Skin flooding – metoda inspirowana koreańskimi rytuałami pielęgnacyjnymi – polega na nakładaniu kolejnych warstw kosmetyków, które pomagają wiązać wodę w naskórku i ograniczać jej utratę. Sprawdzamy, na czym polega, jakie przynosi korzyści i dlaczego w pielęgnacji więcej nie zawsze znaczy lepiej.
Spis treści
Choć nazwa brzmi spektakularnie, skin flooding (dosłownie „zalewanie skóry”) nie jest nowym odkryciem. To nic innego jak intensywne nawilżanie poprzez aplikowanie kolejnych warstw kosmetyków. Zaczynamy od delikatnego preparatu myjącego, następnie tonik lub esencja, serum z humektantami – najczęściej z kwasem hialuronowym, gliceryną czy aloesem – a na końcu krem bogaty w ceramidy i lipidy, który ogranicza utratę wody z naskórka. Najważniejszą zasadą jest aplikowanie kosmetyków na jeszcze wilgotną skórę, dzięki czemu humektanty wiążą wodę w naskórku. Ostatnia, emolientowa warstwa ma działać jako „domknięcie”, uszczelnienie zapobiegające ucieczce wilgoci.
Dlaczego skin flooding zdobył popularność? Mocno przyczyniła się do tego moda na koreańską pielęgnację i efekt zdrowej, świetlistej cery. Metoda jest prosta, nie wymaga specjalistycznych zabiegów, a pierwsze efekty, takie jak wygładzenie i poprawa napięcia naskórka, są widoczne niemal od razu.
Największym atutem skin floodingu jest intensywne nawilżenie skóry. A to jeden z najważniejszych elementów profilaktyki przedwczesnego starzenia. Dobrze nawodniony naskórek staje się bardziej elastyczny, miększy, a drobne linie i zmarszczki są mniej widoczne.
Odpowiednie połączenie humektantów z emolientami zmniejsza przeznaskórkową utratę wody (TEWL), poprawia funkcjonowanie bariery hydrolipidowej oraz zmniejsza uczucie ściągnięcia. To może być szczególnie pomocne, gdy skóra jest wyraźnie przesuszona – na przykład zimą, po kuracjach retinoidami, leczeniu izotretynoiną.
Specjaliści zwracają uwagę, że więcej nie zawsze znaczy lepiej. Nadmiar warstw i produktów może prowadzić do przeciążenia, zwiększać ryzyko podrażnień skóry oraz sprzyjać powstawaniu zaskórników – zwłaszcza u osób z cerą tłustą i trądzikową.
– W gabinecie bardzo często obserwuję, że problemem nie jest zbyt mała liczba kosmetyków, ale ich przypadkowy dobór – mówi Magdalena Lenczewska, kosmetolog, właścicielka butikowego salonu Skin Care Magdalena Lenczewska. – Skin flooding może okresowo poprawić komfort skóry odwodnionej lub z zaburzoną barierą hydrolipidową, jednak nie każda skóra potrzebuje kilku kolejnych warstw produktów nawilżających. Przy tłustej, trądzikowej lub z tendencją do zaskórników rozbudowana pielęgnacja może okazać się zbyt obciążająca.
Znacznie ważniejsze od liczby warstw są: właściwa formulacja produktu (czyli zestawienie składników aktywnych – red.) odpowiadająca na aktualny problem skóry, jego konsystencja oraz tolerancja. Moja rekomendacja? Zamiast nakładać kilka podobnie działających kosmetyków, wybieram jeden dobrze sformułowany preparat nawilżający, dopasowany do potrzeb skóry. Przy naruszonej barierze stawiam na składniki odbudowujące funkcje ochronne naskórka, a przy cerze trądzikowej na lekkie formulacje wspierające terapię bez niepotrzebnego obciążania skóry.