Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada lekarka medycyny estetycznej, dr Marzena Lorkowska-Precht, 50 lat
Dr Marzena Lorkowska-Precht
Fot. Materiały prasowe

Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada lekarka medycyny estetycznej, dr Marzena Lorkowska-Precht, 50 lat

Od czasu diagnozy nowotworu robi sobie niewiele zabiegów. Wcześniej też nie przesadzała, bo chciała wyglądać naturalnie. Dr Marzena Lorkowska-Precht - szefowa kliniki Artismed w Warszawie - opowiada o tym, na jakie zabiegi medycyny estetycznej można sobie pozwolić mimo choroby. Jest przekonana, że kobiety zadbane, uczesane i umalowane lepiej znoszą trudne leczenie. 

 

Zanim porozmawiamy o zabiegach w chorobie, muszę powiedzieć, że od dawna chciałam panią zaprosić do tego cyklu. I zapytać, co pani sobie robi. Ale miałam wrażenie, że... niewiele. 

Tak, bo bałam się wyglądać nienaturalnie. Robiłam tylko tyle, by dobrze się czuć w swojej skórze. 

A objawy starzenia? 

Nie były takie straszne. Miałam zamiar dozować zabiegi, tak by ładnie wyglądać na osiemdziesiątkę. (uśmiech) Chomiki zauważyłam tużpo czterdziestce. To oznacza, że po sześćdziesiątce trzeba planować lifting. Bo żaden zabieg estetyczny nie uniesie opadającego podbródka, szczególnie gdy się ma twarz okrągłą lub kwadratową, szeroką, z ciężką skórą. Ale żebym mogła zrobić lifting, nie powinnam teraz wykonywać za dużo inawazyjnych zabiegów medycyny estetycznej. 

Dlaczego? 

Bo skutkiem tych najmocniejszych – czyli intensywnych laserów lub nici – są zwłóknienia w skórze. Chirurg będzie miał potem problem, by taką skórę równomiernie naciągnąć. Postanowiłam zatem: lifting w przyszłości, a teraz zabiegi wzmacniające skórę, nie odmładzające. 

Jakie?

Na przykład mezoterapia raz na kilka miesięcy. A od jesieni do wiosny pilingi chemiczne. Robiłam też botoks, ale niewiele, tylko tyle, by lekko osłabić marszczenie się. No i kwas hialuronowy, bo z wiekiem zmienia się układ kości twarzy. Mniej wyraziste stają się policzki, zapadają się skronie, a unosi broda, co skraca twarz. Gęsty kwas hialuronowy wstrzykiwałam tam, gdzie zmienia się anatomia, np. w linię włosów przy skroniach albo w czubek brody. Ale dyskretnie, by nie mieć wielkiej płaskiej twarzy i oczu jak szparki. A tak się dzieje, gdy pod nimi jest za dużo kwasu hialuronowego. Przecież duże, wypoczęte oczy i ładne usta są w twarzy najważniejsze. Gdy spotykamy drugiego człowieka, patrzymy na nie, a nie na drugi podbródek. Dlatego nie można ich zniekształcić w imię odmładzania. 

W takim razie co pani robi, by usta były ładne? 

Wstrzykuję lekki nawilżający kwas hialuronowy. Dzięki temu wolniej się starzeją i zmniejszają. A gdy zapadnie się górna warga, wstrzyknę odrobinę botoksu pod nosem. To ją uniesie. Wokół oczu robię nieablacyjną wersję lasera frakcyjnego połączoną z ostrzykiwaniem skóry własnym osoczem oraz mezoterapię. To wzmacnia skórę. Trochę botoksu też, ale mam tendencje do obrzęków, więc jeśli za mocno rozluźnię mięsień okrężny pod oczami, to przestanie działać i powstanie podwójny obrzęk. Dlatego wstrzykuję toksynę jedynie z zewnętrzne kąciki, bardzo mało. A przed sześćdziesiątką zrobię lifting powiek. 

Jak do tych planów ma się choroba nowotworowa? Pani przecież wciąż z nią walczy. 

Nauczyłam się myśleć o niej jak o grypie. Owszem, po diagnozie załamałam się. Jednak pomyślałam, że to choroba jak wiele innych, trzeba ją leczyć. Wróciłam do pracy może trochę bledsza, szczuplejsza, ale uśmiechałam się, jak umiałam, układałam włosy, malowałam się. Na radioterapię też się szykowałam jak na imieniny. Z moich obserwacji na oddziale wynika, że kobiety, które dbały o siebie, miały mniej skutków ubocznych leczenia, na przykład poparzeń, niż te zdruzgotane. Bo układ immunologiczny jest silniejszy, gdy chce się chcieć. Kiedy patrzysz w lustro i lubisz swoje odbicie. Oczywiście wtedy nie robiłam sobie zabiegów medycyny estetycznej. 

Na jakim etapie choroby jest pani teraz? 

Skończyłam radioterapię. Co pół roku dostaję leki zapobiegające przerzutom i nawrotom. Przez tydzień jestem wtedy wyjęta z życia, mam 40 stopni temperatury. Ale po pięciu dniach, gdy wracają siły, myję głowę i się maluję. A po tygodniu idę do pracy.

Kiedy zaczęła pani znowu robić sobie jakiekolwiek zabiegi medycyny estetycznej? 

Gdy tylko poprawiły się wyniki badań. 

Nie boi się pani? 

Boję się intensywnego masażu ciała. Myślę, że może w węzłach chłonnych ukrywa się zmieniona chorobowo komórka, którą mogę rozprowadzić po organizmie. Nie robię też zabiegów, które wywołują stan zapalny, np. z użyciem laserów albo innych urządzeń mocno rozgrzewających, stymulujących produkcję kolagenu. To niegroźne dla zdrowego człowieka, ale ja jestem schorowana. Organizm ma być czujny, by walczyć z ewentualną chorobą, a nie uzdrawiać stan zapalny wywołany w celu odmłodzenia się. 

Czyli co pani sobie robi?

Mezoterapię, pilingi, botoks, kwas hialuronowy. Ale zanim cokolwiek zacznę, badam poziom płytek krwi. Przy niskim mogą pojawić się siniaki po zastrzykach, przez to wydłuży się czas gojenia skóry. Sprawdzam też liczbę białych ciałek, gdy jest ich mało, wzrasta podatność na infekcje. 

A z planowanym liftingiem? 

On w odróżnieniu od cięcia zwiotczałych powiek wymaga znieczulenia ogólnego. Przed operacją zrobię kontrol- nie prześwietlenie klatki, badania laboratoryjne, mammografię. Jestem pod opieką lekarzy, pokierują mną, by było bezpiecznie.

No właśnie, po chorobie wróciła pani do pracy i zmieniła charakter swojej kliniki urody. Teraz współpracuje pani z wieloma lekarzami. 

Nadal robię zabiegi, ale pacjenci są też pod opieką specjalistów różnych dziedzin. 

Czyli przychodzi do pani kobieta na mezoterapię...

 ...a ja robię z nią dokładny wywiad na każdy temat. Rozmawiamy o samopoczuciu, chorobach w rodzinie, zmęczeniu, trudnościach z wchodzeniem na drugie piętro. Pytam, kiedy była u ginekologa, robiła badania, jak śpi itp. Zanim zadziała znieczulenie, mam szansę spokojnie z nią porozmawiać, zdobyć zaufanie. Dowiaduję się o nieprawidłowościach i problemach, nawet tych, z których nie zdawała sobie sprawy. Spostrzeżenia i informacje zapisuję w karcie. Pacjentce robię zabieg estetyczny i zalecam wizyty lekarskie oraz badania. Przy kolejnej wizycie przynosi wyniki, konsultuję je z lekarzami różnych specjalności. Niektórym pacjentkom panie recepcjonistki muszą przypominać o badaniach, bo kobiety są zapracowane i nie pamiętają o sobie. Inne przychodzą na następny zabieg i znów zapominają przynieść wynik, wtedy zdarza się, że odmawiam wykonania zabiegu. Gdyby ktoś tak ze mną postępował, być może nie rozchorowałabym się tak ciężko. Bo podczas wywiadu uświadomiłabym sobie, że dawno nie byłam na kontroli. Albo że pojawiły się niepokojące objawy. 

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 02/2020
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również