Dla ciebie, Amore! Rozmawiamy z Aleksadnrą Kurzak i Roberto Alagna
Fot. Wojciech OLSZANKA/East News

Dla ciebie, Amore! Rozmawiamy z Aleksadnrą Kurzak i Roberto Alagna

Dwa talenty, dwie gwiazdy opery, artystyczna para. W pracy błyszczą, są adorowani, zapraszani na najlepsze sceny. A co się dzieje, gdy światła gasną? Kto gotuje, kto sprząta, a kto godzinami siedzi w wannie? Czyje ego bierze górę i ile są w stanie sobie wybaczyć? Oto Aleksandra Kurzak i Roberto Alagna – portret osobisty.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Kurzak (@aleksandra_kurzak)

Samotność. To na nią Aleksandra Kurzak jakiś czas temu narzekała w wywiadzie dla Twojego Stylu. „Kiedy jesteś na scenie, oklaskują cię tłumy, ale potem wracasz do pustego pokoju hotelowego i jest ci smutno”. Dzisiaj to nieaktualne. Od kiedy związała się z Robertem Alagną, sama bywa rzadko – jedynie w garderobie przed występem. Celebruje te chwile, ale nie tęskni za życiem singielki. Kiedy obserwuję ich w czasie rozmowy, trudno mi wyobrazić sobie ich osobno. Ale nie zawsze jest słodko. Bo to jednak związek dwóch gwiazd, z których żadna nie chce świecić słabiej.

Kto komu robi śniadanie?
Aleksandra Kurzak:
Roberto budzi się uśmiechnięty. Podbiera w kuchni coś małego – oliwki, grissini, kawałek parmezanu i zaczyna się kręcić. Wszędzie go pełno, słyszę jego śpiew. Potem zamyka się w łazience i kąpie – trzy, cztery godziny. A ja? W kuchni – przygotowuję śniadanie, obiad. Kiedy przychodzi czas, żeby jechać do opery, jestem szczęśliwa: wreszcie odpocznę i będę miała czas dla siebie w garderobie.
Roberto Alagna: Aleksandra w ten sposób koncentruje się przed występem. Ja mam inaczej. 
AK: O jaką koncentrację chodzi? Prowadzę „normalne życie” i staram się nie myśleć o spektaklu. 
RA: A ja już dzień wcześniej zaczynam myśleć o muzyce, słowach, o postaci...
AK: I przez to nie możesz spać. Niepotrzebnie zajmujesz się tym, co cię czeka. Ja skupiam się na przedstawieniu, dopiero kiedy jestem na scenie. 

Roberto, co robisz tyle czasu w kąpieli? 
RA: Pracuję! Czytam, oglądam filmy dokumentalne, słucham muzyki, często tej opery, którą mam wieczorem śpiewać. Kąpiel służy mi też zdrowotnie – miewam problemy z zatokami, gorąca para je odblokowuje. Poranek w wannie to mój rytuał. Siedzę, aż woda zaczyna stygnąć, dolewam ciepłej. Czasem jem w kąpieli śniadanie, a czasem lunch.
AK: Zdarzało mu się zjeść talerz makaronu w wannie. (śmiech) Ja relaksuję się przed telewizorem. Nałogowo oglądam programy o urządzaniu wnętrz. Roberto nie lubi telewizji, za to chętnie obejrzy film. Mnie przy filmie trudno się skoncentrować. Kiedy oglądam TV, mogę w tym czasie np. układać w szafach. (śmiech) Na film wolę iść do kina. 
RA: Na szczęście Maléna kocha filmy, oglądamy je razem. Oczywiście dla dzieci!

Maléna nie wskakuje tacie do kąpieli?
AK: Czasem tak, a czasem bawi się w kąpieli ze mną – robimy sobie domowe spa. 
RA: Co wieczór przygotowuje dla nas nowe przedstawienie, wycina bilety... 
AK: Spektakl często składa się z trzech części – balet, opera, pop. Córka do każdej zmienia kostiumy. Nie wolno wtedy wchodzić na dywan, tam jest scena. W ubiegłym roku zabraliśmy ją na Dziadka do orzechów, potem obejrzała film Balerina i oszalała! Kazała kupić sobie strój baletnicy, codziennie ćwiczy i stwierdziła, że w Nowym Jorku, gdzie za chwilę jedziemy, musimy ją zapisać na zajęcia.
RA: Maléna jest wspaniała – zawsze zadowolona i szczęśliwa. Ma to po mnie. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Kurzak (@aleksandra_kurzak)

Rozpieszczacie ją?
AK: Niestety, w naszej rodzinie ja jestem złym policjantem, a Roberto dobrym. 
RA: W ten sposób udało mi się wychować na wspaniałą dziewczynę moją pierwszą córkę (Ornellę, dzisiaj ma 26 lat – red.). 
AK: Zajmowali się nią również twoi rodzice. A mama potrafi wprowadzić dyscyplinę! Typowa włoska mamma – trzyma wszystko w garści. Musi być tak, jak chce. U nas Maléna mówi: „Mama krzyczy, a tata? Kupuje wszystko, co chcę”.
RA: To samo robię dla ciebie, amore.
AK: Dziękuję, ale nie musisz. Zarabiam własne pieniądze. (uśmiech)

Lubisz rozpieszczać swoje kobiety, Roberto? 
RA: Tak. Ale ukochaną osobę trzeba też szanować, podziwiać i dawać jej wolność. 

Co masz na myśli?
RA: Jeśli Aleksandra czegoś pragnie, musi to zrobić. Nie mogę przeszkadzać. Każdy powinien czuć się odpowiedzialny za swoje życie. Jeśli komuś powtarzasz: „Nie rób tego, nie dotykaj tamtego”, nie dajesz mu szansy. 
AK: Ale małemu dziecku czasem musisz tak powiedzieć. I wyjaśnić, po co są zakazy. Jeśli się z Robertem kłócimy, dotyczy to wychowania córki i codziennych drobiazgów. Pytam: „Dlaczego dajesz jej słodycze, kiedy tylko chce?”. Roberto jest dobrym człowiekiem, ma wielkie serce. Czasami wydaje mi się, że jest zbyt hojny. I to nie tylko moje zdanie – mówią tak nawet osoby, które dopiero go poznały.

Roberto, co podziwiasz w Aleksandrze?
RA: Odwagę. Pracowitość. Jaką świetną jest mamą i żoną.
AK: Nie jestem świetną żoną, nie kłam.
RA: Ma jeden defekt – brak jej cierpliwości.
AK: To prawda. Chcę, żeby wszystko było zrobione „już, natychmiast”. Straszne.
RA: Niełatwe.

Aleksandra jest wyjątkowo rodzinna i odpowiedzialna. I prostolinijna – nie udaje kogoś, kim nie jest. Urzekła mnie tym. Świetnie dogaduje się z ludźmi. Jest też perfekcjonistką i wszystko chciałaby zrobić sama, a tak się nie da.

AK: Wydaje mi się, że ja zrobię lepiej. Lubię mieć wszystko pod kontrolą. 
RA: Ma też znakomite poczucie humoru. Dzięki temu da się z nią wytrzymać! 

Wygląda na to, że bardzo się różnicie...
AK: Jak dzień i noc.

Roberto lubi mieć wokół ludzi. Najlepiej całą rodzinę w garderobie przed występem. A ja potrzebuję ciszy, spokoju, czasu dla siebie. On cały czas śpiewa, ja nie. Słucha muzyki operowej w samochodzie przed występem, a ja proszę, żeby wyłączył albo puścił pop. 

RA: Aleksandra budzi się rano w złym humorze, ja zawsze w dobrym. 
AK: Prawda, budzę się w nastroju: „Nie dotykaj mnie, nie mów do mnie”. A Roberto krzyczy: „Hej, chcę móc przytulić żonę rano!”. W naszej rodzinie to ja zajmuję się płaceniem rachunków, podatkami, odnawiam mieszkania...

A Roberto opiekuje się córką?
AK: Ale ja też! Poza tym sprzątam...
RA: Aleksandra ma na tym punkcie świra. Chociaż przychodzi do nas osoba, która się tym zajmuje. Ale zaraz po jej wyjściu Aleksandra zabiera się do poprawek. Mówię: „Przestań, jest czysto! Masz operę do nauczenia!”.
AK: Jestem maniaczką sprzątania. Uwielbiam, kiedy w szafach jest poukładane. Za to nie znoszę prasowania. Gotuję, bo muszę – chcę, żeby dziecko jadło zdrowe, domowe dania. Kucharzenie nie jest moją pasją, ale robię to dobrze i zbieram pochwały. Przyrządzam świetne makarony, lasagne, robię dużo zup – polskich, bo są najlepsze na świecie. I zdrowe! Roberto też za nimi przepada. Barszcz, ogórkowa, żurek. Nie gustuje za to w pierogach i kluskach śląskich, które ja uwielbiam. Włoskich gnocchi też nie lubi. 
RA: Aleksandra robi też świetną pizzę. Uwielbiam ład, który ona wprowadza w domu. Sam nie lubię sprzątać. Szkoda czasu, wolę go poświęcić na naukę nowych ról. Albo na pisanie – właśnie skończyłem książkę!

Autobiografię?
RA: Nie, rodzaj osobistego słownika. Dostałem od wydawnictwa listę zagadnień, które miałem opracować, odwołując się do swojego życia. Słowa typu: podziw, dusza, pływanie, poezja. Nie zdawałem sobie sprawy, że pisanie to tyle pracy!

Kiedy miałeś na to czas?
AK: W nocy! Pisał nawet przed premierą Samsona i Dalili w Nowym Jorku! A potem był tak zmęczony, że aż się zdenerwowałam. Przed występem śpiewak musi być wypoczęty, głos tego potrzebuje. Śpiewanie w operze to ogromny wysiłek fizyczny.
RA: I tak mam problemy ze snem, zazwyczaj udaje mi się zmrużyć oko dopiero około 3 lub 4. Wykorzystałem więc ten czas na pisanie. Kiedyś mogłem spać do południa, ale teraz, kiedy jest Maléna, musimy wstawać o 7, żeby zawieźć ją do przedszkola, a ja lubię i chcę to robić.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Kurzak (@aleksandra_kurzak)

Razem w pracy i w domu to wasza recepta na udany związek? Kiedy zaczynaliście wspólne życie, mówiliście, że zależy wam, by się nie rozdzielać, bo „małżeństwa na odległość” nie mają przyszłości.
AK: Rzeczywiście, kiedy dostajemy propozycje pracy, pierwszeństwo mają teatry, które pozwalają nam pracować razem. Ale nie musimy występować w tym samym przedstawieniu. Chodzi o to, żeby być niedaleko. A jeśli to niemożliwe i jedno ma próby w Nowym Jorku, drugie nie przyjmuje roli w Londynie. To ważne przede wszystkim dla Malény, bo ona chce spędzać czas z obojgiem rodziców. A dopóki nie chodzi do szkoły, jeździ z nami.
RA: Wszystko się skomplikuje, kiedy pójdzie do pierwszej klasy.
AK: Jest taka szkoła francuska – umożliwia naukę w domu, przez internet, a jednocześnie można do niej chodzić w każdym mieście, w którym się przebywa, Paryżu czy Londynie. Może to opcja dla nas?
RA: Ale jeśli ten sposób nie zadziała, zakończę karierę. Aleksandra jest jeszcze młoda, niech śpiewa. 
AK: Nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Teraz ty, Roberto, będziesz mamą!
RA: Jestem do tego przyzwyczajony. Dla starszej córki byłem tatą i mamą (pierwsza żona Roberta zmarła, kiedy ich córka miała rok – red.). Ale wtedy musiałem pracować, utrzymać dom, Ornella dużo czasu spędzała z moimi rodzicami. Ominęło mnie wiele ważnych momentów w jej życiu. Teraz jest inaczej. 

Aleksandro, czy to możliwe, żeby Roberto rzucił śpiewanie?
AK: Nie wydaje mi się, bo on śpiewa cały czas – przed chwilą był w toalecie, nawet tam! Maléna odziedziczyła to po nim. Ale nawet jeśli zrezygnowałby z ról operowych, które wymagają wielotygodniowych prób, nie musiałby rzucać śpiewania. Mógłby dawać koncerty, nagrywać płyty. Roberto jest wszechstronnie utalentowany, pisze muzykę, piosenki. Ja „tylko” śpiewam. I tylko w pracy. Nie robię tego dla przyjemności w domu.
RA: Nie chodzi nawet o przyjemność, to część mnie, bez śpiewania nie istnieję. Głos jest jak kobieta: trzeba się nim zajmować. Jeśli tego nie robisz, odchodzi.

Myślałam, że soliści z powodu dbałości o głos nie śpiewają poza sceną. 
AK: Roberto zmienił się od czasu, kiedy go poznałam. Kiedyś w dniu występu nie mówił ani słowa. Byłam zdziwiona – mam mamę śpiewaczkę, która normalnie się z nami porozumiewała. Roberto występował kiedyś w Wiedniu, byliśmy tam razem. Przyjechała do nas jego córka. Siedzimy przy śniadaniu, rozmawiamy, Roberto też. I ona, zdziwiona, mówi: „Tato, co się stało? Przez 20 lat nie słyszałam, żebyś się do kogokolwiek odezwał w dniu koncertu! Stałeś się normalnym człowiekiem?”. (śmiech)
RA: Głos powinien odpocząć.
AK: Był kiedyś taki rytuał wśród tenorów. Ale młodsi już się tym nie przejmują. 

Gdzie jest wasz prawdziwy dom?
AK: Jeden w Warszawie, drugi w miasteczku pod Paryżem, gdzie Roberto się urodził. Ale tyle podróżujemy, że dom jest tam, gdzie akurat śpiewamy. W Nowym Jorku, Paryżu, Londynie, Wiedniu staramy się wynajmować te same mieszkania, żeby poczuć się odrobinę jak u siebie. Wtedy wiemy, gdzie co jest. W każdym mieście mamy swoje sklepy, kawiarnie, restauracje. Wynajęcie mieszkania na dłuższy czas jest tańsze niż hotel. Poza tym lubimy mieć sporo miejsca, bo przyjeżdża do nas rodzina. Czasami wydaje mi się, że jestem zmęczona życiem na walizkach. Ale tydzień w Warszawie wystarcza, żeby zaczęło mnie nosić.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Kurzak (@aleksandra_kurzak)

Wy, a nie opera, płacicie za mieszkania, kiedy jedziecie na występy?
AK: Tak wygląda kontrakt. I musimy mieszkać blisko miejsca pracy, co zwiększa koszty. W NY to oznacza Manhattan, niedaleko Lincoln Center. Brooklyn odpada, bo jest „za mostem”. Opera płaci tylko za podróż i za występy. Nawet za próby nie! Jeśli ktoś przez kilka miesięcy przygotowuje się do roli, a na końcu rozchoruje się i nie wystąpi, nie dostanie honorarium. 

A myślałam, że opera usuwa wam pyłki spod stóp.
RA: Kiedy zaczynałem, rzeczywiście mieszkałem w ekskluzywnych hotelach. Dzisiaj nawet opera tnie koszty – niektóre teatry nie pokrywają przelotów. Podejście firm nagraniowych, które wydają nasze płyty, też się zmieniło. 
AK: Świetnie pokazuje to historia podpisania mojego pierwszego kontraktu. Byłam akurat w Seattle, dostałam go pocztą, podpisałam, wysłałam FedEx-em. Kiedy Roberto podpisywał kontrakt ponad 20 lat temu, miał wystawne śniadanie w Paryżu, potem razem z reprezentantami firmy poleciał do Londynu, gdzie położył kamień węgielny pod budowę nowego budynku centrali, zjedli lunch, concorde’em polecieli do Nowego Jorku na uroczystą kolację w Central Parku. Tak wyglądało powitanie nowego artysty w ich „stajni”.

Może dlatego mało dzisiaj diw operowych?
AK:

Diwa kojarzy się z kaprysami. A dzisiaj nikt nie ma czasu na sztucznie generowane problemy, taka jest prawda. 

Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również