Katarzyna Zielińska: "W mediach społecznościowych można kogoś zniszczyć za jeden nieprzemyślany post. Nie chcę takiego świata"
Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Katarzyna Zielińska: "W mediach społecznościowych można kogoś zniszczyć za jeden nieprzemyślany post. Nie chcę takiego świata"

O Katarzynie Zielińskiej mówili "panienka z dobrego domu z fortepianem", nazywali "celebrytką z serialu". Nie chciała być ani jedną, ani drugą. Trochę to potrwało, zanim znalazła w sobie siłę, ale teraz idzie już konsekwentnie własną drogą.

Będą następne spektakle wyprodukowane przez Katarzynę Zielińską?

Będą, ale nie wiem, czy w najbliższym czasie. Trochę odzwyczaiłam się od dawnego tempa pracy i tego, że wszystko jest na już lub na wczoraj. Ostatnio pomyślałam, że boję się takiego kalendarza, wypełnionego po brzegi jak w czasach przed COVID-em. Żyliśmy takim życiem, uznawaliśmy, że to normalne, a dziś trudno wrócić na takie tory, gdy człowiek poczuł, że czas może płynąć wolniej, że nie musi mieć wszystkiego i nie musi być wszędzie.

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie?

Tak, ale już na innych warunkach. Przewartościował mi się świat. Mam inne priorytety, bacznie obserwuję, co dzieje się i społecznie, i politycznie w naszym kraju. Wyciągam wnioski. To, co mnie przeraża, to siła mediów społecznościowych. Jak szybko można kogoś spostponować, zniszczyć za jedno niefortunnie wypowiedziane zdanie, nieprzemyślany post. Ta skala hejtu, niewybrednych komentarzy, trolli jest niewyobrażalna. Nie chcę takiego świata. Czuję się zmęczona tą brutalizacją życia. Tęsknię za normalnością. Dlatego szukam chwil szczęścia i radości w najdrobniejszych momentach. W zabawie z synkami, w zjedzeniu kawałka pysznego ciasta, które zrobiła moja siostra, potarzaniu się w trawie czy pójściu z mężem na kolację we dwoje. Ostatnio czytałam moim synkom „Kubusia Puchatka”. Jest tam takie piękne zdanie: „Każdy dzień z tobą traktuję jak wielki dzień, więc dzisiaj jest mój kolejny wielki dzień”.

Mówisz: „Mój prywatny wizerunek różni się od tego publicznego. Zdarzają mi się gorsze momenty, złe decyzje”. Zdarzało ci się np., że nie wyłączałaś telefonu komórkowego przy synkach. Że coś sprawdzałaś, lajkowałaś, googlowałaś.

Zdarzało do momentu, w którym mój starszy synek Heniu kilka razy powiedział: „Mama, nie patrzysz mi w oczy, tylko patrzysz w komórkę”. To było jak zimny prysznic. Co ja robię? Czasu z synkami nie zastąpi mi żaden wirtualny świat. Muszę to zmienić. Zawsze w takich momentach przywołuję obrazek, który widzieliśmy z Wojtkiem w Chinach. Byliśmy na romantycznej kolacji w pierwszą rocznicę ślubu. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się z różnych sytuacji. Naprzeciwko nas siedziała rodzina. Mama, tata, synek i córka. Każdy zajęty swoją komórką. Przez cały wieczór nie zamienili ze sobą ani jednego zdania. Gdy czasem zapędzimy się z Wojtkiem w zawodową aktywność, gdy telefon wciąż dzwoni, albo ciągnie mnie, by wciąż coś sprawdzać w internecie, przywołujemy tamto wspomnienie i od razu pomaga.

Całą rozmowę przeczytasz w sierpniowym numerze Pani. Już w sprzedaży!

 

Tekst ukazał się w magazynie PANI nr 08/2021
Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również