Jak znaleźć miłość na serwisach randkowych?
Fot. iStock

Jak znaleźć miłość na serwisach randkowych?

Myślisz, że pandemia to nie najlepszy moment na nowe uczucie? Sylwia Stodulska-Jurczyk z działu porad serwisu Sympatia.pl i współautorka książki "Miłość na celowniku. Jak szukać, żeby znaleźć?" przekonuje, że jest wprost przeciwnie – dziś single bardziej niż kiedykolwiek chcą stworzyć stały związek. Sprawdź, jak powinien wyglądać profil, którym przyciągniesz uwagę, co ujawnić w opisie, a o czym powiedzieć dopiero na randce i dlaczego warto zrobić pierwszy krok.

W Polsce 50 proc. singli szuka miłości w internecie. W USA jedna na pięć relacji zaczyna się w sieci. A jeszcze kilka lat temu wiele osób uważało, że korzystanie z serwisów to przejaw desperacji i że lepiej nie przyznawać się do tego znajomym.
Sympatia kończy w tym roku 18 lat. Ja pracuję w niej od 2008 roku i potwierdzam – dużo się przez ten czas zmieniło. Przede wszystkim dlatego, że oswoiliśmy się z internetem, stał się dla nas codziennością. W sieci czytamy wiadomości, robimy zakupy, płacimy rachunki, więc szukanie  tu partnera też wydaje się już naturalne. Zwłaszcza że to dobre rozwiązanie, jeżeli jesteśmy zabiegani. Dzisiejsi single mają konta na różnych portalach, często także na tych sprofilowanych, np. dla katolików czy smakoszy. Mimo wszystko stereotypy, o jakich pani mówi, wciąż pokutują. Najpopularniejszy głosi, że serwisy randkowe są dla desperatów i nieudaczników. A prawda jest taka, że większość użytkowników Sympatii to single w wieku od 25 do 44 lat, z których połowa ma wykształcenie wyższe,    a 1/3 średnie. Nie są to żadni desperaci ani nieudacznicy. Kolejny mit? Że po drugiej stronie są sami oszuści. Jednak z naszych badań, a robimy je regularnie, wynika, że 83 proc. użytkowników szuka stałego partnera, chce stworzyć poważny związek.

Ale w badaniu przeprowadzonym w USA przez agencję OpinionMatters wyszło, że aż 53 proc. użytkowników portali randkowych zamieszcza nieprawdziwe informacje na swoich profilach. Przodują w tym kobiety, które publikują nieaktualne zdjęcia, by zaprezentować się młodziej. Chyba więc jednak trochę oszukujemy?
Oczywiście, my też się z tym spotykamy. Często apelujemy do singli, że jeśli chcą coś podkoloryzować lub ukryć, to ich decyzja, ale spotkanie wszystko zweryfikuje. Z moich obserwacji wynika jednak, że ludzie, którzy szukają poważnego związku, nie oszukują, piszą o sobie prawdę.

Wydawałoby się, że pandemia nie jest najlepszym momentem na poznawanie nowych osób. A jednak serwisy randkowe cieszą się dziś jeszcze większą popularnością.
To prawda. Największy wzrost aktywności singli miał miejsce na przełomie kwietnia i maja. Wtedy dołączyło do nas najwięcej nowych osób. I były znacznie bardziej aktywne niż wcześniej. Liczba moderowanych przez nas profili wzrosła o 50 proc w stosunku do tego samego okresu w poprzednim roku. O 56 proc. wzrosła liczba zdjęć wysyłanych między użytkownikami. Kolejne zmiany to przyrost aktywnych użytkowników naszej aplikacji – o 20 proc. i wiadomości wysyłanych przez jednego użytkownika przez wewnętrzny komunikator Sympatii – o 13 proc. Średni czas spędzany w portalu wynosił przed pandemią 1,5 h, podczas lockdownu wzrósł do 2 godzin.

Single nie mogli jak wcześniej chodzić do klubów i na imprezy, przenieśli więc życie do sieci. Dobrze rozumiem?
Tak, ale to nie wszystko. Pandemia dała im do myślenia. W marcu jeszcze nie było wiadomo, że ona tak długo potrwa, za to w kwietniu i w maju zaczęliśmy dostawać sygnały od naszych użytkowników, że biorą się za swoje życie uczuciowe, bo mają dość samotności. I że nigdy więcej nie chcą przeżyć czegoś takiego jak lockdown w pojedynkę. Jedna z młodych kobiet zwierzała nam się, że odczuwała wtedy bardzo silny lęk. Całymi dniami nie widywała nikogo, chyba że rodziców i znajomych na ekranie komputera, gdy rozmawiała z nimi na Skypie czy Zoomie. Była przerażona, brakowało jej bliskości drugiego człowieka. Inna kobieta mówiła nam, że wcześniej była na różnych portalach randkowych, ale myślała, że ma jeszcze dużo czasu na poważny związek. Była zajęta studiami i pracą, ale w momencie gdy zamknęła się w czterech ścianach, poczuła to samo co ta pierwsza. Postanowiła zmienić priorytety i znaleźć partnera. Ekspertka Sympatii dr Julita Czernecka zauważyła też, że single zaczęli uprawiać slow dating.

Czym jest slow dating?
To przeciwieństwo niezobowiązującego flirtowania z wieloma osobami.

Tak było dotąd – część singli poznawała jednocześnie wiele osób i szybko spotykała się z nimi w realu. To zazwyczaj kończyło się seksem na pierwszej randce. Lockdown uniemożliwił takie zachowanie, więc użytkownicy naszej strony zmienili taktykę i zaczęli powolne poznawanie się z jedną lub dwiema osobami. Zamiast szybkiego spotkania i szybkiego seksu były dłuższe rozmowy, które pozwalały dobrze się poznać. I co bardzo ciekawe, gdy już lockdown się skończył, ci sami ludzie nadal uprawiają slow dating. Nie  wrócili do dawnych zwyczajów, czyli flirtowania z pięcioma osobami jednocześnie. Ta zmiana dotyczy szczególnie mężczyzn, którzy doszli do wniosku, że nie potrzebują już powierzchownych znajomości, z których nic nie wynika.

Lockdown się skończył, ale epidemia nie. Czy nadal randki odbywają się w sieci?
Już się do niej nie ograniczają. Na początku pandemii ludzie organizowali sobie wirtualne spotkania – wspólnie oglądali w internecie filmy, wystawy i koncerty, gotowali, zamawiali jedzenie z tych samych restauracji. Teraz raczej już się widują.

Przenieść życie do sieci najbardziej przydałoby się osobom z grupy ryzyka, czyli np. seniorom. Ale oni chyba mają większy problem, by funkcjonować w tak dużym stopniu online.
Radzą sobie coraz lepiej. Gdy zaczynałam pracę w Sympatii, odzywało się do nas mnóstwo starszych osób, które nie wiedziały, jak dodać zdjęcie czy zaakceptować opis. Dziś próśb o pomoc jest nieporównywalnie mniej. Seniorzy korzystają przecież z internetowych kont bankowych, robią zakupy online. Mam natomiast wrażenie, że oni zakładają profile najczęściej pod wpływem swoich dorosłych dzieci. Choć była u nas i taka pani, która się wstydziła przyznać córce, że poznała kogoś na portalu. Czasem też dwie starsze panie, które się przyjaźnią, zakładają w tym samym czasie profile i nawzajem się motywują. Na pewno warto próbować. Bo mamy i 18-latków przekonanych, że znaleźli na Sympatii miłość , i 70-latków piszących dokładnie w tym samym tonie, mówiących, że mają motyle w brzuchu. Nieraz słyszymy historie ludzi w podeszłym wieku, którzy porzucają dotychczasowe życie i jadą za miłością do innego miasta, a nawet za ocean.

Podobno szczególnie warto polecić portale randkowe osobom nieśmiałym.
Sam portal nie jest receptą na nieśmiałość, ale na pewno jest dobrym narzędziem dla osób, które nie potrafią iść do klubu i zagadnąć kogoś, kto wpadł im w oko. Ja też byłam taką osobą. Gdybym poznała męża na imprezie, chyba bym się do niego nie „przebiła”, bo jesteśmy zupełnie innymi osobowościami. Internet dał mi możliwość pisania, a zawsze wolałam język pisany niż mówiony.

W książce „Miłość na celowniku” razem z Joanną Godecką zachęca pani kobiety, by robiły pierwszy krok. Mężczyźni naprawdę tego oczekują?
Tak, liczą na to, często nas pytają, co zrobić, by ośmielić kobiety. Bo bywa, że oni piszą do 10 kobiet jednego wieczora i nie mają żadnej odpowiedzi, a w tym samym czasie 10 innych kobiet siedzi po drugiej stronie i ma obawy, czy zagadnąć tego mężczyznę.

Jak przełamać opór przed takim pierwszym krokiem?
Trzeba pomyśleć, że nie robiąc go, zamykamy sobie szanse, by kogoś poznać. I że ewentualny

Brak odpowiedzi to nie koniec świata. To nie jest sprawdzian. Każdy, my też, ma prawo nie odpowiadać na wiadomość. Nie róbmy z tego problemu. Często słyszymy od naszych użytkowników, że rok bezskutecznie szukali, nikt im nie odpowiadał, a tu nagle strzał w dziesiątkę. Warto czekać, nie zniechęcać się.


Mam wrażenie, że trzeba posiąść szczególne umiejętności komunikacyjne, by randkować w sieci. W książce przytacza pani przykład takiej wiadomości: „Cześć, chciałbym cię zaprosić na randkę przy dobrej kawie. Moim celem jest bliższe poznanie się i spędzenie razem miło czasu. Szukam tu prawdziwej miłości. Mam nadzieję, że niebawem mi odpiszesz i nie przejdziesz obojętnie obok mojej wiadomości. Pozdrawiam i czekam na wiadomość od ciebie. Andrzej”. I ów Andrzej dostał na to odpowiedź: „Sp...j, nie jestem zainteresowana seksem”.
Bo ta wiadomość nie była w żaden sposób spersonalizowana i brzmiała jak szablon wysyłany do kilkudziesięciu różnych kobiet. Jednak chciałabym zaznaczyć, bo nie napisałyśmy o tym w książce, że wiele innych kobiet na tę samą wiadomość zareagowałoby pozytywnie. Nawet dziś zdarzają się związki, które zaczęły się od zagajenia „Hej, poklikamy?”, co przecież nie znaczy nic. Generalnie jednak przyda się trochę pomysłowości. Podam taki przykład: mężczyzna wysłał w wiadomości ikonkę psa, po czym napisał: „Azor, wracaj! Przepraszam, zawsze podbiega do ładnych kobiet”.  Myślę, że warto z niego czerpać inspirację.
   

A jak powinien wyglądać profil, który zwróci uwagę użytkowników serwisu?
Najważniejsze jest zdjęcie: wyraźne, pozytywne, pogodne. Takie, na którym jesteśmy w naturalnej dla siebie sytuacji. Choć trzeba zachować czujność. Jedna z naszych użytkowniczek skarżyła się się psycholożce Joannie Godeckiej, która jest ekspertką Sympatii, że nic jej nie wychodzi na portalu, że dostaje same rubaszne wiadomości. Okazało się, że zamieściła zdjęcie ze swoich lekcji tańca na rurze i panowie uznali, że jest zainteresowana tylko seksem.

Niestety na portalu musimy się, jakkolwiek to brzmi, umieć sprzedać. Starannie dobierać zdjęcia, nie wysyłać mylnych sygnałów. Ważny jest też opis. Profil z opisem ma o kilkadziesiąt procent większe szanse na sukces – potwierdziliśmy to badaniami.


Podobno warto zaznaczyć w nim swoje oczekiwania.
Tak, najlepiej w pozytywny sposób. Piszmy, co w ludziach lubimy, a nie co nam przeszkadza. Nie piszmy o nieudanych związkach i rozczarowaniu mężczyznami, bo to odstrasza. Bywa wprawdzie i tak, że spotykają się dwie zranione dusze, a relacja jest budowana na wymianie trudnych doświadczeń. Lepiej jednak przejść do tego w czasie rozmowy, a nie w opisie. Tu pokażmy się jako osoby otwarte na innych, pozytywne.

Wracając na chwilę do zdjęć – w pani książce czytamy radę, by nie pokazywać się na nich z dziećmi.
Zdarza się, że mężczyźni wrzucają zdjęcia z dziećmi np. siostry, bo chcą pokazać się jako czuli i rodzinni. Tyle że jesteśmy wzrokowcami. Szybko przeklikujemy się przez konta, albo widzimy miniaturkę profilu w wyszukiwarce i uznajemy, że mamy do czynienia z samotnym ojcem. Nie wejdziemy już na ten profil, nie dotrzemy do informacji, że mężczyzna pokazał się z chrześniakiem. Niestety to trochę działa jak w sklepie internetowym – chcemy wziąć to, co najlepsze.

Czyli samotny ojciec nie jest najlepszym towarem. Szukamy ludzi bez zobowiązań. A samotne mamy znajdują miłość na serwisach randkowych?
Mamy ich wiele na Sympatii. Udaje im się znaleźć partnerów. Samotni ojcowie też zresztą znajdują sobie partnerki. I część już w opisie zaznacza, że ma dzieci. Przyznaję jednak, że sytuacja takich osób jest bardziej skomplikowana. Jedna z naszych użytkowniczek spotykała się z mężczyzną dłuższy czas, ale on ciągle miał wrażenie, że coś przed nim ukrywa. Często było tak, że nagle przerywała randkę i w pośpiechu wychodziła. Po pół roku powiedziała, że ma dwóch synów. Mężczyzna miał dylemat, co zrobić, bo udało im się już zbudować relację, stali się sobie bliscy, ale nie podobał mu się brak szczerości. Ostatecznie zrozumiał obawy partnerki. Ona chciała, żeby najpierw poznał ją i dopiero potem dowiedział się, że są jeszcze inne ważne osoby w jej życiu. Takie rozterki znane są też bardzo dobrze osobom niepełnosprawnym. Także zastanawiają się, czy od razu ujawniać prawdę czy dopiero na randce. Szczerość niestety często wiąże się z odrzuceniem, ale nie powiedzieć i potem wybrać się na spotkanie na wózku? To też nie wydaje się dobrym rozwiązaniem. To są bardzo trudne sprawy.

A nawet te osoby, które mają mniej skomplikowaną sytuację, bardzo się stresują spotkaniem. Aż 40 proc. czuje paraliżujący lęk przed randką.
To pokazuje, jak sami siebie postrzegamy. Bo nie jest to strach przed spotkaniem kogoś, kto nam się nie spodoba, tylko przed tym, że to my się nie spodobamy. Zdecydowanie mniej będziemy się jednak bać, gdy już na etapie rozmów w sieci będziemy szczerzy, czyli znów wracamy do tematu prawdomówności.

Choć mówiłyśmy już, by nie obawiać się oszustów, wciąż zdarza się, że kobiety padają ofiarami wyłudzaczy, którzy najpierw je w sobie rozkochują, a potem proszą o pieniądze. Czy da się odsiewać oszustów już na etapie profilu?
Nie jest to łatwe. Bo np.

brak zdjęcia wzbudza nasze podejrzenia, a  może być tak, że po drugiej stronie siedzi wykładowca akademicki, który nie chce być rozpoznany przez studentów. Może to być także celebryta – i takie mieliśmy przypadki.


O, to zatem nawet zachęcające, by napisać do kogoś, kto nie pokazuje twarzy.
Jedna z celebrytek ją pokazywała i zlikwidowała konto na Sympatii, bo miała wrażenie, że mężczyźni nie traktują jej poważnie, że piszą do niej tylko dlatego, że ma znane nazwisko, ale nie chcą jej naprawdę poznać. Z kolei jednemu z celebrytów zablokowaliśmy profil, przekonani, że ktoś ukradł mu zdjęcie i podszywa się pod niego. Zadzwonił do nas z pytaniem, dlaczego mu to zrobiliśmy (śmiech)

Na koniec pytanie, czy warto. Bo z badań Uniwersytetu w Michigan (sprzed sześciu lat) wynika, że relacje zaczynające się w sieci mają o 28 proc. większą szansę, że się rozpadną już w pierwszym roku znajomości. A potem jest tylko gorzej – 3 razy większe ryzyko rozwodu.
A to ciekawe, bo ja z kolei mam sprzed kilku lat badania amerykańskich psychologów, którzy sprawdzali wskaźnik rozwodów u par poznanych online i w realu. Wynosi on 5,9 procent wśród małżeństw, które poznały się w sieci, a 7,6 wśród tych, które poznały się „tradycyjnie”. Z moich doświadczeń wynika, że ludzie w sieci są bardziej zdeterminowani, by stworzyć trwały związek. Potwierdzają to nasze badania – 83 proc singli deklaruje, że przyszło do nas w takim właśnie celu, nie zależy im na przelotnych romansach. Ja i mój mąż poznaliśmy się na czacie 16 lat temu. Znam też wiele innych takich przykładów. A, jak mówiłyśmy wcześniej, wygląda na to, że pandemia tylko wzmocniła w ludziach potrzebę stałości i bezpieczeństwa w relacji. Dziś single jeszcze bardziej szukają prawdziwej miłości.

 

           Sylwia Stodulska-Jurczyk(1)

Sylwia Stodulska-Jurczyk – od 2008 roku prowadzi dział porad w serwisie Sympatia.pl. W czerwcu ukazała się książka, którą napisała wspólnie z Joanną Godecką „Miłość na celowniku. Jak szukać, żeby znaleźć?” – instruktaż dla singli korzystających z serwisów randkowych.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również