Twórcy nowych „Igrzysk śmierci” musieli ukrywać projekt nawet przed rodzinami, a część aktorów długo wahała się, czy przyjąć swoje role. Co jeszcze działo się za kulisami „Wschodu słońca w dniu dożynek”, szóstej odsłony sagi, która 20 listopada wejdzie do polskich kin?
„Igrzyska śmierci: Wschód słońca w dniu dożynek” to drugi po „Balladzie ptaków i węży” prequel serii. Akcja rozgrywa się 24 lata przed wydarzeniami z pierwszej części, podczas Głodowych Igrzysk, w których startuje młody Haymitch Abernathy (Joseph Zada).
Film ogłoszono w czerwcu 2024 roku, jednocześnie z zapowiedzią książki, która trafiła do księgarń w marcu 2025 roku. Wcześniej prace nad adaptacją trzymano w ścisłej tajemnicy, a reżyser Francis Lawrence i producentka Nina Jacobson nie mogli zdradzić niczego nawet bliskim.
- Musieliśmy podpisać umowę o zachowaniu poufności, bo pracowaliśmy z manuskryptem na długo przed premierą - powiedziała w wywiadzie dla „Radio Times” Jacobson. - Okłamaliśmy nawet nasze rodziny. Pamiętam, że byłem z Suzanne w Nowym Jorku, a bliskim mówiłem tylko, że załatwiam jakieś służbowe sprawy. Wszystko trzymane było w tajemnicy, bo książka nie została jeszcze nawet ogłoszona - dodał Lawrence.
Ralph Fiennes przejął rolę prezydenta Coriolanusa Snowa, w którą wcześniej wcielali się Donald Sutherland i Tom Blyth. W przygotowaniach pomogło mu doświadczenie w pracy nad szekspirowskim „Koriolanem”. Fiennes wyreżyserował jego ekranizację w 2011 roku i zagrał w niej tytułową rolę.
- Ralph od razu dostrzegł powiązania między bohaterem Szekspira a postacią stworzoną przez Suzanne w książkach - powiedział w rozmowie z „Radio Times” Francis Lawrence. - Na planie zaimprowizował kilka kwestii inspirujac się „Koriolanem” i połączył tym samym w filmie te dwa światy.
Prequel wymagał nowych twarzy w dobrze znanych rolach. Młodszą wersję Effie Trinket zagrała Elle Fanning, a wsparcia udzieliła jej Elizabeth Banks, która wcielała się w tę postać w pierwszych czterech filmach. - Elizabeth odezwała się do Elle po ogłoszeniu jej angażu do filmu i podzieliła się z nią swoimi doświadczeniami z grania tak ekscentrycznej postaci - zdradziła w rozmowie z magazynem „People” Jacobson.
W nowych „Igrzyskach Śmierci” jako Plubarcha Heavensbee’ego zobaczymy Jesse’ego Plemonsa. Aktor wahał się, czy przyjąć tę rolę, bo we wcześniejszych filmach postać kreował Philip Seymour Hoffman, który zmarł na osiem dni przed zakończeniem zdjęć do trzeciej części.
- Moje wątpliwości wynikały tylko i wyłącznie z podziwu i miłości, jakie do niego żywię. Nie chciałem dotykać tej roli, bo to trochę jak z filmami biograficznymi o muzykach. Lepiej zostawić ich w spokoju - wyznał aktor w rozmowie z „The Standard”. Ostatecznie do wystąpienia w filmie przekonała Plemonsa reżyser, obsada i możliwość zmierzenia się z „tą postacią i światem”.
Wątpliwości miał też Kieran Culkin, nowy Caesar Flickerman, prezenter i mistrz ceremonii igrzysk. Wcześniej tę rolę brawurowo zagrał Stanley Tucci, dlatego zdobywca Oscara uważał, że kompletnie się do niej nie nadaje. - Czułem ogromną presję. Uważałem, że to jasne, że nie powinienem przyjmować tej roli, bo wszyscy kochają, co zrobił z nią Stanley. Byłem przekonany, że zostanę znienawidzony za moją wersję - wyznał w rozmowie z „The Hollywood Reporter” podczas londyńskiej premiery filmu.
Rozwiązanie podsunęła mu żona, Jazz Charton. - Zapytała: „Dlaczego nie zrobisz tego po swojemu, ale dodasz jedną rzecz, którą zrobił Stanley?” Szybko uznałem, że to świetny pomysł - wspominał aktor.
„Igrzyska śmierci” to 21. najbardziej dochodowa seria filmowa w historii, a jej dotychczasowe pięć części zarobiło 3,3 mld dolarów. Suzanne Collins wciąż chętnie wraca do świata Panem, a kolejne powieści konsekwentnie trafiają na ekran. Film trafi do kin już 20 listopada.