Wypalenie zawodowe. Psycholog podpowiada, jak sobie pomóc!
Fot. istock

Wypalenie zawodowe. Psycholog podpowiada, jak sobie pomóc!

Na myśl o pracy chce Ci się wyć, jesteś nią zmęczona, czujesz frustrację? Być może to wypalenie zawodowe. Magdalena Robak, psycholog, podpowie, co możesz zrobić.

Kiedy w rozmowach ze znajomymi rzucam termin „wypalenie zawodowe”, każdy krzyczy: „O, to o mnie!”.

Magdalena Robak: Do worka z napisem „wypalenie” wkładamy kilka rzeczy. Pierwsza: wypalenie przydarza się tym, którzy wchodzą do firmy z ogromną energią, świeżymi pomysłami, bardzo zmotywowani i przeżywają zderzenie z organizacją, nastawieniem szefów, konfliktami. Początkowo walczą, potem – wypalają się. Czymś innym jest stan kompletnego przytłoczenia obowiązkami. To pewna forma wyczerpania. Dotyka ono ludzi na wysokich stanowiskach, którzy pracują bardzo dużo i na dodatek ciąży na nich wielka odpowiedzialność. Ich entuzjazm i zaangażowanie nie mijają, ale… organizm nie wytrzymuje. I wreszcie: znużenie. Popadają w nie po jakimś czasie ci, którzy przyszli do danej pracy, bo jakąś wybrać musieli. Trzeba z czegoś żyć. To nie było marzenie z ich dzieciństwa, nie szukali satysfakcji, nie roboli kariery, nie byli już na wstępie pełni motywacji i energii. A po iluś tam latach zwyczajnie osuwają się w nudę i rutynę. Nie są sfrustrowani – po prostu nic im się nie chce.

Czy plan działań dla „znużonych” jest tak sam jak dla „wypalonych”?

Mówimy tutaj o nieco odmiennych strategiach radzenia sobie. Jeśli ktoś czuje się przeciążony obowiązkami i odpowiedzialnością, powinien nauczyć się asertywnie zarządzać czasem, delegować obowiązki, być może zmienić zawód. „Znużeni” muszą wykształcić w sobie ten ogień, motywację, których nigdy nie mieli. Nauczyć się znajdować w pracy coś, co da im zastrzyk sił. Najlepiej – poczucie, że jest ważna i sensowna. Jak w tej opowieści o dwóch murarzach. Jeden, zapytany, co robi, odpowiada: „Kładę cegły”, a drugi – „Buduję most”. Zapewniam, że na każdym stanowisku można mieć przekonanie, że „budujemy most”, a nie tylko przekładamy papiery czy odbieramy telefony. Natomiast jeśli problemem jest wypalenie zawodowe, strategia działania będzie zależała od tego, na jakim etapie właśnie się znajdujemy.

Czyli?

Na początek, jeśli znajdujemy się na pierwszym etapie – wyczerpania, obniżenia nastroju, wystarczą drobiazgi. Wszyscy wiemy, że gdy jesteśmy zmęczeni, dobrze jest wziąć krótki urlop. Kolejny krok jest bardziej skomplikowany: zachęcam do przyjrzenia się naszym postawom życiowym. Trzeba odpowiedzieć na pytanie: jakie myśli ograniczają mnie w pracy? Niektórzy są wychowani w poczuciu misji: mają zbawiać i ratować świat. A muszą zajmować się wypełnianiem formularzy. Może na przykład mam przekonanie, że praca zawodowa powinna być źródłem poczucia spełnienia, radości, a tymczasem wykonuję zadania niezbyt ciekawe, mało sensowne – i w związku z tym jest mi nudno, źle, mdło. Ale przecież coś mi ta praca daje. Co? Pieniądze? Dobrą opiekę medyczną? A może pomagam w ten sposób ludziom? Odpowiedzmy sobie na to pytanie i codziennie powtarzajmy: „OK, to nie jest bardzo rozwojowe zajęcie, ale za to petenci dziękują mi, kiedy coś ułatwię, podpowiem, o daje satysfakcję. I mam stałą pensję, a to ważne, bo moja rodzina potrzebuje stabilności. Dlatego chcę tu być”.

To „chcę” zamiast „muszę” jest chyba bardzo ważne?

Tak, bo poczucie kontroli umiejscawiamy w ten sposób wewnątrz, a nie na zewnątrz. To pomaga, ale często tylko na jakiś czas. Bo za kilka miesięcy znowu będzie nam źle, mdło, nudno. Jedyne, co naprawdę może pomóc i co ma sens, to kształtowanie naszej rzeczywistości. Czyli: nie dopasowujemy się do niej, ale dopasowujemy ją do nas.

Pani chyba żartuje? Mam uwierzyć, że korporacja, urząd, szkoła dopasują się do mnie, bo taki mam kaprys?

Może cała korporacja się nie dopasuje, ale z pewnością jeden człowiek ma wystarczająco dużo energii, żeby stworzyć sobie taką niszę w najbliższym otoczeniu współpracowników, szefa, w której będzie czuł się w miarę dobrze. Na tyle, żeby codzienne obowiązki nie były męką. To się oczywiście zmienia bardzo powoli, ale znam firmy, w których ludzie rozpoczęli małą rewolucję, na przykład uprzejmie odzywając się do współpracowników, tworząc sympatyczną atmosferę, uśmiechając się. I stopniowo kultura pracy stała się lepsza.

A jeśli uważamy, że rozmawianie z szefem, kształtowanie rzeczywistości jest bez sensu?

Powiem być może brutalnie, ale szczerze. Bez sensu jest oddawać własne życie w cudze ręce i nic z tym nie zrobić. Bo przecież niczym ni ryzykujemy, zaczynając zmiany od siebie czy podejmując konstruktywną, spokojną rozmowę z przełożonym. Mamy możliwość wpływania na własne życie. Na szczęście.

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 11/2012
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również