Wszystko, co musisz wiedzieć o filtrach przeciwsłonecznych. Dermatolog potwierdza fakty i obala mity
Filtry przeciwsłoneczne - czy są bezpieczne? Jakie wybrać?
Fot. 123rf

Wszystko, co musisz wiedzieć o filtrach przeciwsłonecznych. Dermatolog potwierdza fakty i obala mity

Zasady bezpiecznego opalania są bardzo proste, ale wciąż niewystarczająco przestrzegane. Które promieniowanie jest najbardziej szkodliwe? Czy kremy przeciwsłoneczne z filtrami faktycznie blokują syntezę witaminy D? I dlaczego skórę należy chronić przed słońcem nie tylko na plaży, lecz także w mieszkaniu? Wyjaśnia dr Magdalena Łopuszyńska, dermatolog, Gabinet Kosmetyki Lekarskiej Bella.

Jaka część promieniowania słonecznego jest najgroźniejsza dla naszej skóry?

Jeszcze do niedawna za najważniejszą uważaliśmy ochronę skóry przed promieniowaniem UVB, którego działanie jest widoczne gołym okiem w postaci opalenizny. Zadaniem pierwszych kosmetyków z filtrami było przedłużanie czasu, który możemy spędzić na plaży bez ryzyka poparzenia skóry. Po kilku latach okazało się, że to duży błąd. Opalenizna jest bowiem jej reakcją obronną na działanie słońca. Nawet lekkie zaczerwienienie świadczy o oparzeniu i powinno być sygnałem, aby jak najszybciej schować się w cieniu. Filtry, które temu przeciwdziałały, dawały fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Mogliśmy bezkarnie smażyć się na słońcu, nieświadomi, że znacznie wydłużamy czas ekspozycji ciała na dużo groźniejsze promieniowanie UVA. Nie dość, że wnika ono o wiele głębiej w skórę niż UVB i robi tam ogromne spustoszenie, to jeszcze stanowi bardzo dużą część całego spektrum promieniowania słonecznego. O wiele większą niż UVB. Teraz filtry są traktowane jako istotny element ochrony skóry przed słońcem, która polega na jego unikaniu.

Czym różnią się te dwa rodzaje promieniowania?

Na UVB jesteśmy narażeni tylko wtedy, kiedy świeci słońce. Na UVA przez cały czas, kiedy jest jasno. Jest ono obecne przez cały rok, nawet w pochmurne dni, i stanowi aż 95 proc. promieniowania ultrafioletowego, które do nas dociera. Promieniowanie to przenika przez chmury, szkło i naskórek. Dlatego jest obecne we wszystkich pomieszczeniach, w których są okna. W przeciwieństwie do UVB nie wywołuje oparzeń, ale dociera aż do komórek skóry właściwej. Dlatego jest główną przyczyną przedwczesnego jej starzenia określanego jako fotostarzenie. Polega na degeneracji włókien elastyny i kolagenu, co powoduje wiotczenie skóry i utratę jędrności, a w konsekwencji pojawienie się zmarszczek. Promieniowanie UVA jest odpowiedzialne za zaburzenia pigmentacyjne, pojawianie się przebarwień, może też przyczyniać się do rozwoju nowotworów skóry. Tylko UVB, które stanowi zaledwie ułamek procentu całego promieniowania słonecznego, jest zatrzymywane przez chmury i szkło.

Czyli powinniśmy chronić skórę głównie przed promieniowaniem UVA?

Niestety, nie tylko. Widmo słoneczne składa się także ze światła widzialnego oraz promieniowania podczerwonego. Promieniowanie ultrafioletowe, czyli UVA i UVB, to tylko jego niewielka część. Niedawno okazało się, że szkodliwe jest też światło widzialne, ponieważ w ogromnym stopniu odpowiada za pojawianie się przebarwień. Z kolei promieniowanie cieplne, czyli światło podczerwone, bierze udział w tworzeniu się trądziku różowatego oraz w nasilaniu się objawów tej choroby. Dla osób z wrażliwą cerą naczynkową promieniowanie podczerwone, np. emitowane przez monitory komputerów, jest równie niebezpieczne jak słońce. To właśnie ono w dużej mierze przyczynia się do tego, że po całym dniu spędzonym w biurze skóra twarzy staje się mocno zaczerwieniona i przesuszona.

A więc nawet jeśli nie jesteśmy na słońcu, tylko w domu, naszą skórę cały czas atakują promienie UVA, światło widzialne oraz promieniowanie podczerwone?

To nie wszystko. Istnieje też światło niebieskie HEV (High-Energy Visible), które wnika w skórę o wiele głębiej niż promieniowanie UV i przyczynia się do powstawania wolnych rodników. Jego głównym źródłem jest słońce, ale jest ono także emitowane przez ekrany naszych urządzeń elektronicznych. Jeśli korzystamy z komputera, laptopa, komórki, tabletu czy telewizora, to jesteśmy narażeni na jego wpływ. Co gorsza, korzystamy z nich również wieczorem oraz w nocy, co znacznie zwiększa ich szkodliwy wpływ nie tylko na skórę, lecz także na cały organizm. Wszystkie konsekwencje jego niszczycielskiego działania nie są jeszcze do końca znane, ponieważ dopiero od kilku lat wystawiamy się na działanie HEV w tak intensywnym stopniu. Jednak wśród dermatologów zaczyna już funkcjonować określenie „screen face”, które oznacza przebarwienia skoncentrowane w okolicy oczu i na czole, które pojawiają się mimo stosowania przez pacjentów filtrów przeciwsłonecznych. Nikt nie nakłada jednak kosmetyków z filtrami wieczorem, a właśnie wtedy zwykle zaczynamy oglądać seriale lub grać w gry komputerowe.

Jak chronić skórę przed tymi wszystkimi zagrożeniami?

Konieczne jest stosowanie kosmetyków z filtrami i antyoksydantami. Z zatrzymywaniem promieniowania słonecznego świetnie radzą sobie filtry mineralne, które można znaleźć w kosmetykach ochronnych przeznaczonych do cery wrażliwej i naczynkowej. Najlepiej najpierw nakładać serum z antyoksydantami, np. z witaminą C lub E, kwasem ferulowym lub azelainowym, a następnie krem z filtrami. Tego typu ochronę trzeba stosować codziennie, niezależnie od pory roku. Także wtedy, gdy jesteśmy w domu. Różnica dotyczy jedynie wysokości faktora ochronnego. W naszej szerokości geograficznej zimą można się ograniczyć do filtra SPF 15 czy SPF 20 – chyba że jedziemy na narty, bo w górach zawsze obowiązuje najwyższy stopień ochrony. Latem konieczne jest korzystanie z filtrów SPF 30 – SPF 50. Filtry chemiczne, które są obecne w większości drogeryjnych kosmetyków, też są skuteczne, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że mechanizm ich działania jest zupełnie inny. Filtry fizyczne pozostają na powierzchni skóry i odbijają od niej promieniowanie UV. Ponieważ nie wnikają w naskórek, niosą mniejsze ryzyko uczulenia niż chemiczne, które żeby zadziałać, muszą zostać wchłonięte przez skórę. Tam absorbują promieniowanie tak, aby nie uszkadzało ono komórek. W wyniku tego procesu rozpadają się, więc dość szybko tracą swoje właściwości ochronne. Dlatego trzeba systematycznie ponawiać ich aplikację, mniej więcej co dwie godziny, a na plaży nawet częściej. Warto też pamiętać, że zaczynają działać dopiero po 20 minutach od nałożenia.

Jak w tym kontekście wygląda kwestia witaminy D, niezbędnej dla naszego zdrowia i odporności, której synteza zachodzi w organizmie pod wpływem słońca? Czy ze względu na nią należy ograniczać stosowanie filtrów?

To nie kosmetyki z filtrami są główną przyczyną jej niedoborów. Raczej współczesny tryb życia oraz wyjątkowe sytuacje, takie jak pandemia, kiedy obowiązywał zakaz wychodzenia z domu. Żaden filtr nie zapewnia stuprocentowej ochrony, poza tym nigdy nie nakładamy na skórę tak grubej warstwy kosmetyku, jaka jest zalecana przez producentów. Dlatego widniejące na opakowaniach wartości filtrów należy od razu podzielić przez dwa. Aby zapewnić sobie odpowiednią ilość witaminy D, wystarczy wystawić na działanie słońca około 20 proc. powierzchni ciała przez 15 minut. Może to być spacer z odsłoniętymi ramionami lub krótka sesja opalania na balkonie. Uwaga – nawet wtedy twarz i dekolt skrupulatnie chronimy przed słońcem. Zawsze też istnieje możliwość suplementacji tej witaminy, ale wcześniej warto zrobić badanie określające jej faktyczny poziom w organizmie.

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 06/2020
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również