Uwaga - talent! Rozmowa z aktorką Wiktorią Filus
Wiktoria Filus - zdjęcie autorstwa Marka Zimakiewicza
Fot. materiały prasowe

Uwaga - talent! Rozmowa z aktorką Wiktorią Filus

Mówią o niej - objawienie. Choć zaledwie miesiąc temu obroniła dyplom, ma na koncie sporo aktorskich sukcesów. Błysnęła w "Sali samobójców. Hejter" i "Reakcji łańcuchowej". Po netflixowym "W głębi lasu" ta młoda aktorka znalazła się na ustach wszystkich. Jaka jest prywatnie?  Jak zaczęła się jej aktorska przygoda?

Gratuluję ukończenia studiów!

Dziękuję (śmiech). Bardzo się z tego cieszę, zwłaszcza, że obrona odbyła się w dość niecodziennych okolicznościach, bo w przyczepie. 

Od dziecka marzyłaś o byciu aktorką?

Myślę że tak. Do PWST dostałam się jednak dopiero za trzecim razem. Przyznam, że był moment, kiedy pomyślałam, że może jednak się do tego nie nadaję, może sobie coś wmówiłam. Rozpoczęłam więc studia na Uniwersytecie Jagiellońskim związane z elektronicznym przetwarzaniem informacji. Wytrzymałam 3 semestry, ale już po pierwszym wiedziałam, że to nie jest moje miejsce. Zdecydowanie nie mam zdolności do programowania (śmiech). 

Za to Twoje zdolności aktorskie sprawiają, że okrzyknięto cię już „nadzieją kina”, a ci, którzy oglądali Cię w Netflixowym „W głębi lasu” pisali, że skradłaś show. Jak się z tym czujesz?

Rzeczywiście odbiór serialu jest dobry, z czego bardzo się cieszę, choć czasem odrobinę mnie to przytłacza.  Oczywiście nie powiedziałabym o sobie, że skradłam show ale myślę, że blisko było mi do postaci, którą grałam. 

Powierzając Ci tę rolę, obdarzono Cię sporym kredytem zaufania. Czułaś ten ciężar odpowiedzialności?

Zdecydowanie, choć podchodząc do castingu, tak naprawdę nie wiedziałam, o jaką rolę się staram ani jak duża ona będzie.  To było zbiorowe spotkanie młodych aktorów, bez znajomości całego scenariusza. Dopiero kiedy okazało się, że zostałam wybrana do roli Laury, dowiedziałam się, jak duże będzie to przedsięwzięcie. Kompletnie się tego nie spodziewałam. To był szok. Śmieją się ze mnie, że wiadomość o tym przyjęłam bardzo chłodno, mówiąc: „Acha, fajnie, to dziękuję za informację”. Tymczasem ja byłam po prostu zamrożona i zszokowana. 

Oprócz serialu „W głębi lasu”, masz już na koncie kilka ciekawych zawodowych projektów.  

Tak, plany filmowe są już mi znane. Już po pierwszym roku miałam okazję zagrać w filmie "Reakcja łańcuchowa" w rez. Jakuba Pączka. Bardzo ważne też było dla mnie spotkanie z Jankiem Komasą  przy filmie "Sala samobójców. Hejter", gdzie zagrałam u boku Maćka Stuhra. A pod koniec studiów w ramach pracy dyplomowej miałam szansę stworzyć rolę w filmie "Nic nie ginie" w reż. Kaliny Alabrudzinskiej. Mimo to Laura z "W głębi lasu" to rola, z którą łączyła się jak dotąd największa odpowiedzialność. 

O jakich rolach teraz marzysz?

Hmm. Jestem teraz w dość ciekawym życiowym momencie. Do tej pory marzyłam o tym, żeby zacząć grać, skończyć studia i mieć w miarę stabilną sytuację prywatną. To wszystko się spełniło, więc teraz jestem na etapie zadawania sobie pytań, co dalej. Powoli i bardzo rozważnie określam kolejne cele. Na ten moment na pewno interesowałby mnie  rola w filmie fabularnym, gdzie mogłabym jeszcze przed wejściem na plan filmowy zacząć budować postać, pracować nad nią i się do niej dogrzebywać. W sferze moich marzeń i planów jest też teatr. 

Tymczasem w TVN wystartowała druga transza serialu „Usta usta”. Jesteś gotowa na kolejną falę sławy?

Nie mogę się doczekać reakcji widzów! Ten serial to kompletnie inna konwencja, diametralnie różni się też moja postać. Szczerze mówiąc, byłam bardzo zaskoczona, że dostałam ten projekt. 

Uważałaś, że nie pasujesz do komedii?

Nie w tym rzecz. Do tej pory najczęściej byłam zapraszana do na castingi do ról dziewczyn, lub kobiet, które są na etapie kształtowania siebie, mają w sobie wiele pytań. Dojrzała, pewna siebie Sara jest więc ciekawą ale i zaskakującą odmianą. I bardzo się z niej cieszę.

Jak wyglądał casting? Wiem, że odbywał się już w rzeczywistości pandemicznej. 

Dostałam jedną scenę, którą nagrałam sama w domu. W czasie pandemii było to ciekawe i mobilizujące zadanie do wykonania. No i satysfakcjonujące, bo na podstawie tego jednego nagrania powierzono mi rolę Sary. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam, się kim jest, ile ma lat no i z kim się spotyka (śmiech). To kobieta zdecydowana, ukształtowana i pewna swojej wartości. Wcielając się w nią, miałam sporo frajdy.

To serial, który ma swoją publiczność. Czekała na niego 10 lat i ma wobec niego spore wymagania.

Sama należę do tej społeczności, bo oglądałam ten serial! Pamiętam, że miał wyjątkowe poczucie humoru, które dalej jest obecne w scenariuszu. Jest też świetne tempo, zabawne sytuacje, a postaci bardzo realne. To mieszanina ludzi, których spotykamy na co dzień. Myślę, że oczekiwania wobec tej produkcji zostaną spełnione. 

Skończyliście kręcić pierwszą transzę. Jak wygląda kręcenie serialu w reżimie sanitarnym? 

Od pierwszych dni cała ekipa była wielokrotnie testowana, mierzono nam temperaturę. Gdy pojawiał się choćby cień podejrzenia, że ktoś z ekipy miał kontakt z osobą zakażoną, wstrzymywano zdjęcia. Tak długo jak to było możliwe, nosiliśmy maseczki. Zdejmowaliśmy je dopiero przed kamerami. To specyficzna sytuacja. Plan filmowy to przede wszystkim spotkania z ludźmi, ich bliskość. 

Mimo młodego wieku, masz ustabilizowane życie prywatne. 

To prawda. Zawsze marzyłam o tym, by szybko założyć rodzinę. Moi najbliżsi są dla mnie wielkim wsparciem, a ja spełniam się w roli żony i matki.

Udało Ci się wyskoczyć gdzieś na wakacje? 

Tak, i to nawet nie raz! W te wakacje udało mi się odwiedzić i góry i morze. 

Plany prywatne i zawodowe na najbliższy czas?

Zawodowa na razie nic o czym mogłabym mówić, a prywatnie? Cieszyć się każdą chwilą!

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również