Łagodny jak krytyk. Jak zwracać uwagę, by wywołać motywację do zmiany
Fot. iStock

Łagodny jak krytyk. Jak zwracać uwagę, by wywołać motywację do zmiany

Po co krytykujemy innych? Żeby wywołać w nich motywację do zmiany. Skoro tak, krytyka musi brzmieć łagodnie i… być przeplatana z pochwałami. Inaczej zostanie odrzucona!

Krytykujemy, bo myślimy: powiem mu, co robi źle, zacznie robić dobrze. Niestety, to działa tylko przez chwilę. Dr Elizabeth Hurlock, psycholożka, jedna z pierwszych kobiet wykładających na Uniwersytecie Columbia (prawie sto alt temu!) sprawdziła, jaki wpływ na wyniki uczniów ma informacja zwrotna od nauczycieli: karcenie lub ignorowanie ich wysiłków. Najgorzej szło dzieciom, na które nie zwracano uwagi, przestawały się starać natychmiast. Te krytykowane i chwalone początkowo przykładały się bardziej, próbowały zdobyć uznanie nauczyciela. Czy więc kij i marchewka działają na nas tak samo? Nie. Już drugiego dnia badań dr Hurlock zauważyła, że uczniowie, którzy otrzymywali negatywne informacje zwrotne, przestali w ogóle pracować. Wyniki tego eksperymentu potwierdzono później wielokrotnie. To pozwoliło naukowcom na opracowanie matematycznej proporcji 5:1 w domu i 3:1 w biurze.

O co chodzi? O to, że na każde słowo krytyki powinno przypadać pięć miłych słów. Jeśli chcesz, by partner znosił krytykę z twojej strony lepiej, zacznij go też doceniać.

Mów o sobie

Przekazywanie słów krytyki jest szczególnie trudne w bliskich związkach, gdy chodzi o partnera, rodzica, przyjaciółkę, dziecko. Bo wtedy włączają się emocje, wracają wspomnienia. „Tak, jasne, jestem beznadziejna, od przedszkola mi to powtarzasz!”, „Przysięgałaś, że będziesz mnie wspierać, a teraz zostawiasz mnie na lodzie, dokładnie tak, jak 15 lat temu na studiach, kiedy nie pomogłaś mi w sesji i przez ciebie oblałem!”. Właśnie dlatego dobrze jest tę krytykę umiejętnie „opakować” w zdania, które psychologowie nazywają „ja-komunikatami”. Mówisz o sobie, a nie o partnerze. Zamiast: „Znowu zostawiłeś brudne skarpety pod łóżkiem! Myślisz, że przyjemnie mi je stamtąd wyciągać?”, powiedz: „Fatalnie się czuję, wyciągając spod łóżka skarpetki. Jak obsługa hotelowa!”. Zdanie: „Nikomu nie przyznasz racji, dlatego ludzie cię nie znoszą”, można zastąpić: „Myślę, że ludzie nie lubią, gdy ktoś się z nimi nie zgadza. Każdy woli, by czasami przyznać mu rację”. Generalnie krytykę przekazujemy w cztery oczy i nie wtedy, gdy rozmówca jest zdenerwowany.

W miejsce kijka…

Sama krytyka nie spowoduje zmiany u bliskiego. Co jeszcze warto, żebyś zrobiła?

 

  1. Komplementuj. Bez obaw, słowa szczere i konkretne (zamiast „Jesteś taki wspaniały”, raczej: „Wspaniale się czuję, gdy wieczorem parzysz mi moją ulubioną herbatę”) nie zepsują nikogo. Chwaląc, wzmacniasz pozytywne reakcje. Większość z nas lepiej zapamiętuje pozytywne komunikaty i potem chętnie się do nich stosuje.
  2. Wymieniaj się. Czyli coś za coś. „Krzysztof, wieszaj płaszcz w szafie. Jeśli będziesz o tym pamiętał, nie zostawię więcej szminki w samochodzie”, można zaproponować. To wcale nie jest instrumentalne traktowanie drugiej osoby. Takie „wymiany handlowe” są obecne w naszym życiu od zawsze – za dobrą naukę przysługuje piątka, za solidną pracę premia. Ten sam mechanizm zadziała w domu.
  3. Nagradzaj. To zbliżona taktyka do chwalenia: zamiast wyrażać słowami uznanie dla partnera, daj mu prezent. Drobiazg, który ucieszy. Fajną zakładkę do książki, pendrive’a w ciekawym kształcie. Możesz podkreślić: „Skoro ty zrobiłeś coś, na czym mnie zależy, ja odwdzięczę ci się czymś, co ci się spodoba”.
  4. Okazuj zadowolenie. Komplementy, prezenty, wymiany – a przecież czasem wystarczy tylko uśmiech. Znaczące spojrzenie, w którym widać, że się cieszysz z jakiegoś zachowania partnera. Pamiętaj: w eksperymencie dr Hurlock te dzieci, które były ignorowane przez nauczyciela, radziły sobie niemal tak źle, jak karcone! Brak uznania sprawia, że przestaje nam się chcieć. Ci, którzy twierdzą, że „skoro nic nie mówię, to znaczy, że jest ok”, robią błąd. Doprowadzają drugą osobę do frustracji i w rezultacie zaprzestania działań, na których im zależy.
  5. Czasem… odpuść. Zgódź się na coś, co psychologowie nazywają naturalnymi konsekwencjami. Mówisz, żeby mąż wieszał ubrania w szafie, tłumaczysz, że wygnieciona marynarka źle wygląda i nic się nie dzieje? Przestań się tym zajmować. Pozwól, żeby marynarka się wygniotła. Przewróciło się – niech leży. Może w którymś momencie twój partner dojdzie do logicznego wnioski, że o ubrania warto dbać, bo wtedy lepiej wyglądają. Eureka!
Tekst ukazał się w magazynie Twój STYL nr 10/2016
Więcej na twojstyl.pl

Czytaj również