Czego słucha Hania Rani?
Fot. AKPA

Czego słucha Hania Rani?

Hania Rani odebrała w tym roku cztery Fryderyki - dla najlepszej kompozytorki, debiutu, albumu alternatywnego i najlepszego występu z Melą Koteluk. Nam opowiada czego słucha, kiedy akurat nie komponuje. 

Moja praca to codzienne słuchanie i komponowanie muzyki, ale zazwyczaj zamyka się to w muzyce własnej, a nie cudzej. Dlatego zaległości nadrabiam powoli, a olśnienia najczęściej odkrywam w czasie podróży, również tych koncertowych, kiedy to podczas jednego festiwalu mam szansę usłyszeć innych artystów i zespoły.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez pianist | composer (@haniarani)

Efterklang - zachwyt nad zespołem z Danii wystąpił u mnie rok temu, ale od dłuższego czasu zespół był podsuwany mi przez znajomych i najróżniejsze zbiegi okoliczności. Traf chciał, że w zeszłym roku grając w Lizbonie poznałam wokalistę - Caspera Clausena, który niespodziewanie wystąpił po moim koncercie z kameralnym, prywatnym performansem. Zachwycona, zaczęłam łączyć kropki i zgłębiać twórczość Efterklangu. Zespół okazał się tworzyć nie tylko fascynującą muzykę, łączącą w sobie muzykę pop i nietuzinkowe aranżacje instrumentalne, ale również przyciągać do siebie innych wybitnych twórców - jak chociażby reżysera Vincenta Moon'a, który nakręcił dokument muzyczny "The Island"  z udziałem formacji na maleńkiej duńskiej wyspie. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez pianist | composer (@haniarani)

Echo Collective - to belgijski kwartet smyczkowy, znany ze współpracy z najwybitniejszymi twórcami muzyki filmowej m.in. Johannem Johannssonem czy Dustinem O'Holloranem. Ich nagrania i twórczość były mi znane, jednak dopiero występ na żywo w niewielkim, wiejskim kościółku na granicy Niemiec z Francją sprawił, że straciłam dla nich głowę. Koncert odbywał się późnym wieczorem, około północy i był poświęcony ich ostatniej płycie z utworami Johannssona, które zdołał przekazać im niedługo przed śmiercią. Kościółek spowity był w mroku, wypełniony dymem i ledwo tlącym się światłem subtelnych lamp. Kwartet wydobył pierwsze dźwięki, których brzmienie spotęgował długi kościelny pogłos i panująca wśród publiczności cisza. To było dla mnie wstrząsające i przełomowe doświadczenie, trudno było rozróżnić pojedyncze elementy koncertu - muzyka stała się jednością ze światłem, akustyką miejsca i chwilą. 

 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również