"Ulegam zachwytom, a nie trendom". O stylu i modzie na odpowiedzialność rozmawiamy z Kasią Sokołowską
Fot. Aldona Kaczmarczyk

"Ulegam zachwytom, a nie trendom". O stylu i modzie na odpowiedzialność rozmawiamy z Kasią Sokołowską

Czy aby być modnym, naprawdę trzeba śledzić trendy? Jak pogodzić miłość do mody z miłością do planety? I w jaki sposób stworzyć garderobę, z której wyjdziemy świetnie ubrani, a nie przebrani? Na nasze pytania odpowiada Kasia Sokołowska, przed którą moda i styl nie mają żadnych tajemnic.

Masz w swojej szafie ubrania, które będą w niej zawsze? Niezależnie od zmieniających się trendów?

Pewna część ubrań w mojej szafie rotuje, ale mam wrażenie, że z upływem czasu i z coraz większą dojrzałością, te rotacje są coraz mniejsze. Oczywiście sezonowość w modzie jest bardzo pociągająca, ale wydaje mi się, że od lat trochę inaczej już tę modę konsumuję. Pomijając fakt, że jestem wielbicielką klasyki i minimalizmu, myślę, że jeszcze kilka lat temu pozwalałam sobie na więcej modowych "eksperymentów". Świat mody jest dla mnie oswojony, łatwo się w nim poruszam, zatem i łatwiej mi było pozwalać sobie na różne "wyskoki". Dziś 80% mojej szafy to minimalizm i uproszczenia. Zmienności i charakteru szukam raczej w dodatkach, niż w samym ubraniu. Jeśli pytasz mnie o konkretne rzeczy, które z mojej szafy na pewno nie wyjdą, to będzie to zestaw klasycznych marynarek z dobrych tkanin, zwykle takich o bardziej męskim kroju. 

Oprócz elementów, które kupiłam, mam też w szafie trochę ubrań vintage, które trafiły do mnie ze swoją własną, nierzadko długą historią. Ukochaną rzeczą z tego rodzaju jest na przykład sukienka YSL z lat 90. Czarna, wieczorowa, jedwabna, na jedno ramię, z wykończeniem z koronki... Bardzo prosta i klasyczna. Taka, która nigdy moim zdaniem nie wyjdzie z mody. Wielokrotnie używam jej na różne okazje. 

A takie z jeszcze dłuższą historią? Posiadasz w swojej garderobie jakieś cenne, odziedziczone rzeczy?

Od dzieciństwa fascynowała mnie szafa mojej mamy. Pamiętam, że jako młoda dziewczyna bardzo chętnie korzystałam z tej szafy, nawet ze zbioru jej butów z  młodości, które już wówczas nie były w trendach, a fascynowały mnie swoją formą. Ja, na całe szczęście miałam taki sam numer buta! (śmiech) Z ogromną przyjemnością wertowałam różne pudła, kufry i wieszaki na strychu naszego domu w Kazimierzu Dolnym. Odnajdywałam tam prawdziwe skarby: kaszmirowe sukienki, lakierowane płaszcze z klamrami i sztucznym futrem, rzeczy które wówczas mnie, studentce, wydawały się niezwykle ekscytujące. W tamtym okresie uprawiałam całe mnóstwo takich właśnie modowych eksperymentów. Wyrażanie się poprzez ubranie to pewnie naturalny element i etap studiów artystycznych. Każdy kto jest z modą czy sztuką za pan brat, taki okres w swoim życiu przechodzi.

Teraz z kolei, jak sama zresztą wspomniałaś, Twój styl można określić głównie jako minimalizm...

Tak, dziś bliska jest mi idea, że w życiu najczęściej szukamy jednak pewnych uproszczeń. Wydaje mi się, że to uproszczenie, wyczyszczenie swojej przestrzeni i rzeczy wokół siebie, sprzyja pracy. Szczególnie, jeśli mówimy o zawodach związanych z modą. Niejednokrotnie przechodziłam momenty buntu, kiedy miałam ochotę pozbyć się wszystkiego i zostawić tylko kilka "masterpiece'ów". Ale to niemożliwe. Przynajmniej dla mnie, przy moim zawodzie. Ma on tyle oblicz, przez medialne po takie czysto backstage'owe, że nie da się spędzić życia w jednym klimacie ubrania. Co zresztą też jest fajne - i tu sięgamy w obszary dresscode'u. Uwielbiam okazjonalne wyjścia, do opery, na imprezę z przyjaciółmi, czy na urodziny do cioci. Fajnie jest mieć te okazje na zabawy ubraniem. Co zresztą dobitnie pokazały nam pandemia oraz lockdown!

Czy to właśnie mityczna szafa Twojej mamy sprawiła, że postanowiłaś zajmować się zawodowo modą?

Na pewno moja mama, w kwestii mody, była dla mnie ikoniczna. Pamiętam doskonale jej suknie z gołymi plecami, w ogromne kwiaty czekoladowo-biało-zielone na przykład - i to jeszcze zdobywane w tamtych czasach! W zasadzie od zawsze miałyśmy krawcową, ubrania były robione specjalnie dla nas i od kiedy pamiętam, miałam w sobie przekonanie, że ta misterna ścieżka tworzenia ubrania, szycie na miarę i tak dalej, ma duże znaczenie. To bardzo silne wspomnienie z dzieciństwa. Do dzisiaj pewnie ponoszę jego konsekwencje! (śmiech)

To były takie czasy, kiedy pojęcie fast fashion w zasadzie jeszcze nie istniało, wszystko było trudne do zdobycia, wszystko trzeba było sobie samodzielnie stworzyć lub uszyć. W pewnym sensie wszystko było unikatowe. I takie podejście do mody, do ubrań utrwaliło się, przynajmniej w moim pokoleniu.

Dziś za to mamy pełną dominację "szybkiej mody". Produkujemy za dużo, za dużo kupujemy, tym bardziej, że co pół roku trendy podpowiadają nam co innego. Które trendy, z tych które obowiązują w tym sezonie, są ponadczasowe?

W obecnych czasach pojęcie trendów jest niezwykle szerokie. W zasadzie mówi się, że w modzie można znaleźć wszystko i to jest prawda. Ponieważ pracuję od lat z projektantami i z premierowymi kolekcjami, mam do tego stosunek bardzo osobisty. Posiadam dostęp do tych kolekcji, od początku do końca, nauczyłam się więc wyjmować z nich poszczególne elementy i uzupełniać nimi moją szafę lub ją modyfikować. Właściwie nigdy nie korzystam z gotowych receptur. 

Z obecnych trendów wyjęłam na przykład świetny trencz MMC studio w drobną zieloną pepitkę z szerokimi ramionami. Wydaje mi się ponadczasowy i jestem pewna, że będę go nosić jeszcze przez kilka sezonów. Kolejna rzecz to kamizela w kolorze toffi ze sztucznego futra od Max Mary - wzór przetwarzany przez nich od lat. Gdy ją zakładam, mam wrażenie, że będzie ze mną przez kolejne lata.

Moim zdaniem trendy nie są nigdy związane tylko z modą. Nasze wybory i preferencje co do trendów zależą od naszego postrzegania świata, momentu, w którym się znajdujemy, stylu życia, potrzeb, dojrzałości, świadomości. Owszem, ciągle ulegam zachwytom i to jest fajne. Ale od dawno nie ulegam trendom czy presji bycia modnie ubraną.

Zresztą co dziś oznacza bycie "modnie ubraną"? Zdaniem moich dużo młodszych przyjaciół czy członków rodziny to na przykład rzeczy vintage, rzeczy które nosiło się w latach 90. Mnie za to ciągle pociągają lata 70.

W jakiej epoce modowej się widzisz?

Wychowałam się w kostiumie renesansowym i barokowym, bo grałam muzykę klasyczną i dawną! I w zasadzie gdybym się teraz tak ubrała, to też pewnie czułabym się w nim dobrze. (śmiech) A na poważnie, nie przychodzi mi do głowy żadna konkretna epoka. Raczej po prostu konkretny styl. Lubię mieszać, eksperymentować. Lubię minimalizm z domieszką orientu, dużo biżuterii i "mało" ubrania". I mam tu na myśli nie, ilość tego ubrania, a fakt, że nie zawsze ono gra główną rolę.

Zawsze lubiłam dobre buty, dodatki i torby. Można być niesamowicie ubranym, ale to są takie elementy, które mogą wszystko 'zrobić' albo wszystko popsuć. No i wierność sobie. To najważniejsza zasada w modzie.

Nie ma nic gorszego niż ktoś przebrany. Nie przebrany w rozumieniu celowego i świadomego zabiegu. Ale czuje się przecież, kiedy ktoś jest przebrany przez stylistów czy przez siebie i do końca tego ubrania nie czuje. A są czasem też i takie niebieskie ptaki, których ubranie jest niezwykle odważne i "odjechane", a wszystko tam się zgadza. Styl to również kwestia charyzmy, charakteru, tego co się ma do powiedzenia. Styl jest istotny, nie wiem czy nie bardziej niż samo ubranie.

Starasz się podchodzić do mody odpowiedzialnie?

Zdecydowanie tak. U mnie ta odpowiedzialność i jej świadomość rośnie. I to już od wielu lat. Nawet wtedy, kiedy ten temat jeszcze nie był praktycznie poruszany. Kiedy projektanci robili po sześć kolekcji w roku, bo taki był rynek, takie były napięcia i narzucane normy.

Nawet wówczas kiedy zawodowo byłam zakopana w tonie ubrań, a moda cały czas wokół mnie krążyła, zawsze miałam potrzebę uproszczeń. Nadmiar mnie męczył. Zawsze powtarzałam, że najbardziej chciałabym mieć w szafie dwie marynarki, jedną sukienkę i trzy pary butów i marzyłam o tym, żeby podróżować bez bagażu. (śmiech) 

Cieszę się, że coraz głośniej mówi się o tym, że moda powinna być odpowiedzialna, że warto świadomie dokonywać wyborów, stawiać na jakość a nie ilość. Warto jednak też pamiętać, że dopóki  wszystkie te rzeczy, które są robione z większym poszanowaniem środowiska i zrównoważonego rozwoju nie będą tańsze, to fast fashion wciąż będzie istnieć. To przecież głównie są powody ekonomiczne. Przyczyną popularności "szybkiej mody" nie jest fakt, ze ludzie codziennie chcą nosić cos nowego, ale to, że ta sukienka jest wielokrotnie tańsza od tej jednej droższej. I to jest problem.

Co doradziłabyś mi, gdybym poprosiła Cię o pomoc w "oczyszczeniu" mojej garderoby. Mnóstwo mam w niej rzeczy, których od lat nie używam, a żal mi się z nimi rozstać. Jak skonstruować sobie szafę idealną? 

Najchętniej wysłałabym Cię do dobrego stylisty, który zna Ciebie i Twoje potrzeby. Nawet ja sama komponując swój styl i swoją szafę, tez słucham innych. Wydaje mi się, że dobry stylista, który zna zarówno Ciebie, jak i rynek, na pewno może niesamowicie pomóc i świetnie pokierować. Czasem warto do swojej szafy podejść bardziej drastycznie. Jesteśmy chomikami, kupujemy za dużo, zamiast na jakość, stawiamy na ilość. A to błąd.

Ciekawym zjawiskiem okazały się też dla mnie w kwestii reorganizacji szafy pandemia i lockdown. Zaczęłam sięgać w dużo odleglejsze rewiry mojej szafy i okazało się, że znajdują się tam wspaniałe rzeczy. Na co dzień najczęściej naszą uwagę w głównej mierze skupiają rzeczy w pierwszym rzędzie. Do tego dochodzi pośpiech i przyzwyczajenie. 

Ja mniej więcej 2-3 razy do roku spotykam się z różnymi specjalistami od rzeczy z drugiej ręki (nieoceniona jest pomoc Pauli z Keep The Label) i razem tę szafę układamy. Warto dbać o to, aby szafą rządziły funkcjonalność, twoje potrzeby i styl. Po co nie sięgniesz, to zawsze jesteś Ty. Poznanie swojego stylu i jego jednorodność to jest klucz do sukcesu. A potem, gdy masz już dobrą bazę,  zawsze można zacząć eksperymentować. Aby jednak tę bazę osiągnąć, warto "oczyścić" teren. Czasem radykalnie.  Ja na przykład rzeczy, których już nie noszę, wprowadzam w drugi obieg. Podobną metodą pozyskuję również nowe ubrania. I bardzo mi się to podoba.

To naprawdę fantastyczne w dzisiejszych czasach, że rynek z drugiej ręki stał się normą. I to bardzo fajną normą, której nikt już nie kwestionuje. Nowe pokolenie wręcz przeciwnie - eksponuje swoje zdobycze vintage, odnajduje w nich wartość. I to jest naprawdę świetny, bardzo odpowiedzialny trend!

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również