Janusz Leon Wiśniewski: "W pandemii wszystkie sklepy jubilerskie były zamknięte. Czekałem, aż otworzą"
Fot. Filip Zwierzchowski/DAS Agency

Janusz Leon Wiśniewski: "W pandemii wszystkie sklepy jubilerskie były zamknięte. Czekałem, aż otworzą"

Życzymy Państwu i sobie więcej takich spotkań! Ze znanym pisarzem Januszem L. Wiśniewskim można bowiem rozmawiać o wszystkim. Miłości, smutku, przemijaniu. A jak trzeba, to i o ichtiologii!

Dlaczego tak bardzo lubimy zapach po deszczu?

Odpowiada za to geosmina, związek z grupy alkoholi, którego woń nasz mózg odbiera jako przyjemny. Ten związek wytwarzają bakterie zmieniające się pod wpływem wody. Pachną też olejki aromatyczne wydzielane przez rośliny, dlatego w różnych miejscach na świecie jest trochę inny zapach po deszczu. Ale tylko trochę, bo dominuje geosmina. 

Zabawnie tłumaczysz to zjawisko swojej narzeczonej, Ewelinie Wojdyło, w książce, która jest rodzajem relacji z podróży do Nowej Zelandii. Spędziliście ze sobą cały miesiąc, były trudne momenty?

To może dziwne, ale w czasie tej podróży nie pokłóciliśmy się ani razu. Z Eweliną trudno się kłócić. A jak już się zdenerwuje i wyrzuci z siebie złą energię, to czas cichy nie liczy się na dni, tylko godziny. Poza tym gdy wyjeżdżaliśmy do Nowej Zelandii, mieliśmy za sobą półtora roku mieszkania pod jednym dachem w Gdańsku. Poszczęściło mi się, bo przyjechałem z Frankfurtu właściwie na gotowe. Mieszkanie, które kupiliśmy z Eweliną, było w stanie deweloperskim, więc ja robiłem przelewy, a Linka wszystkim dowodziła. Moje przejście z życia singla w świat życia w grupie – bo Ewelina ma dwóch synów – też było bezbolesne. Mamy ze sobą dobry kontakt, ale także przestrzeń prywatną, jeśli jej potrzebujemy. W podróż do Nowej Zelandii jechaliśmy więc bez strachu, że nagle zaczniemy mieć siebie dość, nie był to dla nas jakiś rodzaj testu, czy będziemy żyć we dwoje. 

 

Nawet jeśliby był, zdaliście go oboje.

Do tego stopnia, że po powrocie, gdy już pracowaliśmy nad manuskryptem, postanowiłem Ewelinie przygotować niespodziankę. Ewelina jej jednak nie zauważyła. Wiesz, jak to jest, gdy pracujesz nad tekstem, to nie patrzysz na pierwszą stronę i tytuł, tylko zaczynasz pisać od tego miejsca, w którym ostatnio skończyłeś. W pewnym momencie, bez jej wiedzy, napisałem w tytule „Podróż przedślubna”. To było takie oficjalne podanie o prawo do oświadczyn. Czekałem kilka dni, aż w końcu zacząłem się bać, że Linka przeczytała, ale może to dla niej nie jest istotne. Ona nigdy nie napierała na małżeństwo, mnie też nie wydawało się to takie ważne, mamy jednak wspólne mieszkanie i przy obecnym podejściu rządu do związków nieformalnych, gdyby mi się coś stało, Linka nie mogłaby się nawet dowiedzieć, czy żyję. Poza tym uważam, że facet powinien chcieć coś zadeklarować w związku, bo wtedy ten związek jest dla niego ważny. Na szczęście po kilku dniach zauważyła podtytuł i zapytała wzruszona: „Naprawdę!? Tak traktowałeś naszą podróż?”. Oświadczyłem się jednak dopiero rok po napisaniu książki. Pandemia spowodowała, że wszystkie sklepy jubilerskie były zamknięte, czekałem, aż otworzą. Dopiero wtedy zapytałem, czy wyjdzie za mnie za mąż na Mauritiusie, bo wspominała kiedyś, że chciałaby tam pojechać. To zaszokowało chłopców, ale zachowali zimną krew, najstarszy syn poklepał mnie po plecach i przybił piątkę. 

Całą rozmowę przeczytasz w sierpniowym numerze Pani. Już w sprzedaży!

PANI teaser

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 08/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również