Grajdoły i gofry: Świnoujście zawsze jest dobre
Fot. www

Grajdoły i gofry: Świnoujście zawsze jest dobre

Wypadałoby zacząć od słów Wojciecha Młynarskiego „Jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach”, ale niestety piosenka nie pasuje. Nie będzie więc o sympatycznej pannie Krysi z turnusu trzeciego ani o zadurzonym w niej basiście, bo to było w Karpaczu i w dodatku zimą. My chcemy lata, a gdzie go szukać jak nie nad morzem?

Lornetka. Choćby taka malutka-teatralna. Byleby tylko zbliżała, bo cel był blisko, oddalony może o sto metrów – na zachodniej granicy PRL, na plaży w Świnoujściu. Po co ta lornetka? Po polskiej stronie jadło się, piło i hulało w dancingach w rytmach „Chałupy, Welcome to” Zbigniewa Wodeckiego, ale za to bardziej w kwestii nagości liberalni Niemcy z NRD wytyczyli oficjalną plażę nudystów „FKK – Freikörperkultur” (dosłownie kult wolnego ciała). Ciekawscy Polacy z lornetkami dodawali sobie nieco pikanterii do codziennego kurortowego odpoczynku. Było w tym coś z oglądania francuskiej soft-erotyki „Różowa seria”. Tyle, że za darmo i nie wymagało telewizora, o który kiedyś było raczej trudno. Plaża FKK wciąż istnieje, ale dziś nudyści nie rozpalają wyobraźni jak kiedyś. Granica jest przecież otwarta (pozostaje kwestia wirusa – nie wiadomo, jak do turystyki przygranicznej będą podchodziły władze sanitarne Polski i Niemiec), poza tym telewizja nocami pokazuje wiele rzeczy i inspiracji nie trzeba szukać na plaży. Wpaść jednak warto – plaże świnoujskie, z rzędami koszy i pięknym, czystym piaskiem należą do najładniejszych w tej części Bałtyku.

 

Szwedzki raj

Prom do Malmo w Szwecji płynie kilka godzin. Przywozi turystów zza morza, którzy szukają tu tańszych (wypoczynkowych) uciech. Wprawdzie ze Szwecji (przez Danię i dalej Niemcy) można przejechać słynnym mostem, ale to znacznie dłuższa droga. Życie nocne wyższej kategorii było kiedyś podporządkowane rozkładowi promów. Dyskoteka Penelopa (dopiero ostatnio zamknięta na cztery spusty), kawiarnia z tarasem i parasolami Albatros (kelnerzy obsługiwali w muszkach – rzadkość w siermiędze PRL) oraz Gryfia – to były mocne punkty na gastronomiczno-rozrywkowej mapie kurortu. Gorzej z noclegiem, o który w sezonie wcale nie było łatwo. Przynajmniej dla Polaków, którzy wolne lokum wypraszali u recepcjonisty, używając dla zachęty odpowiedniego banknotu. Nocne wypady siłą rzeczy wiele razy kończyły się na wydmach. Albo – mimo granicznych zakazów dzielnych żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza – w wiklinowych koszach. Ktoś kiedyś wyliczył, że podczas festiwalu studentów FAMA, z którego od pół wieku (odbywa się zawsze latem) słynie Świnoujście, przywieziono ich aż dwa tysiące. Nie da się tego sprawdzić, ale liczba wcale nie jest nieprawdopodobna. Studenci w końcu musieli gdzieś spać. Zresztą, nie tylko studenci... 


To przeszłość. Miasto zabudowały nowoczesne apartamenty, ale klimat uzdrowiska pozostał – już za cesarza Wilhelma, na przełomie XIX i XX wieku jeżdżono tu szukać spokoju nad morzem. Z tamtych czasów pozostały secesyjne pensjonaty z krenelażem wieżyczek i romantycznymi drewnianymi balkonami. I fortyfikacje, które zaczęliśmy doceniać dopiero w tym wieku.

 

Zabierz go tam!

Uznam i Wolin to dwie największe oraz najbardziej znane spośród 44 wysp mikro-archipelagu ujścia Świny. Właśnie dlatego, że dookoła jest mnóstwo wody (Zalew Szczeciński i Bałtyk) ta część Polski (a niegdyś Niemiec) zawsze była fortyfikowana. Po obu stronach kanału Piastowskiego, który rozdziela obie wyspy, znajdują się dwa forty (Anioła i Gerharda). W zasięgu ich dział był szlak wody, czyli w razie alarmu nikt nie powołany nie mógł opuścić ani tym bardziej wpłynąć do miasta i portu.
Podczas II wojny światowej Świnoujście było celem nalotów dywanowych. Alianci atakowali okręty Kriegsmarine i bazę łodzi podwodnych, niedaleko było stąd również do sekretnych terenów prób cudownej broni (latających bomb V-1, rakiet V-2 w Peenemunde i super działa V-3 – pod Międzyzdrojami). Po Niemcach pozostały baterie dział przeciwlotniczych (pierścień opuszczonych bunkrów dookoła miast) i dalekosiężne działa morskie w Przytorze (niedawno zamienione na muzeum „Podziemne miasto” – do obejrzenia schrony połączone podziemnymi tunelami). Gdyby ktoś chciał zaryzykować wyprawę do Peenemunde, ważna informacja: las dookoła dawnego poligonu rakietowego jest ogrodzony. Do dziś nie oczyszczono go z niewypałów. 

 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również