Park Narodowy
FOT. GRAZYNA SANIUK

Więzi

Fitoncydy służą roślinom do komunikacji. Kiedy żyrafa zaczyna skubać akację, po półgodzinie jej liście stają się gorzkie. Jednocześnie drzewo wysyła sygnał do wszystkich „koleżanek” w okolicy i one też robią się niejadalne! Świerki kontaktują się ze sobą za pomocą strzępek grzyba borowika. – Drzewa tworzą jeden wielki organizm, potrafią się nawzajem dokarmiać pod ziemią. Zauważyłam, że ta dobra energia leśnego otoczenia udziela się ludziom, są bardziej solidarni, zgrani i otwarci – mówi doktor Simonienko. – Pewien starszy człowiek powiedział, że czuje się jak zwalone drzewo. Grupa, a były to osoby, które wcześniej się nie znały, przekonywała go, że sędziwe drzewa są pożyteczne, bo karmią i zasilają inne organizmy. Jeśli więc zatroszczy się o ludzi wokół siebie, będzie takim pożytecznym, wiekowym drzewem. Kiedy chłoniemy las wszystkimi zmysłami, czujemy, że jesteśmy jego częścią – kończy przewodniczka.

GSA_2599
Katarzyna Simonienko uczy uważności na leśne zapachy. Każdy porost pachnie inaczej
fot. grazyna saniuk

Krajobraz wewnętrzny

Po drewnianej kładce zmierzamy w stronę olsu, bagiennej części puszczy, w której przeważnie stoi woda. Przysiadamy. Rozmawiamy o podobieństwach między puszczą a naszym wewnętrznym krajobrazem. – Ostatnio z dzieciakami przyglądałam się siewkom dębu – wspomina doktor Simonienko. – Zauważyły, że tylko część z nich jest na tyle mocna, że może zamienić się w wielkie drzewa. Dzieci porównały je do pomysłów, które się rodzą w ich głowach. – Ja mam taką refleksję – mówi jedna z uczestniczek – że jedna część mnie jest tak silna jak ten dąb, a z kolei inna jest jak ten rachityczny kolczasty krzaczek. Obie rośliny są naturalną częścią puszczy. Więc może tak samo jest ze mną. I może nie ma w tym nic złego – zastanawia się. – Ja z kolei za każdym razem na tym krótkim odcinku drogi coś odkrywam, roślinę czy owada, których wcześniej nie znałam – przyznaje doktor Simonienko. – Kiedyś chciałam podróżować do puszczy amazońskiej i Nowej Zelandii, ale podczas moich wypraw do puszczy zrozumiałam, że nie muszę jeździć daleko, żeby było fascynująco i odkrywczo. Wypad do lasu może być głębszy i ciekawszy niż daleka podróż – zauważa. – Nie będziemy obejmować drzew? – pytam, kiedy znów ruszamy. – Oczywiście można, w shinrin-yoku jednak nie chodzi o „uzdrawiającą moc” poszczególnych gatunków drzew, ale o las jako całość. Sylwoterapia to trochę inna ścieżka, bardzo zresztą w tej części Polski popularna – tłumaczy doktor Simonienko – lecz to nie moja specjalność. Ja uczę, dlaczego mająca dwanaście tysięcy lat Puszcza Białowieska, z jej bioróżnorodnością, naturalnymi procesami, gniciem i rozkładem, jest źródłem tylu naturalnych, pozytywnych bodźców. Oczywiście to nie jest jedyne miejsce, gdzie można praktykować kąpiele leśne. Robię też zajęcia w innych lasach, gdzie można schodzić ze szlaku, poćwiczyć, poleżeć, posiedzieć. Każdy jest dobry, o ile jest duży. Warto znaleźć ten swój – radzi. Kończy się leśny spacer, a ja, jak po każdej kąpieli czuję błogość. W białowieskiej chacie zasypiam kamiennym snem. Sprawy niecierpiące zwłoki, nieodebrane telefony, nienapisane teksty są jak odległe galaktyki. Pod powiekami mam zieleń i ptasie trele. Czy jestem zdrowsza – nie wiem. Na pewno czuję się śpiewająco.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 09/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również