Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada dermatolog, prof Agnieszka Lesiak, 44 lata
Profesor Aleksandra Lesiak
Fot. Materiały prasowe

Jakie zabiegi sobie Pani zrobiła? - odpowiada dermatolog, prof Agnieszka Lesiak, 44 lata

W medycynie estetycznej chodzi o to, aby wyglądać ładnie, ale nie zmieniać rysów twarzy – mówi dermatolog, profesor Aleksandra Lesiak. Pracuje na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, jest współwłaścicielką łódzkiej Dermokliniki. To kolejny gość w naszym cyklu, w którym lekarki medycyny estetycznej opowiadają, jakie zabiegi stosują.

Ma pani cerę delikatną i wrażliwą. Tak jak większość Polek blondynek. Jednak nie widać zmarszczek i naczynek.

Powiem rzecz banalną, ale prawdziwą: podstawą jest dobra codzienna pielęgnacja.

Dobra, czyli droga?

Ani najtańsza, ani najdroższa. Ja używam dermokosmetyków. To kremy apteczne albo tak zwane doktorskie, czyli polecane przez dermatologów. Lubię nawilżające, lekkie konsystencje – nie obciążają skóry. Najlepiej ze sprawdzonymi składnikami, np. witaminą C. Chciałabym używać retinolu, ale nie mogę – podrażnia mnie. Na dzień zawsze wybieram krem z filtrem, nawet zimą. No i staram się dokładnie zmywać twarz. Robię to podwójnie: żelem do spłukiwania wodą i płynem micelarnym. Lepiej się wtedy czuję. Ale cyborgiem nie jestem: po imprezie zdarza mi się zasnąć w makijażu.

 To wszystko brzmi zwyczajnie, a przecież pani ma dostęp do najnowszych technologii, kuracji...

Tak jak większość kobiet nie mam na nie czasu. Oczywiście, kiedy zrobiła mi się przebarwienie na policzku, likwidowałam ją wielostopniową kuracją rozjaśniającą. Poszło dobrze, ale musiałam się mocno pilnować, by pamiętać o systematycznym nakładaniu serum i innych specjalistycznych preparatów.

Często robi pani sobie zabiegi medycyny estetycznej?

Trudno mi dobrać takie, które pasują do mojego trybu życia. Uwielbiam pilingi chemiczne, ale nawet te najdelikatniejsze wywołują u mnie mocne złuszczanie. A przecież na służbowych spotkaniach i wystąpieniach nie mogę pokazać się z płatkami naskórka odpadającymi z twarzy. Raz tak się zdarzyło i mój wygląd, niestety, wzbudzał zainteresowanie. Nie to, co mówiłam. Dlatego chętnie korzystam z delikatnych pilingów, tzw. bankietowych, np. PQ-Age. Skóra jest po nich ładna, gładka, rozświetlona, ale się nie złuszcza. Takie pilingi robią kosmetolodzy, nie lekarze. Zazwyczaj jednak w klinikach dermatologicznych, bo to preparaty medyczne. Żeby efekt był długotrwały i porównywalny z działaniem lekarskich pilingów, musiałbym robić ich więcej, regularnie. A ja zapominam, nie mam czasu.

Ładnie! A pacjentkom dermatolodzy prawią kazania, że najważniejsza jest konsekwencja.

To prawda. Ale i tak jeden czy dwa zabiegi są lepsze niż żaden. Zawsze trochę rozjaśnią, wygładzą, poprawią jakość skóry, spłycą zmarszczki. Każdy piling chemiczny tak działa w mniejszym lub większym stopniu. Pomaga opóźnić pojawienie się objawów starzenia.

O to chodzi w medycynie estetycznej?

Chodzi o to, by wyglądać ładnie, ale nie zmieniać rysów twarzy. Co z tego, że ktoś zrobi sobie wielkie usta nastolatki, ale ma zaniedbaną skórę i drugi podbródek? Nie wypieram się: chcę wyglądać młodziej. Choćby dlatego, że mam 44 lata, a czuję się na 34. Ale mam nadzieję, że pozostanę sobą.

Co jeszcze pani robi oprócz pilingów?

Koleżanka wstrzykuje mi raz na pół roku botoks w lwią zmarszczkę między brwiami. Czasem robię też mezoterapię. Kaniulą – to znaczy, że odżywczy koktajl składników wprowadzam długą elastyczną igłą w różne miejsca twarzy, przekłuwając skórę tylko raz. Nie chcę ostrzyknąć twarzy igłą - gęsto, tak jak się powinno to zrobić, bo na wrażliwej skórze długo miałabym ślady po nakłuciach. Ale największym moim odkryciem są ultradźwięki. Poddałam się podgrzaniu przez skórę włókien kolagenu. To je skraca i pobudza produkcję nowych. Zrobiłam zabieg na żuchwie i szyi 10 miesięcy temu. Teraz mam wrażenie, że skóra jest tam mniej wiotka, bardziej jędrna.

Nie wypełnia pani zmarszczek kwasem hialuronowym?

Mam ładne policzki bez bruzd, więc nie muszę... jeszcze. Raz dałam sobie wstrzyknąć minimalną dawkę w kontur górnej wargi, która jest wąska. Oczywiście przez dzień lub dwa był obrzęk. Kiedy zszedł, nikt nie zauważył zmiany, a ja miałam wrażenie, że usta zyskały na kształcie. No i były mniej przesuszone, ponieważ kwas hialuronowy zatrzymuje wodę.

Czego sobie pani nie zrobi?

Nitek liftingujących. To ciało obce. Wprawdzie się rozpuszczą, ale zostają po nich zrosty. Po co mi to?

Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 04/2019
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również