Kto nigdy nie zakończył trudnego dnia przy ulubionym filmie, niech pierwszy rzuci kamieniem. Badacze przyjrzeli się ostatnio temu, co dzieje się wtedy z emocjami. Ich wnioski sprawiają, że na wieczorny seans można spojrzeć trochę inaczej. Na koniec podsuwamy trzy filmy, które sprawdzą się właśnie po takim dniu.
Badanie ukazało się we wrześniu w czasopiśmie „The Arts in Psychotherapy”, a stoją za nim Hao Wang i Wan Suraya Binti Wan Nik. Autorzy przeprowadzili pogłębione wywiady z sześciorgiem studentów chińskich uczelni z różnych kierunków, w wieku 19-22 lat. Interesowało ich, jak widzowie przeżywają filmowe historie.
Uczestnicy opowiadali o emocjonalnym odprężeniu, odzyskiwaniu wewnętrznej równowagi i odnajdywaniu w losach postaci odniesień do własnych doświadczeń. Niektórzy zauważali, że emocje przeżywane podczas seansu działają podobnie jak oczyszczenie, którego można doświadczyć przy malowaniu czy pisaniu. Brzmi znajomo? Wiele z nas zna to uczucie, gdy po dobrym filmie robi się lżej na sercu.
- Filmowe narracje, obrazy i dźwięki pozwalały im [uczestnikom badania - przyp. red.] dotrzeć do trudnych emocji i je regulować, a także zastanowić się nad osobistymi problemami oraz reinterpretować własne doświadczenia - zaznaczają autorzy badania.
Wspólne oglądanie też ma znaczenie. Wpływ filmów na emocje sprawdzali już wcześniej naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego. W 2016 roku zespół prof. Robina Dunbara przeprowadził eksperyment z udziałem 237 osób. Spośród nich 169 obejrzało poruszający dramat, a pozostali spokojne filmy dokumentalne. Uczestnicy oglądali je w grupach, w których przeważnie się nie znali.
Po seansie widzowie dramatu lepiej znosili ból i silniej czuli więź z grupą, z którą oglądali film. Działało to jednak tylko u tych, których historia naprawdę poruszyła. Badacze wiążą to z działaniem endorfin, a wyniki opublikowali w czasopiśmie „Royal Society Open Science”.
Film nie zastąpi oczywiście rozmowy z psychologiem i jeśli trudne emocje nie mijają, najlepiej zwrócić się do specjalisty. Na zwykły gorszy wieczór dobry seans może jednak przynieść trochę ulgi. Od siebie dorzucamy trzy tytuły.
W ekranizacji Grety Gerwig cztery siostry March dorastają, zakochują się, kłócą i próbują znaleźć swoje miejsce w świecie, który ma wobec kobiet bardzo konkretne oczekiwania. W rolach sióstr wystąpiły Saoirse Ronan, Emma Watson, Florence Pugh i Eliza Scanlen, a na ekranie pojawiają się też Laura Dern, Meryl Streep i Timothée Chalamet. Szczególnie poruszająca jest postać Jo (Ronan), która marzy o niezależności i pisarskiej karierze. Film jest pełen czułości, ale i smutku, mówi o bliskości i potrzebie życiowego spełnienia.
Julie Powell (Amy Adams), sfrustrowana pracą, postanawia w ciągu roku przygotować wszystkie 524 przepisy z książki kucharskiej Julii Child. Swoje postępy opisuje na blogu, który stopniowo staje się ważną częścią jej życia. Równolegle poznajemy losy samej Julii Child (Meryl Streep), która pod koniec lat 40. i w latach 50. XX wieku odkrywa we Francji miłość do gotowania. To historia pełna kulinarnych przyjemności, za którymi stoją ambicja i wytrwałość.
Philippe (François Cluzet), zamożny mężczyzna sparaliżowany po wypadku, zatrudnia do opieki Drissa (Omar Sy), chłopaka z paryskich przedmieść. Różni ich niemal wszystko, a jednak właśnie z tej odmienności rodzi się pełna humoru i szczerości przyjaźń. Film Oliviera Nakache’a i Érica Toledano powstał na podstawie prawdziwej historii. “Nietykalni” to propozycja, przy której można się wzruszyć. Sprawdzi się na spokojny wieczór w pojedynkę, z partnerem albo z przyjaciółką.