Dlaczego wierzymy w fake newsy? Pytamy socjologa
Fot. istock

Dlaczego wierzymy w fake newsy? Pytamy socjologa

Bombardują nas setki wiadomości. Wiele z nich nie ma nic wspólnego z prawdą. Czy fake newsy stały się symbolem naszych czasów? Dlaczego w nie wierzymy, tłumaczy socjolożka Anna Miotk.

PANI: Fake newsy to choroba naszych czasów?

ANNA MIOTK: Tradycja nieprawdziwych, przesadzonych lub zupełnie fantastycznych doniesień jest tak długa jak historia ludzkości. Ale medioznawcy przywołują prekursorów zjawisk, z którymi mamy czynienia do dzisiaj. Choćby żyjącego w XIX w. amerykańskiego właściciela cyrku – P.T. Barnuma, który reklamował swoje przedstawienia, wymyślając niestworzone historie na temat tego, co można podczas nich zobaczyć, i na tym zbił fortunę. Innym przykładem, również XIX-wiecznym, jest amerykański wydawca Benjamin Day, twórca modelu biznesowego, w jakim działają współczesne media. Jako pierwszy przestał sprzedawać gazetę w prenumeracie, jak to robiły inne nowojorskie dzienniki, lecz oferował ją bezpośrednio. Do tego o wiele taniej, ale sprzedawał umieszczane w niej reklamy. On też upowszechniał nieprawdziwe informacje – np. donosił o istnieniu życia na Księżycu, choć ludzie nie dotarli na Srebrny Glob jeszcze przez kolejne sto lat. Jego gazeta stała się bardzo popularna w Nowym Jorku.

Okej, ludzie zawsze wprowadzali innych w błąd, najczęściej dla zysku. Ale mimo że fake newsy mają długą historię, naszym problemem stała się ich skala i tempo, w jakim się rozprzestrzeniają.

Tu rolę odegrał rozwój technologiczny. Po pierwsze internet, do którego jest podłączona większość mieszkańców globu, a po drugie media społecznościowe, w których każdy może udostępnić dowolną treść. W przeciwieństwie do klasycznych redakcji, które sprawdzają informacje, na portalach społecznościowych może się znaleźć absolutnie wszystko. A ten, kto publikuje informacje, nie musi ponosić za nie odpowiedzialności. Jak szybko niesprawdzone informacje rozchodzą się po świecie, przekonaliśmy się podczas pandemii – fałszywe doniesienia dotyczące koronawirusa w mgnieniu oka docierały na wszystkie kontynenty. Eksperci WHO w opublikowanym przed pandemią raporcie o wcześniejszych epidemiach nazwali to zjawisko infodemią. Sugerowali, że powinniśmy przygotowywać lekarzy, pielęgniarki czy ratowników na to, co mogą w obliczu pandemii usłyszeć od pacjentów.

Fake newsy nie tylko rozchodzą się szybciej niż prawdziwe informacje, ale także o wiele intensywniej na nie reagujemy. Mamy szósty zmysł, który nas prowadzi w ich kierunku?

One są, niestety, zazwyczaj specjalnie konstruowane w sposób, który prowokuje nas do reakcji. Mają emocjonalny styl, krzyczące nagłówki, zawierają jakieś niezwykłości. Osoba, która widzi zapowiedź takiej historii, nabiera nieodpartej ochoty, żeby kliknąć i przekonać się, o co chodzi. Badacze to sprawdzili: treści, które budzą specyficzne emocje – gniew, złość, oburzenie – najchętniej przekazujemy dalej. Dlatego fake newsy rozchodzą się tak szybko. Wiedząc to, można je skutecznie wykorzystywać. Można przywołać przykład firmy Cambridge Analytica. Jej pracownicy już po jej upadku przyznali, że podczas amerykańskiej kampanii prezydenckiej w 2016 roku na zlecenie Trumpa fabrykowali i publikowali nieprawdziwe treści na temat Hillary Clinton. Ale trzeba też zaznaczyć, że badacze są podzieleni w sprawie rzeczywistego wpływu takich informacji na wyniki wyborów. Liczba reakcji na te nieprawdziwe informacje nie zgadza się z różnicą liczby głosów między oboma kandydatami. Dlatego część badaczy twierdzi, że fake newsy dotyczące Clinton nie miały decydującego znaczenia. Ale badanie i określanie wpływu mediów na rzeczywistość jest w ogóle dużym wyzwaniem.

Dlaczego ludzie wierzą w historie przeczące logice, skomplikowane teorie zakładające spiski, twierdzenia, które podważają zarówno badania naukowe, jak i doświadczenie?

Naukowo nazywa się to potrzebą domknięcia poznawczego. Część osób nie radzi sobie z niepewnością i skomplikowaniem problemów, z którymi się stykają. Teoria spiskowa daje proste wytłumaczenie niejasnych procesów. Osoby, które wierzą w takie teorie, czują, że wszystkie klocki wskakują na właściwe miejsce i świat wydaje się prostszy. Wyraźnie widać te procesy na przykładzie środowiska antyszczepionkowców. Silnie wierzą w teorie, które potwierdzają ich obraz świata, i zupełnie nie trafiają do nich racjonalne argumenty. Jedna z moich koleżanek umieszczała na swojej stronie w mediach społecznościowych dużo takich informacji: filmiki z YouTube’a na temat 5G, szkodliwości szczepionek i nieistnienia koronawirusa. Próbowałam z nią rozmawiać i skończyło się tym, że wyrzuciła mnie ze znajomych. Trudno dyskutować racjonalnie z przekonaniem na granicy wiary. Zaślepienie i opór, a na dodatek potrzeba ewangelizacji często doprowadzają takie osoby do utraty myślących inaczej znajomych. Aż pozostają w otoczeniu osób podzielających ich lęki i teorie spiskowe.

Cały wywiad przeczytacie z aktualnym wydaniu magazynu "Pani".

PANI teaser521

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 05/2010
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również