Przetestowane, używane od dłuższego czasu albo odkryte niedawno, po które zdecydowanie sięgnę ponownie. Wśród nich zmysłowe perfumy, świetna pielęgnacja i kosmetyki do makijażu.
Jesienna edycja Stylowych Zakupów startuje 25 września i potrwa do 30 września. W akcji bierze udział ponad 230 marek, a rabaty sięgają nawet 75 proc. Obejmują nie tylko ubrania, buty czy dodatki, ale też wiele marek kosmetycznych, więc to dobry moment na uzupełnienie półki w łazience albo zakup produktu, który od dawna był na liście. Kupony rabatowe znajdują się w październikowych wydaniach „Twojego STYLU” i „PANI”, a także na stronie StyloweZAKUPY.PL.
Jako redaktorka urody co miesiąc testuję wiele produktów, ale ostatecznie zostaje ze mną tylko część z nich. Co polecam? Poniższa dwudziestka to moje kosmetyczne top wybory. Podczas akcji będzie można kupić je w bardzo atrakcyjnych cenach.
Jest niesamowicie zmysłowy, głęboki i idealny na jesień. Róża łączy się tutaj z szafranem, czarną truflą, wanilią, paczulą, oudem i mchem, dzięki czemu słodycz szybko przechodzi w bardziej ziemiste i drzewne nuty. Na skórze z każdą godziną pachnie trochę inaczej i właśnie to lubię w nim najbardziej. Gdybym miała wskazać jeden zapach Toma Forda na chłodniejsze miesiące, Noir de Noir bez wahania znalazłby się na pierwszym miejscu. Zachwyca.
Tutaj róża jest zupełnie inna. Piękna, ciężka, intensywna i zdecydowanie bardziej wieczorowa. W sercu kompozycji znalazła się róża Taif, której towarzyszą różowy pieprz, geranium, paczula i mech dębowy. Dzięki temu zapach ma kwiatową głębię, ale pojawia się w nim również lekko korzenny, szyprowy akcent. Bardzo długo utrzymuje się na skórze.
Doskonała maseczka na noc. Świetnie sprawdza się na skórze po 30., ale również dojrzałej po 50. roku życia (moja mama też ją uwielbia). Ma bardzo przyjemny zapach i świetną konsystencję: jest bogata, ale dobrze trzyma się na skórze i nie spływa. W składzie znalazły się m.in. niacynamid, gliceryna i ekstrakt Dragon’s Blood. Rano cera jest jędrna, nawilżona, promienna i wygładzona.
To jedna z ciekawszych masek w płachcie, jakie ostatnio wpadły mi w ręce, bo pielęgnacja została podzielona na dwa kroki. Najpierw nakłada się ampułkę-serum z 5-procentowym biomimetycznym peptydem, żeń-szeniem, PDRN i kolagenem, a dopiero później dwuczęściową płachtę z ceramidami, niacynamidem i ekstraktem z granatu. Dobry wybór przed większym wyjściem albo wtedy, gdy cera wygląda na zmęczoną i potrzebuje dodatkowej porcji pielęgnacji. Po zdjęciu maski skóra jest wyraźnie gładsza i bardziej sprężysta.
Peelingi mechaniczne wybieram ostrożnie, ale ten ma bardzo przyjemną formułę, a efekt widać od razu. Zawiera 97 proc. składników pochodzenia naturalnego, ekstrakt z szampana, drobinki pereł oraz korund odpowiadający za złuszczanie martwego naskórka. W formule znalazły się także witaminy C i B. Po użyciu cera jest wyjątkowo gładka i bardziej świetlista. Szczególnie lubię sięgać po niego przed ważnym wyjściem.
Jeden z tych kosmetyków, które warto mieć pod ręką przez całą jesień i zimę. Hudsalva jest przeznaczona do bardzo suchej i reaktywnej skóry, zwłaszcza dłoni, stóp, łokci czy ust. Ma bogatą konsystencję maści, ale zaskakująco dobrze się wchłania. Formuła zawiera ponad 30 proc. emolientów, m.in. masło shea i skwalan, oraz ponad 20 proc. humektantów z gliceryną. Są tu również alantoina, bisabolol i witamina E.
Jesień to dobry moment, by bardziej konsekwentnie zająć się przebarwieniami, a ten nocny krem ma naprawdę rozbudowany skład. Jeden z bardziej zaawansowanych kosmetyków w tym zestawieniu. Znajdują się w nim m.in. stabilizowany retinol, kwas traneksamowy, alfa-arbutyna oraz peptydy skierowane na proces powstawania melaniny. Formuła została przygotowana z myślą o przebarwieniach posłonecznych, potrądzikowych, hormonalnych i związanych z wiekiem, a także o nierównym kolorycie i oznakach fotostarzenia.
RevitaLash to już klasyka wśród odżywek do rzęs. Serum wzmacnia rzęsy, poprawia ich elastyczność i ogranicza łamanie. Formuła wykorzystuje opatentowaną technologię Curl Effect. Liczy się przede wszystkim systematyczność, dlatego najlepiej włączyć go na stałe do wieczornej pielęgnacji.
Żelowe serum All in Skin jest przeznaczone przede wszystkim do pielęgnacji skóry dojrzałej, która straciła jędrność i elastyczność. Formuła wspiera aktywność fibroblastów oraz syntezę kolagenu i elastyny, a przy regularnym stosowaniu poprawia gęstość skóry i zmniejsza widoczność zmarszczek.
Jedno z najlepszych masełek, jakich używałam, a używałam ich wiele. Ma miękką konsystencję, która pod wpływem ciepła zmienia się w olejek, a po kontakcie z wodą emulguje i bez problemu się spłukuje. Radzi sobie nie tylko z SPF-em i codziennym makijażem, ale również z ciężkimi, wodoodpornymi formułami. W składzie ma 15 proc. oleju abisyńskiego, witaminę F oraz analog ceramidów, dlatego po demakijażu skóra pozostaje niesamowicie miękka.
Nowość, którą zdecydowanie warto mieć na uwadze przed jesienią. Krem ma gęstszą konsystencję niż jego brat (z białą zakrętką), ale akurat w tym przypadku bardzo mi to odpowiada. Jest taki, jak lubię: bogaty, komfortowy, nie pozostawia ciężkiej warstwy na twarzy. Idealny na noc. Formuła zawiera kompleks peptydów, skwalan, glukonolakton, adenozynę i ekstrakt z jabłka. Rano skóra jest po nim naprawdę wspaniała: miękka, gładka i dobrze nawilżona. Szybko wszedł na stałe do codziennej rutyny.
Lubię kosmetyki, które pozwalają skrócić poranną pielęgnację, a ten krem łączy nawilżanie, witaminę C i ochronę SPF 30. Ma 1 proc. stabilnej witaminy C, a w formule znalazły się również pantenol, witamina E i olej ze słodkich migdałów. Konsystencja jest lekka i dobrze sprawdza się pod makijażem, co w przypadku kremów z filtrem ma dla mnie duże znaczenie. Jest przeznaczony zarówno do skóry młodszej, jak i dojrzałej, suchej, odwodnionej czy mieszanej. Bardzo dobry krem na dzień.
Krem CCC Yonelle łączy pielęgnację, SPF 50 i lekkie krycie. Wyrównuje koloryt, zmniejsza widoczność porów i niedoskonałości, a przy tym pochłania sebum i pot. Cera od razu wygląda znacznie lepiej.
Za samą konsystencję ten kosmetyk dostaje ode mnie dodatkowy punkt. Zamiast klasycznego płynnego olejku jest lekka pianka, która bardzo przyjemnie rozprowadza się po skórze. Zawiera masło shea, glicerynę, pantenol i emolienty, a zapach tworzą m.in. olejki z bergamotki, cytryny i pomarańczy. Po lecie coraz częściej sięgam po bardziej odżywcze kosmetyki do ciała, ale nie przepadam za ciężką, tłustą warstwą. Ten format jest więc ciekawą alternatywą dla tradycyjnego balsamu.
Jeden z najbardziej znanych pudrów MAC i trudno się dziwić, że ma tak wierne grono fanek. Jest wypiekany, daje lekkie krycie i naturalne wykończenie, więc można stosować go samodzielnie albo na podkład. Nie wymaga częstych poprawek.
Używam go od lat i mimo naprawdę wielu testów nadal nie znalazłam lepszego pudru pod oczy. Jest bardzo lekki i ma w składzie pyłek diamentowy, który pięknie odbija światło. Świetnie sprawdza się zwłaszcza przy zmęczonych oczach. Jeden z tych kosmetyków, które kończę i kupuję kolejne opakowanie.
Mam ją w trzech odcieniach i każdy jest absolutnie doskonały. Daje miękkie, matowe wykończenie, ale nie wygląda na ustach sucho i ciężko. Świetnie się trzyma. Formuła zawiera ceramidy i ekstrakty z Grand Rose, a sam sztyft został zaprojektowany tak, aby można było zarówno precyzyjnie obrysować usta, jak i uzyskać bardziej rozmyte wykończenie tzw. blurred lips. Jedna z moich ulubionych.
Na co dzień częściej wybieram brązowe tusze, ale kiedy mam ochotę na bardziej podkreślone rzęsy, wracam do klasycznej czerni. Perfect Lashes Mascara ma kremową formułę i tradycyjną, gęstą szczoteczkę, która jednocześnie pogrubia, wydłuża i podkręca. W formule znalazły się olejki roślinne oraz carnauba. Efekt można budować kolejnymi warstwami. Nie skleja włosków i nie osypuje w ciągu dnia.
Moje ostatnie kosmetyczne odkrycie. Clarins kojarzył mi się przede wszystkim z pielęgnacją twarzy i makijażem, dlatego po linię do włosów sięgnęłam z dużą ciekawością. Le Bain delikatnie oczyszcza skórę głowy, a włosy po myciu są miękkie, sprężyste i wyglądają na pełniejsze. Formuła zawiera organiczny ekstrakt z białego irysa i pantenol. Kremowa konsystencja podczas mycia zmienia się w delikatną pianę i łatwo się wypłukuje. Polecam używać z odżywką z tej serii. Bardzo udany debiut marki.
Na koniec produkt dla włosów, którym brakuje objętości. Na moich długich i cienkich, sprawdza się świetnie. PushUp-r unosi je u nasady i optycznie zwiększa gęstość dzięki cienkiej warstwie włókien osadzających się na pasmach. W formule znajdują się gliceryna i pantenol, a także ekstrakty z nagietka i skrzypu polnego oraz aloes.