Katarzyna Sawczuk: W show-biznesie łatwo się pogubić
Katarzyna Sawczuk
Fot. AKPA

Katarzyna Sawczuk: W show-biznesie łatwo się pogubić

O hejcie, pogoni za marzeniami i muzycznych ambicjach. Katarzyna Sawczuk - młoda aktorka, która zagrała właśnie główną rolę w filmie "Jak zostać gwiazdą", opowiada mi też o udziale w kontrowersyjnej produkcji "Dziewczyny z Dubaju" i ciemnej stronie show - biznesu. 

Kasiu, opadły już emocje po premierze filmu „Jak zostać gwiazdą” z Tobą w roli głównej?

Opadły. Od premiery minęła chwila. Na planie byłam z kolei rok i cztery miesiące temu. Dziś nie czuję ciągłości tych filmowych emocji, choć one oczywiście były. Do kina poszłam zrodziną. Oglądaliśmy film w Białej Podlaskiej. A teraz skupiam się na kolejnych zawodowych celach.  

Powiedziałaś kiedyś, że trudno Ci się odnaleźć w sytuacji, gdy jesteś w centrum uwagi.

Nic się w tej kwestii nie zmieniło! (śmiech). No, może poza jednym - moim usystematyzowaniem wiedzy, na czym polega ta praca i jakie są nieodłączne elementy, wiążące się z tym zawodem. Dzięki temu jest mi dziś łatwiej podchodzić do tego tematu i radzić sobie z zainteresowaniem, nawet negatywnymi komentarzami i hejtem. Bo w centrum uwagi można być po dwóch stronach. Dziś lepiej sobie radzę ze specyfiką zawodu, który wykonuję.

Twoja zawodowa droga zaczęła się bardzo wcześnie. 

Miałam sześć lat, gdy po raz pierwszy wystąpiłam na maleńkiej scenie w Domu Kultury w Białej Podlaskiej. Od tamtego czasu całą uwagę poświęcałam muzyce i rozwijaniu swojej pasji. Kilka lat później przeprowadziłam się do Warszawy. Zmieniłam całkowicie otoczenie i poznałam ludzi, którzy podzielali moje zainteresowania. Jako 15-latka pracowałam już „pełnoetatowo” w zawodzie. 

Prawie dekadę pracujesz w zawodzie. 

Ha ha jeszcze chwila i benefis (śmiech). Faktycznie dosyć wcześnie zaczęłam pracować. Jednocześnie zawsze dbałam o systematyczny rozwój mojej pasji. Zaczęło się od muzyki. W czasie gimnazjum pojechałam na warsztaty musicalowe. Tam spotkałam się z grupą młodzieży, która zakwalifikowała się do trzeciego etapu castingu do spektaklu w Teatrze Roma. Dyrektor teatru przyjechał na te warsztaty żeby ich poobserwować. I jakoś tak się stało, że mnie wyhaczył spośród innych dzieciaków i zaprosił na przesłuchanie. Wygrałam wówczas to przesłuchanie, a następnie postawiłam wszystko na jedną kartę - przeprowadziłam do Warszawy. To były moje pierwsze aktorskie kroki. Pokochałam to, zaczęłam chodzić na castingi serialowo - reklamowe. Wiadomo jak to jest na sto castingów wygrywa się jeden. Ale mnie to nie zniechęciło, byłam pewna, że z tym wiąże moje życie zawodowe.

To spory krok w dorosłość. Rodzice nie protestowali?

Nie mieli wyjścia, bo od 6 roku życia miałam sprecyzowaną wizję swojej przyszłości. Zawsze im mówiłam, że chcę zostać wokalistką, chcę występować. Myślę, że dałabym nieźle popalić rodzicom, gdyby mnie nie puścili (śmiech).

Twoja bohaterka filmowa, Ostra, bierze udział w talent show. O punkt styczny między Wami zatem nie pytam?

No tak, obie wzięłyśmy udział w telewizyjnym programie. Poza tym, tak jak ona miałam burzliwy nastoletni czas. Mój bunt zbiegł się w czasie ze stawianiem pierwszych kroków w show biznesie. 

Poznałaś jego ciemne strony?

Jak najbardziej. Trzeba mieć albo solidne wzorce, albo wsparcie dorosłych, bo inaczej łatwo się w nim pogubić. Uczę się podejmować właściwe decyzje, a także stawiać czoła konsekwencjom podejmowania tych złych. 

Idole młodzieży, gwiazdy dopiero wchodzące w dorosłość, poddawane są ciągłej ocenie. A to pewnie dla młodego człowieka, przechodzącego okres dojrzewania i budowania poczucia własnej wartości, szczególnie trudne. 

To prawda. Poruszamy zresztą tę kwestię w naszym filmie. Mówimy też o tym, co sama dostrzegam - we współczesnym świecie, w którym króluje wirtualna rzeczywistość, zacierają się prawdziwe wartości: to, jak żyjemy i kim jesteśmy. A to przecież w życiu najważniejsze. Nie to, jak oceniają nas inni, niejednokrotnie ci, których nawet nie znamy. Media społecznościowe i ich nierealny świat zniekształcają rzeczywistość. Bardzo łatwo jest się od nich uzależnić. Myślę więc, że bardzo istotne i pomocne jest stawianie sobie celów, konkretnych zadań, które krok po kroku można realizować. Dzięki temu łatwiej się nie pogubić.

Wspomniałaś o hejcie. Sama go doświadczyłaś?

Każdy z nas codziennie się z nim spotyka. Traktuje o tym film „Sala Samobójców: Hejter” Janka Komasy. To pozycja obowiązkowa dla każdego w dzisiejszych czasach. Bo współczesna rzeczywistość wygląda tak, że każdego dnia jesteśmy poddawani opinii i krytyce innych ludzi. Staram się temu wszystkiemu nie poddawać. Robię swoje i kieruję uwagę na to co mi służy i pozwala na rozwój. Chcę poprzez swoją postawę pokazać, że można działać inaczej. Warto szerzyć dobrą energię. Dzięki temu możliwa jest zmiana.

Mimo młodego wieku, sprawiasz wrażenie osoby bardzo dojrzałej, poukładanej. Zawsze taka byłaś?

Musiałam dojrzeć ze względu na zawód, który wykonuję. Stawianie czoła problemom finansowym też sprawiły, że szybko wydoroślałam. Zarabianie na siebie, utrzymanie się w wielkim mieście i szybki zawodowy start, mocno ukształtował mnie jako człowieka. Pilnuję jednak tego, aby zachować w sobie sporo z dziecka.

Oprócz „Jak zostać gwiazdą” grasz w innej, głośnej produkcji. Mówię o „Dziewczynach z Dubaju”.

30 września skończyliśmy zdjęcia, ale nie chciałabym zbyt wiele zdradzać na temat fabuły. Ostatnie ujęcia mieliśmy w Cannes. To było super doświadczenie, bo nigdy wcześniej nie nagrywałam za granicą.

Jak się pracowało w warunkach covidowych? 

To było dla wszystkich nowe doświadczenie. Praca na planie zdjęciowym w reżimie sanitarnym nie jest łatwa. Nosiliśmy maseczki, robiliśmy testy, bardzo o siebie dbaliśmy.  Mam nadzieję że ten system pracy i kolejne obostrzenia skończą się jak najszybciej. 

Film podejmuje kontrowersyjny i odważny temat. Miałaś obawy przyjmując tę rolę?

Nie miałam. Bardzo chciałabym filmami i swoimi kreacjami poruszać ważne tematy. Chciałabym, aby moje role coś ze sobą niosły. Im bardziej trudny temat, im więcej pracy można wykonać i wykazać się aktorsko, tym lepiej. Nie zastanawiałam się ani sekundy czy pójść na casting i zawalczyć o tę postać. Czytałam wcześniej książkę i dokładnie wiedziałam, o co chodzi w tym projekcie. 

Mówisz, że nie jesteś gwiazdą - to pokora czy kokieteria?

Uciekam od tego słowa, bo tożsame z nim jest słowo „gwiazdorzenie”, a to jest negatywnie nacechowane. Najbardziej cieszę się z tego, że mogę się wciąż rozwijać, a pracę traktuję jako pasję. Nie wyobrażam sobie innej drogi mojego życia.

Najbliższe plany muzyczne?

Praca nad debiutanckim albumem muzycznym. Ale dziś najbardziej marzę o tym, byśmy już wszyscy byli zdrowi. W intencji zakończenia pandemii wysyłam w świat najwięcej pozytywnej energii. Jak już się to spełni, rozpocznę realizację kolejnych celów. Bo listę mam naprawdę długą.

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również