Reporterzy w Ameryce - opowieści korespondentów radiowych
Fot. Materiały prasowe

Reporterzy w Ameryce - opowieści korespondentów radiowych

Reportaż radiowy to szczególna forma dziennikarstwa. Trzeba dotrzeć na miejsce zdarzeń bez względu na porę dnia czy nocy, zobaczyć na własne oczy i przygotować relację – często na gorąco, w wirze bardzo dynamicznych wydarzeń dziejących się tuż obok, na przykład niemal w sercu huraganu. I trzeba to zrobić tak, żeby słuchacz „zobaczył” sceny, o których opowiada się tylko słowami, bo tu reportera nie wspomoże ani obraz z kamery, ani zdjęcie. O tym jest książka pary wieloletnich radiowych korespondentów w Stanach Zjednoczonych, "Ameryka i my".

Ona – dziennikarka radia RMF Classic. On – dziennikarz RMF FM. Pewnego dnia spakowali walizki, opuścili swój szczeciński dom i pojechali do Stanów Zjednoczonych do pracy. Znaleźli się w Waszyngtonie, gdzie mieszkają już od ponad dziesięciu lat i skąd dla polskich słuchaczy relacjonują najciekawsze i najważniejsze wydarzenia w Stanach. W książce „Ameryka i my” opisują swoją reporterską przygodę, która zawiodła ich w miejsca, jakich bez dziennikarskiej akredytacji nigdy by nie zobaczyli, np. Biały Dom od środka, i do wydarzeń, które dzięki swojej pracy mogli oglądać z pierwszych rzędów – start wahadłowca na Przylądku Canaveral czy ceremonia rozdania Oscarów. Poznajemy kulisy relacjonowania prezydenckich kampanii wyborczych i klęsk żywiołowych, m.in. huraganu, który oglądali z całkiem bliska.

Opowieść dziennikarskiego małżeństwa nie obejmuje wszystkiego, co w ciągu ponad dekady udało im się przeżyć i zobaczyć w Stanach, bo jest to fizycznie niemożliwe, ale z historii, jakimi autorzy dzielą się z czytelnikami, wyłania się obraz Ameryki „od kuchni”, którego próżno szukać w oficjalnych doniesieniach – czasami zaskakujący, a czasami zabawny. Zresztą akurat poczucia humoru w tej książce nie brakuje, o czym świadczą już choćby tylko niektóre tytuły rozdziałów: „Selfie w Gabinecie Owalnym”, „Mogę potrzymać Oscara? Pewnie, bierz” czy „Mówili, że już przegrał, a jednak wygrał”.

Ale jest też ta książka swojego rodzaju przewodnikiem po kraju, w którym codzienne życie może turystom czy osobom, które dopiero tu przyjechały, sprawić niejedną niespodziankę. Krawczuk i Żuchowski, jako że nie skupiają się tylko na zawodowych wyzwaniach, ale także opowiadają nieco o życiu prywatnym, opisują swoje początki w Stanach. „Mieliśmy niewątpliwie to szczęście – zwierzają się – iż przylecieliśmy do Stanów w erze internetu. Googlowaliśmy więc jak szaleni, szukając w sieci wszystkiego. Czasem były to hasła typu: jak nazywa się w USA odpowiednik Castoramy w Polsce, a czasem: co to jest deductible, copayment i jak działa system ubezpieczeń zdrowotnych. (...) Każdy człowiek, który doświadczył tego typu zmiany, wie, że to uniwersytet życia. O losie!”. Dziennikarskie małżeństwo przeszło ten uniwersytet, i zawodowy, i prywatny, śpiewająco. Warto poznać doświadczenia, którymi się dzielą, bo otwierają przed czytelnikiem całkiem nowy świat – niezwykłego zawodu wykonywanego w niezwykłym kraju.

„Ameryka i my”, Lidia Krawczuk, Paweł Żuchowski

Ameryka i my_okladka_white_wiz_tyl_1

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również