Helena Norowicz: Nie można zbyt wcześnie rezygnować z siebie
Fot. akpa

Helena Norowicz: Nie można zbyt wcześnie rezygnować z siebie

– Różne rzeczy przychodzą i odchodzą, ale ważne żeby mieć pasję. Nie musi wiązać się z sukcesem, bo to kwestia szczęścia – mówi dziś Helena Norowicz.

 

Tylko piękni wewnętrznie ludzie pięknieją z wiekiem. – Kobiecość, klasa, odwaga, siła. Pełna światła i pozytywnej energii. Ikona stylu – mówią o niej. – Miło mi, że ludzie wyrażają swoją sympatię – uśmiecha się pani Helena. – Uważam, że nigdy nie można zbyt wcześnie rezygnować z siebie. Bardzo długo nie liczyłam lat. Istotne było tylko, czy mam siłę coś zrobić, czy nie. Mam świadomość że jestem na ostatnim etapie swojego życia. To było najlepsze, co mi się przytrafiło – Usiłuję sobie poradzić ze stratą mojego męża (Marian Pysznik zmarł 20 II 2020 r. – red.). – Sama jestem pogodzona z przemijaniem. To naturalna kolej rzeczy. Ale tylko ode mnie zależy, jak spożytkuję lata, które mi zostały. Czy będę aktywnie uczestniczyć w życiu, czy pogrążę się w apatii – dodaje.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Helena Norowicz (@helenanorowicz)

 

Aktorka urodziła się w Chiłowszczyźnie na Litwie (dziś Białoruś). Dziadek był leśniczym, właścicielem dużego gospodarstwa. Jego syn, a ojciec pani Heleny, bardzo chciał się kształcić, lecz jako jedyny potomek płci męskiej miał poślubić bogatą pannę. – Niestety, ojciec popełnił mezalians, ożenił się z dziewczyną bez posagu, córką zawiadowcy stacji – mówi pani Helena. – Wyjechał z żoną do Francji. Tam urodziły się Weronika i Ludwika. Po pewnym czasie dziadek pogodził się z wyborem syna i przekonał go do powrotu. Pojawiłam się ja, potem Leokadia i Teresa. Nie mieliśmy elektryczności, bieżącej wody. Mama uczyła nas etykiety. Pilnowała, żeby nie kłamać. Dom był wierzący. Dzień kończyliśmy wspólną modlitwą. Ich domu nie ominęła wojenna zawierucha. W każdej chwili groziło im zesłanie na Syberię. Pani Helena pamięta pełne grozy noce, gdy rodzina układała się do snu w zimowych paltach. Przy drzwiach stały worki z suszonym chlebem. Szczęśliwie uniknęli zesłania. W 1945 r. wyjechali z Litwy i zamieszkali w Koszalinie.

Po maturze marzył jej się AWF w Warszawie. Przegapiła termin egzaminów. Była zrozpaczona. Zamieszkała u siostry we Wrocławiu. Wieczorami chodziła do teatru. – Kiedyś w gablocie Teatru Polskiego zobaczyłam anons o naborze na studia aktorskie. Czemu nie? – pomyślałam. I zdałam. Te przegapione egzaminy to było najlepsze, co mi się mogło przytrafić – mówi. W 1958 r. ukończyła łódzką Filmówkę. Studia dały jej coś jeszcze. Właśnie tam poznała przyszłego męża. – Kiedy byłam na I roku, zwróciło na mnie uwagę dwóch kolegów kończących studia. Jeden z nich, żonaty, starał się zawsze być przy mnie. Zauważyła to pani prorektor i powiedziała: – Helena, nie zawracaj sobie nim głowy, rozejrzyj się na swoim roku. Na przykład pomyśl o Marianie – mówi.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Helena Norowicz (@helenanorowicz)

 

Pomyślała, ale to nie był grom z jasnego nieba. – Raczej stopniowe odkrywanie cech, które mnie w nim ujmowały. Przez pierwsze dwa lata stresowałam się studiami. Do tego stopnia, że zachorowałam. Marian przyszedł wtedy do mnie do akademika zobaczyć, co się ze mną dzieje. Byłam tak słaba, że zasnęłam na kilka godzin. Kiedy się obudziłam, on przy mnie nadal był. Rozczulił mnie tym bardzo – wspomina pani Helena. Byli razem 65 lat. – Mieliśmy różne charaktery. Swoje życie zawodowe. To, co było dla mnie ważne, dla męża często nie miało znaczenia. Ale była jedna niesłychanie ważna rzecz, która pozwoliła nam przetrwać – tolerancja.

Nigdy nie czekała na emeryturę. W końcu musiała odejść. Miała 66 lat. – Znam kobiety, które mówią: jak ja bym już poszła na emeryturę. A ja zawsze powtarzałam: jak ja bym nie poszła na emeryturę! Była dla mnie wyrokiem. Zajęłam się działką, hektar ziemi. Kopałam, przesadzałam, wyremontowałam domek. Wieczorem padałam ze zmęczenia. To było moje oswajanie starości. Zamiast myśleć, że nic się nie wydarzy i liczyć kolejne zmarszczki, myślałam o działce. Kiedy uznała, że wszyscy o niej zapomnieli, kolega polecił ją reżyserowi Piotrowi Dumale. Zagrała w jego filmie. Na planie poznała Aleksandrę Popławską, która namówiła ją na sesję zdjęciową. Fotografie umieściła w internecie. Dzięki temu pani Helena dostała propozycję udziału w kampanii marki Bohoboco. Nadal jest pożądaną modelką. Gra w „Magnezji”. – Miałam bardzo dobre życie, bo mogłam robić to, co kocham. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Helena Norowicz (@helenanorowicz)

 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również