Aleksandra Adamska: "Za każdym razem, gdy mówię o tym marzeniu, przechodzą mnie dreszcze"
Aleksandra Adamska na konferencji prasowej serialu 'Skazana', w którym wciela się w rolę więźniarki Pati.
Fot. Akpa

Aleksandra Adamska: "Za każdym razem, gdy mówię o tym marzeniu, przechodzą mnie dreszcze"

- Jak tylko zejdę z planu i zmyję makijaż, jestem nie do poznania. Lubię to! - mówi Ola, która gra więźniarkę Pati w serialu "Skazana". Nam opowiada o początkach w zawodzie, o rzeczach, za które jest wdzięczna swoim rodzicom i o największym życiowym marzeniu. 

Spotykamy się z okazji premiery serialu "Skazana", w którym grasz jedną z pierwszoplanowych ról. Słyszałam jednak, że Twój udział w tym serialu nie był oczywisty. Podobno byłaś do niego... za ładna?

To prawda. To był pierwszy casting do tak nieoczywistej w moim emploi roli. Nawet gdy zostałam zaproponowana przez producenta serialu, aby mnie "przecastingowano", a było to zaraz po udziale w "Królestwie kobiet", Zarząd TVNu orzekł, że "…Adamska fajna, zdolna ale do roli Pati za ładna i za delikatna". Gdy ostatecznie się zgodzili, poczułam podmuch wiatru w skrzydła. Uznałam że to może być szansa na przełamanie mojego wizerunku. Casting odbywał się przez self tape'y. Nagrałam go wyglądając, mówiąc i zachowując się tak, jak wyobrażałam sobie tę postać. Operator serialu, z którym prawie 60 dni pracowałam przy "Królestwie kobiet", z którym przegadałam długie godziny na planie, na mój widok powiedział: "Fajna, ale kto to jest?". To był dla mnie znak, że idę w dobrym kierunku. Udało mi się na tyle wykreować postać, że ludzie mnie nie poznają. Nawet ci, którzy mnie znają, to nie poznają! (śmiech) 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Adamska (@olaadamska)

Przeglądając twoje zdjęcia z planów zdjęciowych, a także te, które publikujesz w sieci widać, że jesteś niezwykle plastyczna.

Wiele osób mi mówi, że jak tylko zejdę z planu, zmyję makijaż, założę swoje ubrania i jestem sobą, staję się praktycznie nie-do-rozpoznania. Teraz mam np. przedłużane włosy już do kolejnej po "Skazanej" produkcji i znów jestem na ulicy kompletnie anonimowa. I bardzo mi się to podoba! Lubię być kameleonem.

W serialu "Skazana" spotykają się aktorki o mocnych charakterach i ugruntowanych pozycjach. Jak się pracowało w takim składzie?

Z ręką na sercu - wspaniale! Cały pion realizatorski, obsadowy i techniczny tego serialu, tylko pomagał mi żebym rozwinęła skrzydła. Praca z Agatą Kuleszą była czymś magicznym. To wspaniała osoba. Nie tylko doskonała aktorka z nieprawdopodobnym wyczuciem i zdolnością przenoszenia w filmowy świat. Oprócz tego jest normalną osobą, kobietą z krwi i kości, która dostrzega i docenia drugiego człowieka. Zna imiona asystentów, rozmawia z nimi. To może oczywiste, ale rzadko się to widzi na planach zdjęciowych. Zamiast tego widać hierarchizację, nierozmawianie z niektórymi pionami i to przez jednostki aktorskie, którą są na znacznie niższych pozycjach niż Agata Kulesza. To aktorka oscarowa. Ten stosunek do innych tak naprawdę jeszcze bardziej podbija jej wielkość. Bardzo się polubiłyśmy, bardzo mi pomogła, żeby ta moja Pati mogła być taka, jaka była. Wspierała mnie i była ze mną w tej podróży.

Miałam lekką obawę, bo nigdy wcześniej czegoś takiego zawodowo nie zrobiłam. Myślę, że to duża odwaga, bo w serialu inaczej chodzę, inaczej mówię, mam wadę wymowy. Inaczej też wyglądam. Miałam pewne obawy jak Agata zareaguje na mój pomysł na postać. A ona nie dość, że to zaakceptowała, to jeszcze bardzo mnie wspierała.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Skazana (@skazana.serial)

To kolejna produkcja o kobietach.

To dobry czas dla kobiet. Wychodzę z założenia, że kobieta powinna miłością dekonstruować ten patriarchalny system, który wciąż jest u nas mocno zakorzeniony. Siła kobiet tkwi w ich delikatności, czułości i umiejętności okazywania miłości. Na miękko wprowadzamy coraz częściej produkcje z rolami kobiecymi, o kobietach. To coś wspaniałego i super, że ten czas nadchodzi.

Oczywiście nie jest fajnie, jak jest zerojedynkowo. Kiedyś byli w kinie tylko faceci, teraz idziemy w stronę kobiet. Wierzę, że w przyszłości to się wyrówna i to jest moim zdaniem idealna sytuacja. Uważam, że równość jest najważniejsza. Nie klasyfikuję ludzi. Nie ma dla mnie znaczenia narodowość, orientacja seksualna czy płeć. Najważniejszy jest człowiek i to, co za sobą niesie.

Wychowałaś się w artystycznej rodzinie. Mama pracowała jako choreografka, tata jest muzykiem. Czujesz, że sztuka cię ukształtowała?

Zdecydowanie. Mama prowadzi Biuro Ośrodka Sportu Politechniki Śląskiej, ale przez lata była choreografem i prowadziła zespół "Dąbrowiacy", a mój tata do dziś jest solistą Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i wybitnym pedagogiem gry na klarnecie. Wykłada na kilku uczelniach. Faktycznie dla mnie normą było, że muzyka zawsze była w moim domu. Jak tylko nauczyłam się chodzić, od razu stanęłam na scenie i w stroju krakowskim cwałowałam za  Lajkonikiem na festiwalu folklorystycznym.

Od zawsze przejawiałam talenty muzyczne, taneczne i aktorskie. Byłam dzieckiem, które w wieku pięciu latek znało na pamięć całe skecze Marcina Dańca. A właściwie jego dziecięcego alter ego "Marcinka De". A potem występowałam przed całą rodziną i wszyscy pokładali się ze śmiechu. Moja siostra jest dziś wybitnym i bardzo cenionym w środowisku choreografem. Myślę, że jednym z najlepszych w Polsce. Mama i tata dawali dużą wolność, jeśli chodzi o wybór zawodowej ścieżki. Choć widzieli, że jesteśmy uzdolnione wokalnie czy tanecznie, do niczego nas nie przymuszali. Odwrotnie. Pamiętam, że kiedy miałam myśl, aby zostać fryzjerką, to mama się przyglądała temu i zastanawiała, czy mnie popchnąć w tym kierunku. Brali moje pomysły na serio. W moim domu od zawsze była akceptacja. To było piękne i jestem za to rodzicom ogromnie wdzięczna, bo dzięki temu moja siostra i ja tak rozwinęłyśmy skrzydła. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Adamska (@olaadamska)

Kiedy więc narodziła się ta myśl, że to jednak nie fryzjerstwo, ale aktorstwo jest twoją drogą?

Zaraz po liceum chciałam zdawać na Akademię Muzyczną. Planowałam studiować wokalistykę na wydziale jazzowym. Na szczęście nie odbył się wtedy nabór na dzienne studia, więc pojechałam na casting do disney'owskiego musicalu "High School Musical on stage". Dostałam się do obsady i grałam jedną z głównych ról. Pamiętam, że sporo ludzi z obsady mówiło wtedy, że chciałoby zdawać na aktorstwo, a ja się zastanawiałam, co może być ciekawego w wyjściu na scenę i mówieniu tekstu (śmiech). Po tym jednak jak zagrałam w kolejnym spektaklu "Hair", poczułam bakcyla do aktorstwa i sama, bez niczyjej pomocy wybrałam fragmenty tekstów z wymaganej bibliografii i poszłam na egzaminy wstępne do PWST w Krakowie. Dostałam się za drugim razem. Jestem za to wdzięczna. Bo trafiłam tam dopiero wtedy, kiedy byłam na to gotowa. Jestem szczęśliwa, że tak się moje życie potoczyło, bo kocham mój zawód.

Co ci dała ta szkoła? 

Traktowałam ją jako kolejny stopień do tego, by wykonywać ten zawód. Sporo moich kolegów mocno się poświęcało, podczas studiów. Ja też dawałam z siebie dużo, ale już na drugim roku grałam w Teatrze Dramatycznym w Warszawie czy w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. W międzyczasie uczyłam się więc tego, co jest w tym zawodzie najistotniejsze - prawdziwej sceny, reżyserów i obcowania z publicznością. Wdrażałam się w zawód. I czuję, że właśnie scena nauczyła mnie najwięcej. Oczywiście profesorowie ze studiów też przekazali mi całe mnóstwo wiedzy. Miałam to szczęście ze w większości trafiłam na wspaniałych pedagogów. 

Taniec i sport odgrywają w twoim życiu ważną rolę?

Uwielbiam tańczyć i taniec faktycznie towarzyszył mi przez całe życie. Przez wiele lat tańczyłam w zespole folklorystycznym i nie ukrywam, że bardzo za tym tęsknię. Polski folklor jest piękny, dynamiczny i bardzo ceniony za granicą. Chciałabym do tego kiedyś wrócić. Dziś ćwiczę jogę, jeżdżę na rowerze i rolkach. To jednak czysto rekreacyjne aktywności. Na Wikipedii, gdzie piszą o moich sportowych dokonaniach, zdecydowanie kogoś nieco poniosło (śmiech). Nie pierwszy zresztą raz. Kiedyś pisali tam, że mam męża i jest nim Stefan Pawłowski (śmiech).  

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Adamska (@olaadamska)

Ale w sprawie twojej znajomości języków obcych piszą prawdę.

Mówię biegle po angielsku, w podstawie mam hiszpański. Kiedyś uczyłam się też niemieckiego, posługiwałam się nim całkiem nieźle, choć bardzo tego nie lubiłam. 

 Świat jest dziś z jednej strony pozamykany z powodu pandemii, ale z drugiej, bardziej otwarty i na wyciągnięcie ręki niż kiedykolwiek wcześniej. Łatwiej dziś polskim aktorom o angaż w zagranicznych produkcjach. Startujesz do nich?

Przyjmuję wszystko, co w życiu przychodzi. Jeśli taka propozycja się pojawi, to chętnie. Jestem jednak domatorem, potrzebuję mieć blisko moją rodzinę i przyjaciół. Nie mogłabym wyjechać gdzieś bardzo daleko za karierą. Życie prywatne oraz moi bliscy są dla mnie zdecydowanie ważniejsi. Gdyby jednak się coś fajnego przydarzyło, to jasne, idę w to!

W sieci próżno szukać informacji o twoim życiu prywatnym. To rzadkie w czasach, gdy ludzie dzielą się nawet intymnymi szczegółami ze swojego życia.

Wychodzę z założenia, że im więcej się ludziom pokaże, tym bardziej czują, że mają do tego prawo. W dobie hejtu to dość ryzykowne. Wiem, że gdybym pokazywała moje życie prywatne, spotkałabym się z cudownymi reakcjami ale i z hejtem. Staram się więc nie wystawiać na ten przysłowiowy świecznik. Pracę mam, za co jestem wdzięczna. Kariera mi się rozwija i nie mogę w najmniejszym stopniu narzekać. A to co moje, chciałabym zachować dla siebie.

Masz teraz świetny czas, podkreślasz, że czerpiesz z życia pełnymi garściami, tymczasem twoje największe życiowe marzenie dotyczy... starości.

Za każdym razem, gdy mówię o tym marzeniu, przechodzą mnie dreszcze. Bo to, czego najbardziej pragnę, to dożyć spokojnej, szczęśliwej starości w miłości. Jeśli bowiem na koniec życia jest się spokojnym, spełnionym i szczęśliwym, to znaczy że się miało wspaniałe życie.  To co się wydarzy po drodze, przyjmuję i przyjmę oczywiście z wdzięcznością. Zarówno te dobre jak i gorsze doświadczenia. Ale marzę o pięknym finiszu. No bo czy można czegoś lepszego chcieć niż cudownej mety?

Wywiad ukazał się w magazynie "SHOW" 18/2021

 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również