Skin fasting to popularny trend w pielęgnacji skóry, który zakłada, że skóra potrzebuje odpoczynku od kosmetyków, aby mogła wrócić do naturalnej równowagi. Czy kosmetyczny "post" rzeczywiście działa na jej korzyść? Pytamy o opinię kosmetologa.
Skin fasting – skąd moda na kosmetyczny minimalizm?
Największą korzyścią czasowego kosmetycznego „postu" może być ograniczenie podrażnień wynikających z nadmiaru kosmetyków. Krótkotrwały reset pozwala również ocenić, które produkty rzeczywiście poprawiają stan skóry, a które wywołują niepożądane reakcje. Dla części osób uproszczenie pielęgnacji oznacza także odbudowę uszkodzonej bariery hydrolipidowej i wzmocnienie naturalnego potencjału obronnego skóry.
Specjaliści podkreślają, że skóra nie potrzebuje „detoksu” od kosmetyków. Nie istnieją badania potwierdzające, że odstawienie preparatów usuwa toksyny czy poprawia naturalne funkcjonowanie skóry. Całkowita rezygnacja z nawilżania może prowadzić do przesuszenia skóry, nasilenia objawów u osób z problemami dermatologicznymi, m.in. z atopowym zapaleniem skóry, egzemą czy trądzikiem. Szczególnie niebezpieczne byłoby odstawienie filtrów przeciwsłonecznych lub preparatów stosowanych z zalecenia dermatologa.
– Skóra nie potrzebuje „detoksu” od kosmetyków – mówi Magdaleny Lenczewska, kosmetolog i właścicielki butikowego salonu Skin Care Magdalena Lenczewska. – Potrzebuje pielęgnacji, która jest dobrze zaplanowana i możliwa do tolerowania. Jeżeli po odstawieniu części produktów kondycja skóry się poprawia, zazwyczaj nie oznacza to, że skóra zaczęła „odpoczywać”. Bardziej prawdopodobne jest, że wcześniej była przeciążona zbyt dużą liczbą składników aktywnych, drażniących formulacji albo często zmienianymi kosmetykami. W praktyce gabinetowej w okresie podrażnienia upraszczam pielęgnację do kilku podstawowych kroków: łagodnego oczyszczania, odpowiednio dobranego preparatu regenerującego oraz codziennej ochrony przeciwsłonecznej. Dopiero po odbudowie bariery stopniowo wprowadzam składniki aktywne, zgodnie z celem terapii.