Kulinarne podaj dalej: Basia Starecka, niech congee idzie w świat!
Basia Starecka z Jeong Kwan
Fot. Basia Starecka

Kulinarne podaj dalej: Basia Starecka, niech congee idzie w świat!

Kulinarne podaj dalej to cykl spotkań z pasjonatami oraz miłośnikami gotowania. To chwile sam na sam z tymi, dla których gotowanie jest czymś więcej niż godziny spędzone w kuchni! Dziś spotykam się z Basią Starecką autorką bloga Nakarmionastarecka. pl

Jest architektką krajobrazu. Miała projektować ogrody, ale - jak mówi - w Polsce sadzi się tuje i króluje trawnik z rolki. Pisze za to od zawsze. Prowadzi pamiętnik od 9. roku życia, współpracuje z prasą od 18. Kiedyś pisała o giełdzie i zajmowała się marketingiem. Kiedy w 2008 roku do Polski przyszedł kryzys ekonomiczny, straciła pracę w agencji. Po pół roku wysyłania kolejnych cv doszła do wniosku, że może po prostu powinna zająć się tym, co lubi najbardziej, a czego wcześniej nigdy nie traktowała poważnie: pisaniem.

Pierwsze kroki

W 2011 roku wystartowała ze swoim blogiem Nakarmiona Starecka. To był sam początek mody na gotowanie, która miała się dopiero rozkręcić. Na blogu recenzowała stołeczne restauracje i za jego sprawą została przyjęta do redakcji nowego magazynu poświęconego kulinariom. Zaczęła nie tylko więcej pisać o jedzeniu lecz także sporo gotować. Z chęci pogłębienia wiedzy na temat podstaw klasycznej kuchni trafiła do szkoły kulinarnej prowadzonej przez topowych polskich szefów kuchni. Przez pół roku zdobywała wiedzę. Nauczyła się wypiekać chałki i bezy, patroszyć ryby, zagniatać makaron, smażyć steki, redukować klasyczne francuskie sosy i lepić pierogi.

Kulinarne Yin i Yang 

Podczas naszej rozmowy twierdzi, że spróbowała już w swoim życiu wystarczająco dużo, by znów docenić prostotę w kuchni i lecznicze właściwości jedzenia. Tym bardziej, że jako zawodowej dziennikarce kulinarnej nieraz dokuczały jej różne problemy gastryczne. To z ich powodu zainteresowała się tradycyjną medycynę chińską i ajurwedą. Dwoma starożytnymi medycynami wschodu traktującymi ludzkie ciało w sposób całościowy. To dzięki zagłębianiu się w ich podstawy opisujące zależności pomiędzy jedzeniem, a naszym zdrowiem i samopoczuciem, trafiła na congee. To kleik ryżowy, znany również w naszej kulturze. Zalecają go przecież i nasi lekarze medycyny zachodniej, szczególnie pacjentom w fazie rekonwalescencji. Congee to jednak coś więcej. Chińczycy mówią, że jest kwintesencją Yin i Yang, środkiem do osiągnięcia całkowitej równowagi. Jego sekret tkwi w sposobie przygotowania ryżu.

Kojąca potęga ryżu

Najpierw sama odkrywała jego niezwykłe właściwości, a potem zaczęła się dzielić przepisem na congee, który pokochali także jej czytelnicy. Dolegliwości gastryczne minęły, a kleik, który do tej pory kojarzył się wyłącznie ze szpitalną dietą, pojawił się w innym, bo ciekawszym kulinarnie kontekście. Basia pięknie o nim mówi: to kołderka, który otula żołądek. Jego najważniejszym elementem jest odpowiednie przygotowanie ryżu. Zaczyna się od wielokrotnego płukania, namaczania na noc, a kończy na gotowaniu ryżu przez 4 godziny. Po tych wszystkich zabiegach nabiera on odpowiedniej kremowej konsystencji. Kleik jest bardzo lekkostrawny i może być jedzony także z innych powodów niż dolegliwości gastryczne – w ramach diety odchudzającej, np. po świętach czy wakacjach, kiedy czujemy się po prostu przejedzeni. Wycisza i uspokaja przewód pokarmowy. Sprawia, że żołądek może wreszcie odpocząć od trawienia bardziej ciężkostrawnych składników. Taki post kleikowy, w przeciwieństwie np. do głodówki, jest bardzo przyjemny. Congee syci na długi i wypełnia brzuch otulającym ciepłem. Oto dwa przepisy na zachętę. W wersji wytrawnej i na słodko.

 Congee z bananem, Basia Starecka
maciej spadło

Przepis na bazowe congee  (proporcje na 4 porcje)

1 szklanka dowolnego ryżu

10 szklanek wody

Przygotowanie congee zaczynamy wieczór wcześniej. Porządnie płuczemy ryż, następnie wsypujemy go do garnka, zalewamy zimną wodą i odstawiamy na całą noc. Wody powinno być 5 razy więcej niż ryżu, więc jeśli namaczamy szklankę ryżu to zalewamy ją 5 szklankami wody.

Następnego dnia ryż odsączamy i zalewamy świeżą wodą. Musi być jej 10 razy więcej niż ryżu. Znów – jeśli namoczyliśmy szklankę ryżu to będzie to 10 szklanek wody. Garnek ustawiamy na ogniu, przykrywamy pokrywką, czekamy aż woda się zagotuje co jakiś czas mieszając w garnku. Nie solimy wody. Kiedy ryż zacznie się gotować, zmniejszamy ogień na możliwie najmniejszy i zdejmujemy pokrywkę. Ryż nie powinien bulgotać, bo przy zbyt dużym ogniu woda za szybko wyparuje, a ryż nie zdąży się rozpaść na kremowy kleik.

Congee gotujemy 4 godziny co jakiś czas mieszając i pilnując, żeby ryż nie przywarł do dna. Będzie nas kusić, by wyłączyć go wcześniej. Już po godzinie bowiem może zacząć przypominać kremowy kleik. Warto jednak poczekać do samego końca najlepiej ustawiając sobie minutnik. W congee chodzi o to, by ziarenka ryżu całkowicie się rozpadły.

Możemy podać go w wersji wytrawnej, np. z jajkiem w koszulce i sosem sojowym, lub słodkiej – z bananem, kakao i płatkami róży.

congee z jajkiem, Basia Starecka
maciej spadło

Hmm. .Co mi zostało, chyba muszę przyjąć wyzwanie Stareckiej i przejść na congee, co Wam tez polecam ...do kolejnego  spotkania nominowała została Tosia Kola, jedna z współautorek bloga: burczymiwbrzuchu.pl

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również