"To silne kobiety. Bardzo boją się talibów, a i tak stawiają im czoła". O codzienności Afganek mówi Karolina Wójcicka.
O sytuacji kobiet w Afganistanie rozmawiamy z dziennikarką Karoliną Wójcicką.
Fot. AFP/EAST NEWS

"To silne kobiety. Bardzo boją się talibów, a i tak stawiają im czoła". O codzienności Afganek mówi Karolina Wójcicka.

Oczy całego świata zwrócone są od niedawna na Afganistan i mieszkające w nim kobiety, którym z dnia na dzień odbierane są resztki z trudem wywalczonych praw i wolności. Jak wyglądała dotąd prawdziwa codzienność Afganek? Jak zmieniła się dziś? I w jaki sposób możemy je wspierać? O codzienności, strachu i marzeniach mieszkanek Afganistanu rozmawiamy z Karoliną Wójcicką, dziennikarką specjalizującą się w bliskowschodniej tematyce.

Nikt nie wie, co afgańskim kobietom przyniosą kolejne dni, tygodnie czy miesiące. Dlatego chciałabym porozmawiać o ich dotychczasowej sytuacji i codzienności. Czy ostatnie lata, mam na myśli te po 2001 roku, sprawiły, że Afganki faktycznie uwierzyły w możliwość zmian na dobre? Czy jednak doświadczenia poprzednich wojen powodują, że odnoszą się one z rezerwą?

KAROLINA WÓJCICKA: Kobietom w Afganistanie obawy związane z przyszłością towarzyszą każdego dnia. Talibowie nie zniknęli przecież po 2001. W Pakistanie przez ostatnie 20 lat dalej funkcjonowały szkoły, w których uczyli się młodzi talibscy radykałowie. Później wysyłani byli do Afganistanu, gdzie dochodziło do wielu ataków terrorystycznych i walk. W takich warunkach trudno uwierzyć, że wszystko będzie dobrze. Afganki, z którymi rozmawiałam na kilka tygodni przed zajęciem Kabulu przez talibów, mówiły, że każdego dnia boją się o swoje życie.

Jak wyglądała sytuacja Afganek w zeszłym roku, zeszłym miesiącu? I jak zmieniła się ona 15 sierpnia, czyli w dniu, kiedy Talibowie opanowali Kabul?

Ich sytuacja nigdy nie była idealna. Trzeba pamiętać, że Afganistan pod rządami Aszrafa Ghaniego rajem zdecydowanie nie był. W państwie, w którym władza jest skorumpowana i nie jest w stanie zbudować silnych instytucji publicznych, nikomu nie żyje się dobrze. Trzeba przy tym jednak zaznaczyć, że od upadku talibów w 2001 sytuacja kobiet uległa poprawie. Częściowo ze względu na presję społeczności międzynarodowej, która stawiała tamtejszym władzom konkretne warunki. Głównie jednak dzięki determinacji samych Afganek. Coraz więcej z nich mogło się uczyć i pracować. Kobiety rozwijały kariery w różnych sektorach. Zakładały własne fundacje. Angażowały się w politykę. W 2014 kobieta kandydowała na przykład w wyborach prezydenckich. Oczywiście, wiele zależało też od miejsca zamieszkania. W miastach kobiety miały zdecydowanie dostęp do możliwości rozwoju niż na obszarach wiejskich. Trzeba też pamiętać, że jeszcze w 2019 ok. 3.7 mln dzieci pozostawało bez dostępu do podstawowej edukacji. 60 procent z nich to dziewczynki.

Ostatnie miesiące były dla Afganek wyjątkowo trudne. Ofensywa talibów przyspieszała. Jeszcze w lipcu media obiegały informacje, że w Kandaharze z lokalnego banku zwolniono wszystkie kobiety, a w innym miejscu zamknięta została szkoła dla dziewcząt. Strach narastał, a przyszłość była niepewna. 15 sierpnia okazało się, że w jeden dzień można stracić wszystko, co budowało się latami. Talibowie błyskawicznie przejęli władzę nad różnymi instytucjami, wprowadzając swoje własne reguły.

Na czym polega główna trudność w postrzeganiu życia i codzienności Afganek przez nas, kobiety żyjące w cywilizacji Zachodu? Na ilu płaszczyznach nasze życia się różnią?

Pamiętam, jak do Europy w 2015 zaczęli przyjeżdżać mieszkańcy i mieszkanki pogrążonej w wojnie Syrii. Wiele osób się wtedy dziwiło, że posiadają smartfony i ładne ubrania. To jest nasz największy problem. Dużej części społeczeństwa wydaje się, że na wschód od Europy ludzie żyją inaczej. Nie mają dostępu do tych samych dóbr co my, z założenia ich na nic nie stać. Oczywiście, kobiety na Bliskim Wschodzie nie są tak uprzywilejowane jak Europejki, ale ich życie wcale nie różni się tak bardzo od naszego.

Na pewno sporą rolę odegrały tu media społecznościowe. Afganki - podobnie jak my - namiętnie korzystają z Facebooka, Instagrama, TikToka i innych tego typu aplikacji. Widząc, jak żyją kobiety na Zachodzie, wiele z nich - szczególnie tych z dużych miast - także próbowało żyć nowocześnie. Kobiety chodziły na siłownię, oglądały te same filmy, słuchały podobnej muzyki (warto zaznaczyć, że pod rządami talibów wszelka rozrywka była zakazana). Podczas niedawnej rozmowy telefonicznej, moja znajoma z Kabulu płakała w słuchawkę, opowiadając, że niszczone są właśnie wszystkie jej marzenia. Podobnie jak kobiety na Zachodzie, miała przecież mnóstwo planów związanych ze swoją karierą.

 

W jednym ze swoich ostatnich wpisów, zwróciłaś uwagę, że problemy afgańskich kobiet nie ograniczają się do kwestii przymusowego noszenia burki, a wychodzą daleko poza ten obszar. Z jakimi największymi trudnościami borykają się i będą borykać się Afganki?  

Można się spodziewać, że cały wysiłek włożony w emancypację Afganek pójdzie na marne, a sytuacja wróci do stanu sprzed 2001, kiedy talibowie sprawowali władzę. Pod ich rządami kobiety żyły w areszcie domowym. Nie mogły się uczyć ani pracować. Jeśli chciały wyjść z mieszkania, towarzyszyć im musiał męski opiekun - członek rodziny. Nawet podczas wizyty u lekarza.

W jeszcze gorszej sytuacji znajdowały się te z nich, które doświadczały przemocy domowej albo chciały wziąć rozwód. Sądownictwo w Afganistanie nie istniało pod rządami byłego już prezydenta Aszrafa Ghaniego.

Swoje sądy stworzyli za to talibowie. To jedyne instytucje, w których obywatele i obywatelki Afganistanu mogą szukać sprawiedliwości. Tyle, że prawo, które w nich egzekwują, silnie związane jest z własną, bardzo radykalną interpretacją islamu. Taką, która dyskryminuje kobiety. Sądy zawsze orzekają po stronie mężczyzny.

Już teraz świat obiegają informacje o powrocie do metod opresji, które wykorzystywane były w latach rządów talibów. Ich przywódcy mówią, że pozwolą kobietom pracować czy uczyć się, ale np. mojej znajomej dziennikarce od ubiegłego tygodnia nie pozwolili wejść na teren redakcji, w której teoretycznie dalej pracuje. Nie została oficjalnie zwolniona, ale jej zadania przejął już przedstawiciel talibów. Pytałam ją, czy wierzy, że pozwolą jej kiedyś wrócić do pracy. Jest przekonana, że to nie nastąpi. Takich historii jest więcej.

Miałaś pewnie okazję poznać mnóstwo Afganek. Jakimi są kobietami? Słyszymy o nich w kontekście tragicznej sytuacji w ich kraju, ale warto, żebyśmy dowiedzieli się o nich więcej niż podają aktualnie media.

To przede wszystkim bardzo silne kobiety. Te, które znam, bardzo boją się talibów, a i tak stawiają im czoła. Dziennikarka, o której wspominałam, codziennie przychodzi pod drzwi redakcji i pyta, dlaczego nie chcą pozwolić jej pracować. Kłóci się z talibami, mimo że ich wzrok wywołuje w niej panikę. Kilka dni temu opowiadała mi, że nigdy nie patrzy im prosto w oczy, bo boi się, że zostałaby za to pobita lub nawet zabita. Walczy, bo - podobnie jak inne Afganki - jest świadoma swojej wartości.

Na Twitterze jednej ze zwolnionych pracownic biura prezydenta przeczytałam ostatnio: „talibowie nie zmienili się przez ostatnie 20 lat. Kobiety wręcz przeciwnie”.

Trzeba jednak pamiętać, że łatwiej jest mówić o sile i wielkich ambicjach, kiedy jest się wykształconą Afganką z wielkiego miasta. Te, które znam, są kobietami świadomymi swojego przywileju. Mogłyby uciec z kraju, ale postanowiły zostać, żeby pomóc pozostałym obywatelkom. Np. dwudziestokilkuletnia aktywistka Pashtana Durrani, która pracuje aktualnie nad zapewnieniem dostępu do edukacji dla dziewczyn, które dotkną zakazy nowej władzy.

Media obiegły niedawno wykonane w latach '70 zdjęcia Afganek w krótkich spódnicach. Zdaje się, że tamta wolność trwała krótko?

To zdjęcie niewiele mówi o rzeczywistej sytuacji Afganek. Życie większości z nich wcale tak nie wyglądało. Również spódniczka nie była typowym strojem, jaki kobiety nosiły w tamtym czasie. Ten przywilej dotyczył wyłącznie wąskiego grona wyemancypowanych dziewczyn z miast. A te i tak spotykały się z atakami. Słyszałam na przykład o przypadkach, kiedy na ich nagie nogi wylewane były różne kwasy.

Raport Fundacji Thomson Reuters opublikowany w 2019 roku wymienił Afganistan jako drugie najbardziej niebezpieczne i opresyjne państwo do życia dla kobiet. Teraz prawdopodobnie Afganistan zająłby miejsce pierwsze?

Musimy pamiętać, że sytuacja kobiet jest dramatyczna w wielu miejscach na świecie. Ciężko ją porównywać. Źle jest również np. w Arabii Saudyjskiej. Do więzienia notorycznie wtrącane są tamtejsze aktywistki. Z ich zeznań wynika, że poddawane są torturom. Saudyjczycy to bliskowschodni sojusznicy USA, dlatego w mediach nie słyszymy raczej o ich historiach. Niemniej jednak afgańskie kobiety były na dobrej drodze, by uchronić kolejne pokolenia przed takim losem. Być może za kilka lat Afganistan zajmowałby dalsze miejsce w rankingu. Teraz szanse na jakikolwiek postęp zostały zaprzepaszczone.

Wiem, że za wcześnie jeszcze na stawianie jakichkolwiek tez, ale czy ta zaskakująca zmiana w narracji talibów odnośnie roli kobiet w organizacji państwa i społeczeństwa, jest tylko zagraniem PR-owym, czy ma szansę być choć trochę prawdziwa?

Gdy talibowie rządzili Afganistanem w latach 1996-2001, ich rządy uznawane były na arenie międzynarodowej wyłącznie przez trzy państwa. Teraz nie chcą dopuścić do podobnej sytuacji. Poza tym Afganistan potrzebuje wsparcia finansowego.

Talibowie wiedzą, że świat nic im nie da, jeśli ich retoryka się nie zmieni. Dlatego przywódcy polityczni Talibanu coraz chętniej przedstawiają się jako umiarkowani i pro-kobiecy liderzy. Problem w tym, że za tym nic nie idzie. Jestem w stałym kontakcie z kilkoma Afgankami. Opowiadają mi, jak sytuacja wygląda w rzeczywistości. Na niektórych terenach wiejskich już kilka miesięcy temu talibowie zamknęli szkoły dla dziewcząt. A od zdobycia Kabulu jest tylko gorzej.

Słysząc takie historie, ciężko uwierzyć, że w słowach talibów mogłoby być choć trochę prawdy.

Szerokim echem odbił się wywiad z rzecznikiem talibów w prywatnej afgańskiej stacji telewizyjnej. Przeprowadziła go, ku zdumieniu świata, kobieta. Czy to kolejne zagranie PR-owe obliczone na chwilowe złagodzenie opinii Zachodu?

To świetne zagranie marketingowe, na które złapały się media na całym świecie. Pisano, że być może posunięcie to świadczy o nowej jakości w polityce Talibanu. Nic bardziej mylnego. Podczas gdy świat ekscytował się tym zdarzeniem, z afgańskiej telewizji publicznej do domu odesłane zostały wszystkie pracujące tam kobiety. Redaktorki, reporterki, prezenterki… Z relacji mojej znajomej wynika, że nowy szef telewizji, którego talibowie mianowali na stanowisko dzień po zdobyciu Kabulu, kazał im czekać w domu na telefon z informacją o ich dalszych losach. Za jakiś czas mają zostać poinformowane, jaką politykę wobec kobiet przyjmą nowe władze. Same jednak nie wierzą, że będą mogły rozwijać się zawodowo. Mówią, że nawet jeśli talibowie pozwoliliby im podjąć pracę, to tylko w wybranych sektorach. Czyli polityczkami, prawniczkami lub lekarkami raczej nie zostaną.

 

Jakie książki możesz polecić osobom, które zechciałyby poznać bliżej sytuację kobiet żyjących w Afganistanie?

Najlepiej czytać te, które napisały Afganki. Po polsku dostępna jest np. książka „Listy do moich córek. Między terrorem a nadzieją” Fawzi Koofi - znanej parlamentarzystki i feministki. Czytając ją, poznajemy prawdziwą historię Afganistanu i emancypacji kobiet. Bez zniekształceń, które wkradają się zwykle do publikacji wydawanych przez zachodnich autorów i autorki. Jeśli czytanie po angielsku nie stanowi dla kogoś problemu, to polecałabym się zapoznać również z pozostałymi książkami Koofi.

A jakie filmy przybliżą nam tę tematykę?

Można np. obejrzeć film, który wyreżyserowała afgańska reżyserka Sahra Karimi. „Hava, Maryam, Ayesha” opowiada historię trzech ciężarnych kobiet z Kabulu. Film miał zostać nawet nominowany do Oscara, ale Akademia zrezygnowała z tego pomysłu ze względów politycznych. Reżyserka głośno wypowiada się zresztą o obecnej sytuacji w kraju.

Czy mogłabyś polecić nazwiska lub konta afgańskich aktywistek, które warto obserwować i wspierać?

Warto śledzić np. Fawzię Koofi (twitter: @fawziakoofi77), o której już wspominałam. To prawdopodobnie najbardziej znana polityczka afgańska. Była też pierwszą kobietą na stanowisku wicemarszałkini parlamentu. Kolejną świetną działaczką jest Zarifa Ghafari (twitter @Zarifa_Ghafari). To pierwsza kobieta na stanowisku burmistrzyni. Warto śledzić również najmłodsze pokolenie kobiet.

Jedną z najbardziej odważnych aktywistek jest moja rówieśniczka Pashtana Durrani (twitter: @BarakPashtana), czyli prezeska fundacji Learn, która zajmuje się edukacją dziewcząt. Dziewczyna mówi, że nawet jeśli talibowie zabronią im chodzić do szkół, to ona będzie je uczyć przez internet i zapewni im wszystkie niezbędne materiały.

Pod koniec lipca, kiedy nikt jeszcze nie spodziewał się, że ofensywa talibów tak szybko przyspieszy, mówiła mi, że jest świadoma, że znajduje się na celowniku talibów, ale nie planuje rezygnować ze swojej misji.

Jak możemy wspierać w obecnej sytuacji afgańskie kobiety?

Zbiórkę pieniędzy prowadzi np. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. Finansowo wspierać można też bezpośrednio afgańskie organizacje pozarządowe, jak właśnie prowadzona przez Pashtanę Durrani Fundacja Learn. Pieniądze są teraz potrzebne przede wszystkim na podstawowe produkty, jak jedzenie czy środki higieny osobistej. Musimy pamiętać, że wraz z wejściem talibów do Kabulu większość kobiet straciła źródło dochodów, a w całym kraju wkrótce może wybuchnąć ogromny kryzys humanitarny.

Jedna z lokalnych dziennikarek opowiadała mi, że w mediach społecznościowych powstało już wiele grup, w których afgańskie kobiety organizują się i wspierają wzajemnie. Przekazują sobie żywność, itp. To jednak za mało, potrzebna jest pomoc z zewnątrz.

Wspierać można też niematerialnie. Czasami wystarczy nasza własna edukacja, dzięki której nie będziemy powielać krzywdzących tez. Warto też oddawać głos Afgankom. One najlepiej wiedzą, co się dzieje i czego potrzebują. Staram się więc jak najczęściej rozmawiać z tamtejszymi kobietami. Dzięki temu przekazuję czytelnikom i czytelniczkom prawdziwą historię.

Karolina Wójcicka - specjalizująca się w tematyce bliskowschodniej dziennikarka związana z Dziennikiem Gazetą Prawną. Absolwentka stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie studentka socjologii.

 

Więcej na twojstyl.pl

Zobacz również