„Lista marzeń’ wykorzystuje chwytliwy pomysł z „Ps. Kocham Cię”, jednak zamiast zmarłego męża przewodniczką dla głównej bohaterki będzie jej zmarła matka. Ta prosta komedia romantyczna w tydzień podbiła serca widzów Netflixa i została numerem 1 na platformie. Dlaczego?
Fabuła nowego filmu Adama Brooksa („Na pewno, być może” czy „Francuski pocałunek”) jest prosta. Kiedy umiera ukochana matka Alex (Sofia Carson), dziewczyna zakłada, że stanie na czele jej firmy kosmetycznej Rose. Zamiast tego ster przejmuje jej szwagierka, a Alex traci posadę szefowej marketingu. Brad (Kyle Allen), prawnik zmarłej Elizabeth (znana z 1. sezonu „Białego Lotosu” Connie Britton) zamiast kluczy do firmy wręcza jej DVD od matki oraz listę marzeń, którą Alex spisała w wieku 13 lat. W nagranym filmiku matka dziewczyny przekonuje ją, że widzi że jej córka zrezygnowała z życia i osiadła na bezpiecznej posadce w jej firmie, więc chce ją zachęcić, aby znowu sięgnęła po swoje marzenia. W tym celu Alex ma rok, aby odhaczyć wszystkie punkty z listy takie jak występ na stand-upie, zrobienie prawa jazdy czy znalezienie prawdziwej miłości. Jeśli jej się to uda, otrzyma swój spadek. Pierwszym punktem, który zrealizuje Alex, będzie rozstanie z dotychczasowym partnerem i realizacja planu matki przy pomocy przystojnego Brada. W ciągu roku wróci również do nauczania, które porzuciła po traumatycznym (i nie wyjaśnionych) wydarzenia, znajdzie uroczego chłopaka i odkryje rodzinną tajemnicę tajemnicę.
Ta prosta komedia romantyczna w niecały tydzień została numer 1 na Netflixie. Widzowie pokochali ten film, krytycy zdecydowanie mniej. Lista zarzutów jest długa. Od przewidywalnej fabuły po główną bohaterkę, która przez większość filmu widzi niewiele poza czubek własnego nosa. Wybór widzów może dziwić, zwłaszcza że wśród najlepszych seriali nadal niepodzielnie króluje „Dojrzewanie”. Jednak „Lista marzeń” to właśnie idealna odtrutka na trudne tematy podejmowane przez „Dojrzewanie”. Tam rodzice, mniej lub bardziej kochający, okazali się mieć znikomy wpływ na zachowanie swojego syna. W „Liście marzeń” matka, mimo śmierci, nadal ogromny wpływ na życie swojej córki i może ją skierować na właściwe tory. To dobrze zrealizowany, porządnie zagrany film, który nie rości sobie pretensji do bycia czymś więcej, niż jest. Przyjemny sposobem na spędzenie dwóch godzin w weekend, kiedy potrzebujemy się odprężyć i uronić kilka łez na koniec. Można na seans zaprosić mamę lub córkę.