Pomaganie daje satysfakcję, poczucie bliskości i przekonanie, że jesteśmy komuś potrzebne. Problem pojawia się wtedy, gdy cudze sprawy regularnie zajmują czas przeznaczony na odpoczynek, własne plany i troskę o siebie.
Odpowiadamy „tak”, zanim pomyślimy o sobie Ktoś prosi o przysługę, a „oczywiście” pada niemal odruchowo. Dopiero później dociera do nas, że znów musimy przełożyć wizytę, zrezygnować z wolnego wieczoru albo upchnąć kolejną sprawę w napiętym tygodniu. Odmowa wydaje się niezręczna, za to rezygnacja z własnych planów przychodzi zaskakująco łatwo. Z czasem inni zaczynają traktować naszą pomoc jak coś oczywistego. My również coraz rzadziej pytamy siebie, czy naprawdę mamy na nią siłę.
Przejmujemy odpowiedzialność za nastrój innych Czyjś smutek albo rozdrażnienie od razu skłania nas do działania. Pocieszamy, szukamy rozwiązania, łagodzimy napięcie i próbujemy poprawić atmosferę. Czasem robimy to, choć druga osoba wcale nie prosi o pomoc. Po spotkaniu jeszcze długo analizujemy rozmowę i zastanawiamy się, co można było powiedzieć lepiej. Cudze emocje zostają z nami znacznie dłużej, niż powinny.
Łatwiej pomagać, niż poprosić o pomoc Dla innych potrafimy znaleźć czas, kontakt i rozwiązanie niemal od ręki. Własne potrzeby długo odkładamy, bo proszenie o wsparcie wydaje się krępujące. Pojawia się obawa, że sprawimy komuś kłopot albo okażemy się zbyt wymagające. Wiele spraw bierzemy więc na siebie, nawet gdy czujemy już wyczerpanie. Relacja staje się jednostronna, choć z zewnątrz może wyglądać na bardzo bliską.
Złość przychodzi dopiero wtedy, gdy jest za późno W chwili, gdy obiecujemy pomoc, czujemy ulgę, że nikogo nie zawiodłyśmy. Rozdrażnienie pojawia się później, podczas kolejnego późnego powrotu albo odwołanego planu. Zaczynamy mieć pretensje do osoby, która poprosiła o przysługę, choć wcześniej zgodziłyśmy się bez oporu. Część złości kierujemy także do siebie, bo znów zabrakło odwagi, by odmówić. Taka reakcja często pokazuje, że własne granice zostały przekroczone dużo wcześniej.
Wartość mierzymy tym, ile robimy dla innych Poczucie bycia potrzebną potrafi silnie przywiązywać do roli osoby, która zawsze pomaga. Komplementy za zaradność, cierpliwość i niezawodność dają chwilową satysfakcję, ale też podnoszą poprzeczkę. Zaczynamy wierzyć, że sympatię i bliskość trzeba podtrzymywać ciągłą gotowością do działania. Odmowa budzi wtedy obawę, że ktoś się odsunie albo przestanie nas doceniać. Własna wartość staje się zależna od tego, jak wiele możemy zrobić dla innych.