Wino z... Zielonej Góry
Fot. iStock

Wino z... Zielonej Góry

Wyobraźcie sobie rozpalony letni dzień. Siadacie wygodnie na huśtawce w cieniu. W ręku książka i kieliszek... wina z Polski. To nie są żarty. Wystarczy pojechać na zachodnią granicę i odwiedzić zielonogórskie.

Na stoku, który łagodnie zbiega ku wijącej się w dole Odry, winorośl rośnie równymi rzędami. Wzniesienie w Cigacicach nie jest bardzo wysokie, ale daje za to szeroką perspektywę. Widok to niezapomniany i w Polsce niezwykle rzadki – takich winnic jak ta prowadzona przez rodzinę Krojciców szukać u nas z przysłowiową świecą.

Riesling ze Starej Winnej Góry smakuje delikatną słodyczą. Dobrze schłodzony pieści gardło i żołądek. Nie jest to żadna ukrytam reklama, a tylko zwykłe stwierdzenie faktu – wino produkowane nieopodal Zielonej Góry zaskakuje smakiem. Albo inaczej. Smak jest ważny, także w kontekście miejsca uprawiania winorośli.

Polska Toskania?

Zielona Góra, czyli dawny niemiecki Grünberg nie leży przecież w Toskanii czy choćby nad Renem. Tak, to prawda. Ale to właśnie tu wino uprawia się od setek lat (dokładniej od XII wieku). Uprawia, tworzy i wciąż znajduje na nie klientów chciałoby się napisać. Pogoda odgrywa bowiem szczególną rolę w końcowym efekcie, czyli jakości wina. „Zielonogórskie wino wywoływało namiętności, wśród autorów poezji, piosenek, burlesek i legend. Chyba żaden inny niemiecki region winiarski nie doczekał się tylu utworów. Szczególnie smak i jakość miejscowego wina stała się kanwą wielu lokalnych legend. Jedna z nich mówiła, iż w Zielonej Górze niepotrzebny był kat. Wystarczył wyrok śmierci i dzban wina, które należało wlać skazanemu i przywiązać go na noc do ławy. Rano wyrok był wykonany, bowiem kwaśne wino przeżarło nieszczęśnikowi żołądek” – piszą na stronie miejscowego muzeum. Tyle, że to legendy, a na pewno historia. W czasach PRL produkowano tanie wina o kiepskim smaku, ale dziś jest całkiem inaczej. „Liryczny” to właśnie dowód, że komuś się chciało (konkretnie rodzinie Krojcigów) i potrafili stworzyć tu region winiarski z prawdziwego zdarzenia.

Winobranie

Odbywa się właściwie co roku. Zawsze we wrześniu, gdy kończy się zbiór i winne grona trafiają do przeróbki. Czy w tym roku planów nie pokrzyżuje wirus, nie wiadomo. Ale na razie organizatorzy zapowiadają, że impreza – mają nadzieję – dojdzie do skutków. Dopiero tam, na Starym Rynku, nieopodal ratusza, można się przekonać, że okolica słynie z wina. Chcecie prostego dowodu? W ubiegłym roku na liście znalazły się 32 winnice! Do wielu z nich kursował WINO-bus, który dowoził chętnych do zwiedzania i próbowania. I tak przez tydzień. Z winem, naprawdę, nie ma żartów.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również