Wszyscy wtrącają się w nasze sprawy! Jak sobie radzić z wścibskimi krewnymi?
Fot. istock

Wszyscy wtrącają się w nasze sprawy! Jak sobie radzić z wścibskimi krewnymi?

Radzą, wtykają nos, nie dają nam żyć po swojemu. Jak sobie radzić z wścibskimi krewnymi?

Ratunku! Matka rozpieszcza moje dziecko. Pomocy! Teściowa dyktuje mi, jak rozwieszać firanki. Szwagierka wciąż udziela mi rad, ojciec złośliwie komentuje mój związek. Błagam poradźcie, co mam robić?!!!

Najlepiej – usiądź w fotelu i ochłoń trochę. Nic strasznego się nie dzieje. Fakt, że ludzie którzy uważają się za naszych bliskich wtrącają się do naszego życia jest zupełnie naturalny. Oczywiście mogłabyś sięgnąć po poradnik typu „Toksyczni rodzice” lub „Wredni ludzie”. Zdobyły popularność bo uwalniają nas od poczucia winy za nieudane stosunki z innymi. To tamci są wredni, trujący i winni, bo narzucają się z radami, chcą mieć na nas wpływ i odebrać nam niezależność. Prawdziwe potwory.

Prawda jest jednak taka, że nikt z nas nie jest idealny. Inni bywają wścibscy, zazdrośni, dominujący. My – przeczuleni na punkcie własnej wolności i upierający się przy swoich racjach. Tym, co najbardziej szkodzi naszym związkom nie są wady innych ludzi lecz nieumiejętność współpracy i chęć stawiania innych do kąta. Najchętniej zobaczylibyśmy w nim rodziców.

Co chowamy za wymówkami

Teściowa może lubić kontrolować otoczenie, matka narzekać, a ojciec się kłócić, ale jak przypomina psycholog społeczny dr Marcin Florkowski, rodzina to system naczyń połączonych. - Każdy element systemu robi to, na co inne mu pozwalają – mówi psycholog. - Znam ojca któremu dwie córki wchodzą na głowę. Ktoś mógłby powiedzieć: okropne dzieci. To prawda, zachowują się nieznośnie, ale krzyczą i „pyskują”, bo ojciec na to pozwala. Do kłótni potrzeba co najmniej dwojga, podobnie do wtrącania się czy narzucania z radami potrzebne są dwie strony.

Kluczem do sytuacji jest reakcja. Najczęściej od lat taka sama. Ofukiwanie żalącej się mamy, oburzanie się i obruszanie na nieproszone ”powinnaś…”, robienie wymówek: „Chyba rozumiesz, że nie będę ci się opowiadać, zajmij się sobą i daj mi żyć, myślisz że nie umiem przewinąć dziecka, jesteś nienowoczesna i narzucasz mi chore, przestarzałe standardy…” i tak dalej.
Albo zaciskanie zębów i niby-godzenie się z sytuacją, a potem skargi na ciężki los: „dlaczego ja mam takich rodziców, czemu nie umieją zrozumieć, kocham ich, ale przecież powinni wiedzieć, ze są granice wtrącania się, których nie powinni przekraczać…”  

Lecz czy rzeczywiście są takie granice? Jak mówi dr Florkowski stoją one tam, gdzie my je postawimy. Właśnie oczekiwanie, że rodzic sam będzie wiedział, gdzie one leżą -  zdradza dziecinna postawę. Nie czekaj aż inni powiedzą ci dokąd sięga twoje terytorium.

Mówmy wprost: Tym zajmę się sama, mamo. Traktuję to jako coś bardzo prywatnego, tylko mojego. Wiesz, chyba potrafimy sobie z tym poradzić. W razie czego poprosimy cię o radę.

- Gdyby teściowa chciała pouczać mnie jak kapać dziecko, roześmiałbym się, a nie traktował jej uwag jak krzyż pański - mówi dr Florkowski, prywatnie mąż i ojciec. – To, że ktoś narzuca się ze wskazówkami, nie jest żadnym dramatem. Można uśmiechnąć się i powiedzieć: „Wszystko w porządku mamo, dobrze to umiem, możesz mi zaufać”. Albo: „dziękuję, masz więcej doświadczenia, może skorzystam z tej rady”. Pretensjami tuszujemy niepewność, to ona wywołuje nerwową reakcję. Jakbyśmy chcieli ukryć nasze felery i brak umiejętności pod marudzeniem i wymówkami.

Halo, tu strefa prywatna

Rada: usiądź w fotelu i ochłoń, jest najzupełniej serio – chwila spokoju jest potrzebna, jeśli ktoś cię wyprowadza z równowagi wtrącaniem się czy niechcianymi komentarzami. Psychologowie radzą, by odczucie złości w takiej sytuacji traktować jako sygnał – ale nie do ataku – lecz do rozwiązania problemu. Nie jesteś ofiarą, nie zostałaś perfidnie zaatakowana. Odczytaj gniew jak informację: „gdzieś tu przebiega granica mojej prywatności. Nie oznaczyłam jej, więc ktoś ją naruszył”. Mama czy teść wdepnęli na twoje terytorium po pierwsze z przyzwyczajenia, po drugie – bo nie ma płotu. Wejdź na chwilę w ich buty, pomyśl o nich nie jak o natrętach lecz bliskich, którzy skracają sobie do ciebie drogę, idąc na przełaj.

Kluczem do wścibskich intruzów jest poczucie humoru. Zawołaj, że ogłaszasz czerwony alarm bo naruszono twoją strefę, zareaguj z humorem a nie wrogością na docinki.

- Zamiast koncentrować się na zachowaniu, które uważamy za wścibskie czy toksyczne, lepiej myśleć o problemie który mamy rozwiązać. Chcemy się dogadać i chcemy chronić swoją prywatność. Zasada jest prosta: pretensje zamień w prośby – radzi dr Florkowski. „Tato, czy mógłbyś pukać zanim do nas wejdziesz? Proszę cię, bo czuję się trochę skrępowana, jakbym nie miała prywatnego miejsca w domu”. „Proszę cię mamo, nie radź mi, bo czuje się jakbym była dzieckiem a to dla mnie nieprzyjemne”. Powiedz raczej mniej niż więcej, nie rób dygresji (a bo ty znowu), nie rozwódź się nad sytuacją.

A przede wszystkim naucz się miło przerywać rozmowy, na które nie masz ochoty. Może tak, jakbyś powiedziała do obcych na których ci zależy? „Chętnie bym pogadała, ale jestem wykończona. Napijmy się juto razem kawy, ok?

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również