Kończą się między kolanem a połową łydki, odsłaniają kostkę i od razu przywołują styl Audrey Hepburn. Spodnie capri, jeden z najbardziej rozpoznawalnych fasonów XX wieku, triumfalnie wróciły na ulice i znów budzą emocje.
Już rok temu nieśmiało wychodziły na ulice. Pojawiały się w stylizacjach z tygodni mody, w mediach społecznościowych i w kolekcjach znanych marek. W tym sezonie trend przybrał na sile. Capri widać już niemal wszędzie i wiele wskazuje na to, że obok bermudów i jortsów będą jednym z najchętniej wybieranych fasonów do letnich stylizacji.
Ich historia zaczyna się pod koniec lat 40. To wtedy niemiecka projektantka Sonja de Lennart stworzyła dopasowany fason o długości 3/4, z niewielkim rozcięciem przy nogawce. Nazwa nie była przypadkowa - odnosiła się do włoskiej wyspy Capri, która była dla niej uosobieniem pokoju i wolności. W czasach, gdy kobiece spodnie wciąż nie były oczywistym wyborem, de Lennart zaproponowała krój wygodny, ale nie sportowy. Bardziej swobodny niż klasyczne spodnie, a jednocześnie bardziej elegancki niż szorty.
Do historii mody capri przeszły również dzięki Audrey Hepburn. Aktorka nosiła krótsze, dopasowane spodnie w filmach i poza planem, a jej styl do dziś pozostaje jednym z najczęstszych punktów odniesienia przy tym fasonie. W kolejnych dekadach wracały kilka razy, szczególnie na początku lat 2000. Wtedy często noszono je z dopasowanymi topami i klapkami na obcasie.
Dziś wyglądają nieco inaczej. Mistrzynie stylu zestawiają je z oversize’owymi marynarkami, krótkimi wiatrówkami, luźnymi koszulami i bluzkami w stylu retro. Całość dopełniają balerinkami (nawiązanie do estetyki Hepburn) albo szpilkami. Najlepiej wypadają modele czarne, kremowe, często lekko rozszerzane przy nogawce.