Są kosmetyki, które testuję z ciekawością, a potem... odkładam na półkę. Ale też takie, z którymi nie chcę się rozstać i które stają się niezbędnym elementem mojej codziennej pielęgnacji.
Spis treści
Jeśli kosmetyk potrafi sprawić, że wyglądam, jakbym przespała noc (podczas , gdy siedziałam przy komputerze do późna), ma u mnie duży plus. A ten potrafi. Nie tylko dzięki egzosomom, składnikom, o których było najgłośniej w tym roku, ponieważ wpisują się w trend pielęgnacji inspirowanej biotechnologią i wspierania naturalnych procesów zachodzących w skórze. W EXOSES, oprócz egzosomów pozyskiwanych z bakterii Lactobacillus brevis, znalazł się imponujący zestaw składników aktywnych: HPR, czyli nowoczesna forma retinoidu, Centella asiatica i krzem organiczny, a także niacynamid, arbutyna, pochodna witaminy C, ceramidy i kwas hialuronowy. Dzięki temu mocarnemu zestawowi krem nie koncentruje się wyłącznie na jednym problemie, ale dba o skórę kompleksowo. Gdy go używam, jest wygładzona, napięta i po prostu świeższa, a spojrzenie nabiera bardziej wypoczętego wyglądu. I jeszcze bonus. Krem wygładza także kontur ust!
W pewnym wieku skóra potrafi zmienić się bardziej niż się spodziewamy. Nagle staje się bardziej przesuszona, bardziej wrażliwa, traci elastyczność i równomierny koloryt. Kiedyś wystarczył dobry krem nawilżający, teraz twarz potrzebuje więcej uwagi i kosmetyków z dobrze dobranymi składnikami aktywnymi. Regenerujący krem przeciwstarzeniowy, podobnie jak cała seria More Than Pause BANDI to game changer w pielęgnacji dojrzałej cery. Ma w składzie kompleks Estrifemme, krzem i kwas hialuronowy, a także fosfolipidy i olej z nasion passiflory. Sprawdza się wtedy, gdy skóra potrzebuje silniejszego wsparcia. Lubię efekt, jaki zostawia - buzia jest miękka, nawilżona i wygląda na bardziej wypoczętą. Właśnie tego oczekuję od dobrego kremu: nie obietnicy zatrzymania czasu, tylko skóry, która wygląda po prostu lepiej.
Ochrona przed promieniowaniem UV to podstawa pielęgnacji przeciwstarzeniowej. A, że lubię skracać poranne rytuały do minimum, lubię kosmetyki, które pozwalają połączyć SPF z codzienną pielęgnacją i makijażem. Ten tonujący, mineralny krem przeciwsłoneczny zapewnia ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB, a także IR-A oraz światłem niebieskim HEV. Dodatkowo oferuje całodniową ochronę antyoksydacyjną, wspiera barierę ochronną skóry i pomaga utrzymać dobre nawilżenie. Latem zastępuje mi podkład. Krem ma lekkie do średniego, stopniowalne krycie, dzięki czemu mogę dopasować efekt do tego, czego akurat potrzebuję. Wyrównuje koloryt, delikatnie wygładza skórę i zostawia ją z naturalnym, promiennym wykończeniem.
Bardzo dbam o nawilżanie skóry całego ciała, ale lubię też, kiedy ma delikatnie złocisty, zdrowy koloryt. Dlatego chętnie sięgam po balsamy brązujące przez cały rok. Mixa Bright & Bronze szczególnie przypadł mi do gustu, bo został stworzony z myślą o skórze wrażliwej i przetestowany właśnie pod tym kątem. Daje stopniowy efekt opalenizny, więc łatwo kontrolować jej intensywność, uniknąć smug czy zbyt ciemnego koloru. W składzie zawiera trzy składniki, które zapewniają solidną pielęgnację: gliceryna (pomaga utrzymać nawilżenie skóry), roślinny DHA (odpowiada za stopniowe przyciemnienie skóry), masło shea (wspaniale zmiękcza i odżywia). Lubię ten balsam za naturalny efekt i to, że przede wszystkim zwyczajnie dobrze pielęgnuje. Po kilku aplikacjach ciało wygląda, jakby złapało trochę słońca, a skóra jest miękka i przyjemnie nawilżona.