Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada lekarka medycyny estetycznej dr Iwona Radziejewska-Choma, 42 lata
Doktor Iwona Radziejewska-Choma
Fot. Materiały prasowe

Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada lekarka medycyny estetycznej dr Iwona Radziejewska-Choma, 42 lata

Doktor Iwona Radziejewska-Choma jest właścicielką kliniki Saska Clinic w Warszawie. Uwielbia – jak mówi – „szydełkową robotę” przy likwidowaniu pajączków. Stara się korygować nie objawy, ale przyczyny urodowych problemów. Wtedy efekty wyglądają bardziej naturalnie i są trwalsze. Nam opowiada, co na skórze jej i pacjentek sprawdza się najlepiej. 

Jest pani flebologiem, czyli lekarzem, który zajmuje się zdrowiem naczyń krwionośnych. Czy w medycynie estetycznej też specjalizuje się pani w likwidowaniu naczynek?

Tak. Co ciekawe, w walce z żylakami medycyna zrobiła postęp, coraz częściej pozbywamy się ich bezoperacyjnie i na zawsze. Jednak walka z pajączkami i rumieniem na twarzy nie daje tak trwałych efektów. 

Dlaczego? 

Bo tu naczynka są kruche, a u nas, Słowianek, położone wyjątkowo blisko powierzchni skóry. Dlatego są wrażliwe na wiele czynników zewnętrznych: przesuszenie, zmiany temperatury, światło jarzeniówek i komputerów oraz smog, który jest odpowiedzialny za stany zapalne. Wiem, bo sama też mam poważny problem z naczynkami. 

Mieszka pani w Warszawie, w niekorzystnych warunkach, a jednak nie widać u pani zaczerwienienia. 

W ubiegłym roku aż trzy razy zamykałam naczynka laserem jesienią i wiosną. To najlepszy czas, bo nie ma mrozów ani ostrego słońca. Część pajączków wróciła. Na szczęście niewielka, do poprawy wyglądu wystarczy jeden zabieg. Ważne jest też to, że przez cały rok wzmacniałam i pogrubiałam skórę. 

Co to ma do rzeczy?

Pogrubiając naskórek, oddalam płytko położone naczynka od czynników zewnętrznych. 

 Jakie zabiegi mają taką moc?   

Poddaję się naprzemiennie mezoterapii, na przykład nawilżającym kwasem hialuronowym, i ostrzykiwaniu osoczem pobieranym z krwi, pobudzającym produkcję kolagenu. Dzięki temu mogę się uszczypnąć, a wcześniej nie miałam za co chwycić. Skóra jest teraz bardziej mięsista, mocna. I mniej się czerwieni. 

Pilingów pani nie robi? 

Oczywiście, że robię. Te nowoczesne nie powodują mocnego złuszczania, a stosowane konsekwentnie ładnie odmładzają skórę. Nie mogę nakładać jedynie retinolu. Próbowałam przyzwyczaić do niego swoją wrażliwą skórę, ale on ciągle działa na nią drażniąco.  

Jak często wykonuje pani sobie te wszystkie zabiegi?

Mniej więcej co półtora miesiąca. Albo mezoterapię, albo osocze, albo piling. Zamiennie na twarz, szyję, dekolt, ale też na dłonie i skórę głowy. Najbardziej lubię stosować osocze, bo zawiera to, co mamy we krwi najlepszego. 

Poczta pantoflowa donosi, że podczas jednego zabiegu w każdą część twarzy pacjentki wstrzykuje pani inny preparat. Prawda? 

Prawda. Bo czym innym łagodzi się cienie pod oczami, a czym innym niweluje tzw. dolinę łez, gdzie łatwo wywołać opuchliznę. W żuchwę i dół twarzy zazwyczaj wstrzykuję preparat mocno stymulujący kolagen lub robię zabiegi urządzeniami poprawiającymi napięcie skóry. A jeśli ktoś nie ma wyrazistych kości policzkowych, odmładzam tę okolicę, wprowadzając głęboko tłuszcz pobrany z brzucha lub boczków albo gęsty kwas hialuronowy. Nie wstrzykuję go do dolnych partii, bo mocno przyciąga wodę i może optycznie obciążać twarz. Tu wolę użyć tzw. hydroksyapatytu wapnia, który pobudza produkcję kolagenu. Usta wypełniam najczęściej kwasem hialuronowym. Oszczędnie, by wyglądały naturalnie. Poza tym tutaj mamy mało hialuronidazy – naturalnego enzymu rozpuszczającego kwas hialuronowy. Bywa, że po trzecim lub czwartym zabiegu kwas rozpuszcza się opornie, nie do końca. Widzę to u siebie. 

Co jeszcze pani sobie zrobiła?

Botoks. By wygładzić lwią zmarszczkę między brwiami, bo srogo wyglądałam. Okazało się, że jestem na toksynę wyjątkowo wrażliwa – wystarczyła odrobina i ciągle widzę efekt, choć minął rok. Wstrzyknęłam botoks również w mięśnie przy żuchwie, tzw. żwacze i obniżacze kącików ust. Bo podczas ćwiczeń fizycznych napinałam je mocno i przez to ciągnęły całą twarz w dół. Po zabiegu się rozluźniły, twarz się uniosła. Podobny lifting botoksem można zrobić na szyi, gdy ktoś ją mocno napina, np. podczas wysiłku lub w stresie.  

Działa pani na przyczynę. 

Tak. Bo gdy ktoś ma dużą bruzdę przy ustach i chce, żeby skóra się uniosła, lepiej jest wstrzyknąć kwas hialuronowy w okolice kości policzkowej. Efekt będzie naturalniejszy i trwalszy, niż gdybym podała wypełniacz w samo zagłębienie. Czasem trzeba wyprostować zęby, skorygować zgryz, a dopiero na koniec lekko coś poprawić zabiegiem medycyny estetycznej. 

To może należy odmładzać kości, które są „praprzyczyną” starzenia się twarzy?

Próbuję eksponować te, które z wiekiem się zapadły albo przesunęły – wstrzykuję w ich okolice gęsty wypełniacz. Tak koryguję kształt brody, żuchwy, policzków, skroni. Jednak o jakość skóry też dbam, by była jędrna i elastyczna. 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 01/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również