Wywiad

Maria Peszek: "Moje koleżanki są ambasadorkami kosmetyków, biżuterii, zegarków, a ja będę promowała zmarszczki"

Maria Peszek: "Moje koleżanki są ambasadorkami kosmetyków, biżuterii, zegarków, a ja będę promowała zmarszczki"
Fot. Maciej Luczniewski/REPORTER

Maria Peszek wraca do aktorstwa. Szamankę polskiej sceny alternatywnej już wkrótce zobaczymy w najbardziej oczekiwanym serialu tego roku "Królowa" na Netflix. Do tego zupełnie inną niż zwykle.

PANI: Sceniczna Maria Peszek zasila nas swoją niesamowitą energią, w roli Wioletty w "Królowej" wydaje się mówić: jestem taka jak ty, czasem zmęczona, bezsilna...

MARIA PESZEK: Uznałam, że właśnie to będzie ciekawe dla moich fanów - zobaczą zupełnie inną Marię, nie przebojową, nie młodzieńczą i walczącą, ale osobę wycofaną, cierpiącą, nieprzyjemną. Nie było dla mnie całkiem komfortowe ubrać się jak moja bohaterka i pozwolić sobie wyglądać gorzej niż w rzeczywistości. Ale tego wymagała rola. Na początku kariery aktorskiej uwielbiałam w teatrze takie role – postacie spektakularnie złamane. Ale to ma inne znaczenie, kiedy masz 20 lat, a inne, jak masz 48.

Na szczęście mój wizerunek jest dość naturalny. Pilnuję, żeby moich zdjęć za bardzo nie poprawiano. Już jakiś czas temu pomyślałam, że mogłabym zostać ambasadorką zmarszczki. Moje koleżanki są ambasadorkami kosmetyków, biżuterii, zegarków, a ja będę promowała zmarszczki.

Myślę, że kobiety przyjmą to z ulgą i wdzięcznością. Podobnie jak piosenkę „Ave Maria” z pani ostatniej płyty. Najlepiej byłoby, gdyby wszyscy słuchali jej codziennie rano.

Na koncertach ta piosenka wzbudza silne emocje. Kobiety w bardzo różnym wieku, o różnym wyglądzie czy statusie śpiewają, płaczą, krzyczą i tańczą. Myślę, że są szczęśliwe, i ja też, kiedy to widzę. „Królowa” ma podobne przesłanie, w jakimś sensie misyjne. Powiedziałabym, że to jest kino familijne. I chciałabym podkreślić, że to ogromny komplement. Jeśli dobrze czytam intencje pomysłodawców i twórców, lżejszym językiem i formą chcieli opowiedzieć o ważnym problemie. Tak, by przekaz miał szansę dotrzeć do większej liczby ludzi. Sama bezskutecznie staram się to robić we własnej twórczości. Chcę spełniać swoje artystyczne kaprysy i jednocześnie przystępnie mówić o ważnych sprawach. To trudna sztuka. W „Królowej” to się moim zdaniem udało - nie sposób nie polubić jej bohaterów.

Co jest źródłem pani siły i odwagi?

Tę bezkompromisowość, która ma oczywiście swoją cenę, zawdzięczam dwóm rzeczom. Temu, skąd się wywodzę – od najmłodszych lat miałam kontakt z artystami bezkompromisowymi i widziałam, że potrafią być szczęśliwi mimo wszelkich przeciwności losu. Zrozumiałam, że to jest świat, w którym można sobie wygospodarować przestrzeń wolności, taki schron, który oddziela od niesprzyjającego środowiska. Bo uzyskanie jej w naszym kraju jest niełatwe z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że nasza kultura jest silnie zdominowana przez religię katolicką. Szczególnie kobietom jest ogromnie trudno w takim świecie o poczucie wolności i szczęścia. Rodzice wychowali mnie w poszanowaniu mojej odrębności i dali mi bardzo dużo miłości. Także dzięki temu potrafiłam ze swojej inności, niedoskonałości uczynić swoją siłę.

A druga?

To niesamowita przygoda, która mnie spotkała, kiedy miałam 17 lat. Dostałam roczne stypendium w Ameryce na Alasce. Rodzice wykazali się odwagą i mnie puścili. Spotkała mnie tam miłość, ale przede wszystkim moja inność – począwszy od akcentu przez wygląd i pewną nieprzystawalność, która tutaj była traktowana jako coś podejrzanego, tam wzbudzała zachwyt. Przekonałam się, że są wartością. Lubię myśleć, że miłość i akceptacja w domu oraz przygoda na Alasce były jak szczepienia ochronne zabezpieczające wolnego ducha. Wszystko, co wydarzyło się potem - niełatwa droga w szkole teatralnej i początki kariery, to, przez co musiałam się przebijać, żeby pozostać sobą - było dzięki temu możliwe. Ale warto dodać, że nasz kraj nie jest wyjątkowy. Mój amerykański chłopak przyjechał do mnie po jakimś czasie powodowany tęsknotą i miłością. Spędził z nami rok i miał takie samo poczucie jak ja na Alasce. Uwalniające wyzwolenie od kultury własnej ojczyzny jest uniwersalne.

Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI.

OKLADKA

Maria Peszek - Rocznik 1973. Wokalistka, performerka, autorka tekstów, aktorka. Ukończyła krakowską PWST. Grała w warszawskich teatrach Studio i Narodowym. W 2005 r. płytą „Miasto mania" zaczęła karierę muzyczną. Wydała w sumie pięć płyt. Ostatnia „Ave Maria” ukazała się w 2021 r. Jej twórczość jest bezkompromisowa i feministyczna.

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również