Justyna Wasilewska: kim jest kobieta, którą okrzyknięto najbardziej charyzmatyczną aktorką swojego pokolenia
Justyna Wasilewska, aktorka znana z ról w filmach "Sztuka kochania" i "Serce miłości"
Fot. AKPA

Justyna Wasilewska: kim jest kobieta, którą okrzyknięto najbardziej charyzmatyczną aktorką swojego pokolenia

Wizerunek i osobowość Justyny Wasilewskiej stanowią duet przeciwieństw. Blondynka o dziecięcej twarzy obsadzana w rolach silnych kobiet. Tajemnica jej aktorskiej dojrzałości? Można wejść w rolę jak w kostium, potem odwiesić ją... mało używaną. Albo skorzystać z przywileju, że co chwilę masz nowe życie, i z każdego czerpać doświadczenie. Jak Justyna.

Z podwiniętymi nogami na wielkim fotelu wygląda jak piętnastolatka. Tylko przenikliwy wzrok zdradza, że jest młodą kobietą. Gdy dostała nominację do Paszportu Polityki, pisano o niej: „To najbardziej charyzmatyczna aktorka swojego pokolenia. Nie można oderwać wzroku, gdy pojawia się na scenie”. W serialu „Nieobecni” zagrała tancerkę, której życie wywraca zniknięcie najbliższych. Mierząc się z rodzinną tragedią, odkrywa w sobie cechy, których się nie spodziewała. Podobną drogę od słabości do siły przechodzi postać, którą grała w spektaklu „Cząstki kobiety” w TR. W Justynie też można doszukać się cech nieoczywistych. Pozorna kruchość współgra z wyrazistą siłą. Zdecydowane poglądy łączy z autoironicznym dystansem do siebie i świata. Osobowość nietuzinkowa? Na pewno!

Powiedziałaś kiedyś, że Dzień Kobiet to dla ciebie  święto bez znaczenia. Jak to rozumiesz?

Justyna Wasilewska: Traktuję je jak spadek po starym systemie, kiedy kobiety w zakładach pracy dostawały goździk i parę rajstop. Wtedy miało to dla nich realny wymiar, bo rajstopy były towarem deficytowym. Dzisiaj jest symbolem świata protekcjonalnego wobec kobiet, który powinien odejść, a... wciąż trwa. Patrząc na to, co dzieje się w Polsce, mam wrażenie, że na nowo musimy zdefiniować „kobiecość” i zawalczyć o swoje prawa. Prawdziwą równość. 

Prawdziwą, czyli…

Nie deklarowaną, ale rzeczywistą. Dlaczego wciąż musimy zadawać te retoryczne pytania: czy kobieta może sama o sobie decydować? Czy płace są faktycznie równe? Jak wygląda sprawa parytetów? Dlaczego Polki znowu muszą demonstrować? Czy władza może używać praw kobiet do osiągania swoich politycznych celów? Może Dzień Kobiet to dobry pretekst, żeby się nad tym zastanowić.

Czego brakuje tobie – tu i teraz?

Poczucia bezpieczeństwa. Oburza mnie, że w Polsce dyskusja o prawach człowieka wróciła do poziomu sprzed prawie stu lat, kiedy to Boy-Żeleński pisał „Piekło kobiet”. Mam znajomych na przykład w Berlinie, tam nie kwestionuje się podstawowych praw kobiet. Prawa człowieka są priorytetem. Ludzie nie muszą poświęcać czasu na wyzwalanie się ani bać się konsekwencji bycia wolnym. Równouprawnienie jest tam normą, różnorodność jest normą. Kobiety mogą cieszyć się swoją seksualnością. Tego im zazdroszczę i tego mi brakuje. Mam nadzieję, że ten regres w naszym kraju jest przejściowy, ostatecznie uda nam się rozwiązać te kwestie  i pójść naprzód. 

W „Sercu miłości” razem z Jackiem Poniedziałkiem zagraliście dwie główne role, obie uznano za wybitne. Myślisz, że dostałaś takie samo honorarium jak Jacek?

Wątpię. Dla mnie udział w tym filmie był wielkim wyróżnieniem, więc nie miałam odwagi negocjować honorarium, nawet mi to nie przyszło do głowy. Ale niedługo będziemy z Jackiem robić razem kolejną rzecz i na pewno o tym pomyślę.

Masz podstawy. Zdobywasz prestiżowe wyróżnienia. Krytycy piszą o tobie: „charyzmatyczna”, „wielki talent”. Takie pochwały nie zdarzają się często. 

To bardzo miłe słyszeć czy czytać takie słowa, choć nie zawsze łatwo mi w nie uwierzyć. Długa droga za mną. Miałam szczęście spotkać ludzi, którzy we mnie uwierzyli i dali mi szanse. Z domu oprócz ogromnej miłości i wrażliwości wyniosłam też pewną słabość pielęgnowaną przez pokolenia. Poza tym pochodzę z Wrocławia z czasów „powodzi tysiąclecia”. W kilka godzin pół miasta znalazło się pod wodą, ojciec stracił cały dorobek. Ta tragedia podcięła mu skrzydła i zmieniła nasze życie. Takie doświadczenia straty zostawiają ślad i poczucie, że nic nie jest dane raz na zawsze. 

Twoja Wanda w „Sztuce kochania” czy Zuza w „Sercu miłości” to silne, niezależne postaci. W Teatrze Rozmaitości w spektaklu „Cząstki kobiety” obsadzono cię w roli kobiety, która znajduje w sobie odwagę, by zmierzyć się z tragedią.

Ale gdy uważnie przyjrzysz się kobietom, które gram, dostrzeżesz, że one walczą o tę siłę. Zuza z „Serca miłości” nie od razu jest niezależna i pewna siebie, musi dojrzeć do tego, by spotkać się jak równy z równym ze swoim partnerem. Wanda z filmu o Wisłockiej znalazła się jako ta trzecia w cudzym małżeństwie i toczy walkę, żeby wydostać się z tego układu i zacząć swoje życie. Mila z „Nieobecnych” ma determinację i „kolce”, musi przejść długą drogę, żeby jej siła przestała być pozorna. Na pewno są to bohaterki walczące, które dojrzewają do swojej siły. 

Magia aktorstwa jest w tym, że możesz wejść do cudzego życia, spróbować czegoś innego, a potem wrócić do siebie. 

Każda z kobiet, które grałam, coś mi dała, a ja dałam każdej coś z siebie. Mogłam rozgościć się w ich życiu, posprawdzać sobie różne rzeczy i wrócić do siebie bogatsza  o to doświadczenie...

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również