Jakich filmów potrzebujemy w czasach kryzysu? Rozmowa z filmoterapeutką
Fot. iStock

Jakich filmów potrzebujemy w czasach kryzysu? Rozmowa z filmoterapeutką

Podobno dobry film jest jak szczepionka: kłuje. Porusza w nas coś ważnego, sprawia, że lepiej rozumiemy siebie. Ale czy w czasach kryzysu jest tak samo? Dobrych opowieści na pandemiczną rzeczywistość szukamy razem z psycholożką i filmoterapeutką Martyną Harland.

„New Amsterdam” w kilka tygodni zyskał miliony widzów i trafił na szczyt listy najchętniej oglądanych seriali. Dlaczego tak się nam podobał?

Taka jest teraz nasza potrzeba. Zazwyczaj nie oglądam seriali medycznych, ale w czasie pandemii - włączyłam i wsiąkłam. I chociaż nie udało mi się uwierzyć w wyidealizowane relacje bohaterów, choć dostrzegałam momenty, w których fikcja pokonywała lekarską prawdę - wybaczałam i oglądałam dalej, bo ten serial daje coś ważnego. Pokazuje, że można walczyć i zmieniać system, że można być empatycznym i interesować się drugim człowiekiem, pytać: jak mogę ci pomóc i przepraszać, gdy zawinię. To jest film o ludziach, którzy mówią i robią to, co powinni. Takie obrazy modelują nasze zachowania. Sprawiają, że zastanawiamy się: czy ja bym tak mogła? Budzą ochotę przeniesienia dobrych emocji do własnego życia.

Bohaterowie powtarzają: zawsze jest jakieś wyjście. Nic nie jest niemożliwe. To główny motyw serialu.

A my potrzebujemy pozytywnego przesłania. Chcemy wierzyć, że tacy ludzie i tacy lekarze istnieją, że możemy mieć nadzieję. To zmniejsza lęk, bo przecież oglądamy ten serial w pandemii, kryzysie, gdy wciąż jeszcze istnieje zagrożenie życia. Porównajmy go sobie z nominowanym do Oskara, rumuńskim filmem „Collective”. To naprawdę znakomity dokument: widzimy jak przez przekręt na płynach do dezynfekcji umierają ludzie, a państwo kryje korupcyjny skandal. Padają tam słowa: kiedy szpitale mogły się tak zepsuć, kiedy lekarze przestali być ludźmi? Co robi nam taki film w pandemii? Wywołuje poczucie bezsilności i braku zaufania do służby zdrowia. Widziałam go tuż przed pierwszym szczepieniem i choć doceniłam jego wartość, nie miałam ochoty o nim rozmawiać ani pisać. To nie jest film na tu i teraz. Natomiast „New Amsterdam” – jest.

Są także inne?

Serial „Tacy jesteśmy” (This is us). Podobnie jak „New Amsterdam” dotyka emocji czułości, wzrusza, wywołuje „płaczośmiech” – ten szczególny stan, kiedy o rzeczach trudnych mówimy żartem.

 Nie przepisuję filmów na receptę, ale serial TACY JESTEŚMY mogę polecić wszystkim parom. Pomaga wzbudzić nadzieję, że o związek warto walczyć.

Czy teraz szczególnie potrzebujemy dobrych opowieści?

Zawsze ich potrzebujemy, ale nie zawsze takich samych. Dla mnie jako psycholożki, która zajmuje się filmoterapią, dobra opowieść to taka, która przejeżdża po mnie walcem. Ale w czasach kryzysu nasze potrzeby się zmieniają. To nie jest dobry czas na grzebanie w sobie. W czasie przesilenia potrzebujemy widzieć bohaterów, którzy radzą sobie z problemami. Potrzebujemy opowieści, które mają happy end i dają nam nadzieję. Nawet jeśli dzieje się to kosztem autentyczności. Bajki jak Bridgertonowie to dobra opowieść? To współczesny harlequin, kostiumowa fikcja w której można się zanurzyć i odreagować. Ma zresztą bardzo dobrze nakręcone sceny erotyczne…

Cały tekst znajdziesz w nowym numerze PANI. Już w sprzedaży!

PANI teaser0621

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również