Twój Styl
Małe rzeczy zmienią świat
Fot. Adam Pluciński/ MOVE

Małe rzeczy zmienią świat

Jeśli zamawiając drinka lub kolę, rezygnujesz ze słomki - prawdopodobnie robisz to dzięki niej. Areta Szpura napisała książkę „Jak uratować świat? Czyli co dobrego możesz zrobić dla planety”. Przekonuje nas do ekologicznych zmian drobnymi krokami.

areta 2
adam pluciński/move

Gdy jedząc rybę w nadmorskiej restauracji sięgam po plastikowy widelec, powinnam się zastanowić, jak się to odbije na kondycji Ziemi?
Areta Szpura:  Tak, zachęcam ludzi, żeby nie byli bezrefleksyjni. Rzadko uświadamiamy sobie, że wszystko co mamy, dostaliśmy od planety – jedzenie, paliwo, wodę, drewno. I że to jest limitowane, kiedyś się skończy. W Polsce wody do picia może zabraknąć już za 20 lat. Na świecie jest jej coraz mniej i zużywa się ją bezsensownie. Wiesz, ile jej potrzeba, żeby wyprodukować jeden kolorowy T-shirt? 2700 litrów! Najpierw do podlewania upraw bawełny, która ma bardzo duże „pragnienie”, potem do barwienia i do produkcji licznych chemikaliów. To jest zapotrzebowanie człowieka na wodę pitną na dwa i pół roku.

Takie dane budzą grozę. Niektórzy myślą, że epatowanie nimi to przesada, radykalizm zniechęca do ekologii...
Chciałabym, żeby Polacy przestali kojarzyć aktywizm z przykuwaniem się do drzew w puszczy. Jesteś ekologiem także wtedy, gdy zamiast drukować bilet na pociąg, pokazujesz go konduktorowi w wersji elektronicznej. Albo zamiast samochodem, jedziesz do pracy komunikacją miejską.

Skąd u ciebie ten entuzjazm dla ekologii?
Właściwie mogłabym wskazać dokładny moment, w którym moja świadomość się obudziła. To się stało kilka lat temu, w Kalifornii. Ameryka zawsze mnie fascynowała. Latałam tam z rodzicami, potem sama. Któregoś dnia jadąc na plażę zatrzymałam się przy księgarni i zobaczyłam książkę: „Prawdziwa cena taniej mody”. Kupiłam ją. I to był przełom. Leżałam na plaży i nie mogłam wyjść z osłupienia. Czytałam o warunkach pracy ludzi w fabrykach odzieży, ale także o działaniu machiny marketingowej.

areta 3
Adam pluciński/ move

Dlaczego ta książka aż tak cię poruszyła?
Bo opisywała rzeczywistość, która dotyczyła mnie osobiście. Byłam silnie związana ze światem mody. Pod koniec gimnazjum, kiedy rozkręcał się internet, trafiłam na świeżo powstające blogi o modzie, sama zaczęłam pisać. Jako licealistka zostałam asystentką stylistki w jednym z magazynów mody. Pojawił się Instagram i dostałam zlecenia jako influencer. Kiedy do Warszawy sprowadziła się Karolina, znajoma blogerka, zaczęłyśmy myśleć o wspólnej firmie. Chciałyśmy projektować ubrania, które komunikują, kim jesteś, co myślisz. W polskich sklepach takich nie było. Na pierwszym T-shircie pojawiło się hasło: „Doing real stuff sucks”. Firmę nazwałyśmy Local Heroes. Odniosłyśmy sukces. W tamtym czasie do głowy mi nie przyszło, że w tym, co robimy, może być coś złego. Ta książka otworzyła mi oczy. Co prawda nasza firma nie produkowała koszulek w Bangladeszu, ale mimo wszystko poczułam się elementem w maszynie. Zaczęła budzić się we mnie niezgoda. Obejrzałam film „True cost” - „Prawdziwa cena”, który we wstrząsający sposób pokazywał wyzysk robotników w fabrykach tekstylnych. Czułam, że dłużej nie chcę być w tym świecie. Ogłosiłam, że odchodzę z firmy.

Odważny krok. Zaangażowanie w biznes zamieniłaś na zaangażowanie w ideę?
Tak. To był moment, kiedy w Stanach pojawił się nurt „zero waste”. Także trend rezygnacji z plastikowych słomek. Pomyślałam: przecież w Polsce nikt się nie przejmuje, że są takie szkodliwe! Zaczęłam przekonywać kogo mogłam: możemy pić bez słomek, albo zastąpić je papierowymi. Plastikowe są za małe by je recyklingować, przeciskają się przez sita sortowników. Więc lądują w oceanach jako odpad. W odpowiedzi słyszałam: czego ty chcesz, nie zawracaj głowy. Skontaktowałam się więc z ludźmi, którzy zrobili akcję anty słomkową w Seattle. Chciałam zorganizować podobną w Warszawie. Jako pierwsza przyłączył się portal Noizz. Znaleźliśmy agencję, która wyprodukowała film „Pijesz bez słomki”. Wystąpili  m.in. Anja Rubik, Robert Biedroń, Michał Piróg. W ciągu kilku dni mieliśmy ponad milion wyświetleń. Zaczęli się zgłaszać pojedynczy ludzie, ale też kawiarnie i restauracje, które postanowiły, że u nich słomek nie będzie. Pojawił się efekt śniegowej kuli. Dziś przekonuję ludzi, żeby uwierzyli w swoją sprawczość. W to, że ich jedna mała decyzja naprawdę ma znaczenie. Jeśli w sklepie widzisz towar bez sensu opakowany w plastik, możesz  zrobić zdjęcie, wstawić na Instagram, napisać, że to ci się nie podoba. Jeśli będziemy domagać się zmian, producenci je wprowadzą.

Ekologia łączy pokolenia?
I to jest w niej fajne. Że nas jednoczy. Nie ważne kogo kochamy, na kogo głosujemy, w co wierzymy – chcemy zostawić dzieciom planetę, na której dalej będzie można żyć. Tego się trzymam. I wierzę w ludzi.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również